Amatorska Sekcja Badmintona AZS UW
 
Aktualności

Terminy treningów AZS UW we wrześniu 2010

Zobacz plan treningów. Terminy zostaną niebawem uzupełnione.


Treningi dla dzieci
Zapraszamy na treningi wszystkich chętnych z roczników 1999-2003. Zajęcia będą we środy i piątki w ośrodku "Solec" (ul. Solec 71). Pierwszy trening 3.09.2010 o godz. 16.30. Obowiązuje strój sportowy i obuwie sportowe. Osoby zainteresowane prosimy o kontakt z Anną Szymańską, tel. 605-453-139.
CARLTON AKADEMICKIE MISTRZOSTWA WARSZAWY I WOJ. MAZOWIECKIEGO W BADMINTONIE
Zob. wyniki indywidualnego turnieju finałowego (16.05.2010) w formacie pdf.

Zob. klasyfikacje końcowe w formacie pdf.

Zob. też stronę organizatora - AZS Środowisko Warszawa.



POLISH ISBT Warszawa
1-2 maja 2010





Archiwalne wiadomości o Mistrzostwach Europy Drużyn Męskich i Żeńskich 2010 wyświetlą się po kliknięciu na logo turnieju.



Amatorska Sekcja Badmintona AZS Uniwersytet Warszawski: newsy
Wiadomości
START POLAKÓW W MISTRZOSTWACH ŚWIATA W OCENIE GŁÓWNEGO TRENERA REPREZENTACJI.
Karol Hawel: - Jesteśmy przed halą Coubertin'a. Pan redaktor poprosił mnie, abym skomentował występ Polaków. Byliśmy reprezentowani oprócz singla dziewcząt we wszystkich grach, w tym w mikście wystąpiły dwie nasze pary. Jest pewien niedosyt - to chyba jest za słabe słowo - no, nie wyszło nam tak, jak żeśmy planowali. To, o czym rozpisywały się różne strony badmintonowe nt. możliwości zdobycia medalu, poniosło tu fiasko od razu w pierwszym meczu, w drugiej rundzie, myślę o mikście Nadia Zięba/ Robert Mateusiak. Wystąpili przeciw zespołowi z Singapuru. Wiemy, że u nas na międzynarodowych mistrzostwach Polski w Białymstoku też ulegli zespołowi azjatyckiemu.
Co do samego występu naszej pary mikstowej, myślę, że zbyt nerwowe poczynania w pierwszym secie; w drugim udało się to odrobić. Byliśmy przekonani, że początek - 7:3 dla naszego zespołu - w trzecim secie, wszystko zostało poukładane... No, jednakże znowu wtargnął tam jakiś stan nerwowości, jak to w sporcie bywa. Przeciwnik oddał kilka lotek po siatce, tak zwanych fuksów. No, ale należało przejść nad tym do porządku dziennego. I po prostu grać swoje do końca całego spotkania. Te lotki poczyniły pewnego rodzaju wichurę, zaburzenia w naszym zespole, no i skończyło się tak, jak się skończyło...
Przemek Wacha - singel męski - nerwowy, sparaliżowany pierwszy set; w drugim już o wiele lepsza gra Przemka, ale myślę, że jeszcze nadal należy pracować, żeby wrócił do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, choćby niedaleko szukając: mistrzostwa Europy lutowe u nas w Warszawie.
Bardzo dobre występy Wojtka Szkudlarczyka i Agnieszki Wojtkowskiej w mikście i debel, Adam Cwalina/ Michał Łogosz, naprawdę z ich gry jestem bardzo zadowolony. Grali przeciwko utytułowanym zawodnikom - drugie miejsce z listy rankingowej światowej. Tam była walka, tam były świetne zagrania, po pierwsze u nowo utworzonej pary Łogosz/Cwalina, po drugie, u miksta bardzo młodego: Wojtek/Agnieszka. Naprawdę jestem bardzo zadowolny z ich występu.
Badmintonzone: - O deblu kobiet nie mówimy?
Karol Hawel: - Debel kobiet, Agnieszka z Natalką [Pocztowiak - przyp. jr], był to pierwszy mecz od razu w poniedziałek, na rozpoczęcie turnieju. Wydaje mi się, że tam też nerwowość. Nigdy bym nie posądzał kogoś, że stał, bo nie chciał grać. To nie było tak. Tam była chwilami walka u dziewcząt. Ale kiedy zabrakło sił, to po prostu skończyło się, tak jak żeśmy to widzieli. Myślę, że trzeba po prostu bardzo pracować, bo debel kobiet wymaga żelaznej kondycji i on nie opiera się na ataku tak jak w grze podwójnej mężczyzn, gdzie szybkość i siła ataku mogą skrócić akcję. U dziewcząt jest inaczej. Rozgrywka trwa kilkanaście, kilkadziesiąt uderzeń i trzeba tam pracować nad kondycją.
Badmintonzone: - Chciałbym przy okazji zapytać, jak wypadła międzynarodowa konferencja trenerów*.
Karol Hawel: - Niestety tutaj w konferencji trenerów nie braliśmy udziału, bo byliśmy cały czas zaabsorbowani meczami na hali i myślę, że dużo nam to da. A to co było na konferencji, to po prostu dowiemy się w odpowiednim terminie.
Badmintonzone: - Nikogo z Polski nie było na konferencji?
Karol Hawel: - Nie.
* Międzynarodowa Konferencja Trenerów odbywa się tradycyjnie podczas indywidualnych mistrzostw świata. W Paryżu miała temat: "Badminton dzieci w wieku poniżej 10 lat: różne modele" i przeprowadzono ją z udziałem ponad setki trenerów z całego świata w dniach 26-28 sierpnia.
Z trenerem Hawlem rozmawiał Janusz Rudziński 28 sierpnia 2010.
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Janusz Rudziński.




BADMINTON DLA DZIECI. Warszawa. 29.08. Klub Uczelniany AZS Uniwersytet Warszawski ogłasza nabór dzieci do sekcji badmintona. Wszystkich chętnych z rocznika 1999-2003 zapraszamy na treningi . Zajęcia będą się odbywać w Warszawie w środy i piątki w Śródmiejskim Ośrodku Rekreacji "Solec" przy ul. Solec 71. Pierwszy trening 3.09.2010 o godz. 16.30. Obowiązuje strój sportowy i obuwie sportowe. Osoby zainteresowane prosimy o kontakt z Anną Szymańską, tel. 605 - 453 - 139. (jr)



LIN DAN TO LIN DAN, CHEN JIN TO CHEN JIN... FINAŁY MISTRZOSTW ŚWIATA. Paryż. 29.08. Niedzielne finały indywidualnych mistrzostw świata rozpoczęły się wewnętrzną konfrontacją chińskich miksistów. Zrehabilitowany i energiczny Zheng Bo i świetnie dysponowana w tym turnieju Ma Jin (ChRL, 8) mieli okazję wykazać wyższość nad bardziej utytułowanymi - He Hanbinem i Yu Yang (ChRL, 6). Ta druga para jest znana polskim kibicom z wyeliminowania podczas Igrzysk w Pekinie - w dramatycznym meczu ćwierćfinałowym - duetu Robert Mateusiak/ Nadia Kostiuczyk [obecnie: Zięba].
Są to dwie pary o podobnym stylu gry z klasyczną rolą silnie atakującego mężczyzny. Obie kobiety to mistrzynie gry przy siatce (i nie tylko). W tej sytuacji - przy znakomitej grze obu pań - czynnikiem decydującym staje się większa moc Zhenga. Pierwszy set rozstrzyga się od stanu 12:12. He i Yu dają się zdominować grze przeciwników. W drugiej partii jest im jeszcze ciężej niż w pierwszej fazie poprzedniego seta. Rywale stale im umykają. Pogoń zdaje się nabrać rumieńców, gdy He/Yu zmniejszają stratę do 8:11. Wtedy następuje chyba decydujący moment batalii. Obie pary wznoszą się na wyżyny mistrzostwa. Po fantastycznej wymianie ciosów wybucha owacja widowni. Ale Zheng i Ma pokazali, kto tu rządzi, a na tablicy widnieje wynik 12:8 na ich korzyść.
He i Yu mają kłopoty ze zdobyciem jakichkolwiek punktów. Udaje im się zdobyć dziesiąty, gdy rywale mają już 17. Jednak podnosi ich to na duchu i Hanbin wbija za chwilę potężnego smecza w kraniec pola przeciwników. Jednak sędzia liniowy wywołuje aut, co wzbudza protesty oburzonego He. Decyzja nie podlega zmianie, jest już 18:10 i słabsza para nie jest w stanie zdobyć żadnego punktu. Złoto i srebro przypadają Chińskiej Republice Ludowej, brąz Korei Południowej i Chińskiemu Tajpejowi.
Ciekawostką jest natomiast, że w tym czasie liderami rankingu światowego w grze mieszanej są (od czwartku 26 sierpnia, wydanie numer 34/2010)... Robert Mateusiak i Nadieżda Zięba. Fakt ten przejdzie do annałów polskiego badmintona, będzie wspominany przez statystyków i kronikarzy. Zapewne również dlatego, że można wątpić, byśmy prędko doczekali czasów, by się coś takiego powtórzyło. W grę wchodzi też bowiem jedynie jedno wydanie rankingu i polska para tylko przez tydzień cieszyć się może prowadzeniem na liście BWF. Znalazła się na pierwszym miejscu częściowo przypadkowo. Po prostu na liście nr 34 nie brano pod uwagę już poprzednich mistrzostw świata (sierpień 2009) oraz jeszcze nie brano pod uwagę tegorocznych mistrzostw świata. W następnym wydaniu Polacy powinni wrócić na swoje "normalne", trzecie miejsce.
Po zakończniu ceremonii dekoracji miksistów w hali Pierre de Coubertin wybucha piekielna wrzawa. To na kort wychodzi idol tłumów - Taufik Hidayat (Indonezja, 5), a także ostatnia nadzieja Chińczyków na złoto w singlu męskim po wyeliminowaniu Ba Chunlai'a i Lin Dana - Chen Jin (ChRL, 4).
Hidayat ma ujemny bilans pojedynków z Chenem, 1:2. Oczywiście nie peszy to jego kibiców czekujących na powtórzenie zdobycia tytułu mistrzowskiego z 2005 roku. Ma to być ułatwione brakiem dwóch kilerów singlowych - Lin Dana i Lee Chong Wei. Chen Jin pozostawał stale w ich cieniu mimo wcześniej błyskotliwie zapowiadającej się kariery (dwukrotne mistrzostwo świata juniorów).
Początek pojedynku zawodzi kibiców Indonezyjczyka, nazywanego przez Francuzów "Tofikiem" (w języku francuskim "au" jest wymawiane jak polskie "o").
Pierwsze pięć punktów to w większości proste błędy Hidayata. Zaniepokojony takim przebiegiem wydarzeń Taufik się wreszcie ożywia, gra mocniej i szybciej, ale przy ostrej wymianie wali drajw w siatkę.
Indonezyjczyk nadal jest bezradny wobec perfekcji Chena. Po świetnym skrócie Chińczyka wyrzuca lotkę w górę i zostaje skarcony kończącym ścięciem.
Dopiero teraz Chen pokazuje ludzkie oblicze i w następnej akcji popełnia pierwszy błąd - boczny aut. Poprawia to chyba samopoczucie Taufika, który zdobywa się za chwilę na zabójczego net dropa po przekątnej. Wybucha owacja publiczności, ale na tablicy wyników jest raptem 2:7.
W istocie dobra passa Taufika nie trwa długo. Teraz ma najpierw kłopot z oceną lotki na końcu boiska i spóźnia zagranie. Potem smeczuje w siatkę, wreszcie odbija ścięcie Chińczyka w siatkę i jest już 2:10.
Nareszcie świetna akcja byłego mistrza świata: Chen broni się zażarcie przed atakami Taufika, ale nawet pad nie pomoże odebrać niszczącego skrótu z głębi kortu - 3:10. Za chwilę lekko zdekoncentrowany Chińczyk popełnia błąd przy odbiorze smeczu Hidyata - 4:10.
Chen odzyskuje pewność, ścina w środek, Taufik trafa w siatkę i na przerwę zawodnicy schodzą przy prowadzeniu Chińczyka 11:4.
Zaraz po przerwie Indonezyjczyk wyrzuca na aut. Wysokie prowadzenie, 12:4, usypia czujność Chen Jina. Taufik nie zamierza odpuścić. Zaciętą wymianę przy siatce kończy przerzucając lotkę na tyły Chińczyka. Uskrzydlony Indonezyjczyk w następnej akcji skutecznie smeczuje po prostej. Jakby tego było mało, Taufik gra z kolei skrót w taśmę, co przerasta możliwości defensywne Chena. Chińczyk, trochę zbity z tropu, w kolejnej akcji popełnia niewymuszony błąd, gra na boczny aut. Jest już "tylko" 12:8 dla Chena i publiczność ma uzasadniony apetyt na wyrównanie się gry.
Jednak teraz myli się Hidayat. Psuje skrót przy siatce. Na twarzy Chińczyka widać ulgę i zadowolenie, chyba zaczynał się poważnie niepokoić udaną serią rywala.
Chen nie traci kontroli nad sytuacją na korcie. Wraca do perfekcyjnej gry. Uderza skrót z głębi kortu po przekątnej, lotka zaczepia o siatkę i spada po stronie Indonezyjczyka. Jest 14:9. Będzie gorzej dla Taufika, bo smeczuje na aut, a potem psuje skrót przy siatce - 16:9. Wreszcie i Chen myli się przy odbiorze skrótu Hidayata, 16:10. Chińczyk rewanżuje się mocnym ścięciem, 17:10. Teraz z kolei bekhendowy drajw Chena trafia w siatkę, 17:11. Kolejny błąd Chińczyka: skrót z głębi kortu zatrzymuje siatka, 17:12. Ostatni dzwonek do ruszenia za ciosem. Rozlega się dźwięk trąbki towarzyszący zawodom, publiczność odpowiada gromkim "O, lé!"
Zawodnicy wdają się w wymianę drajwów, Taufik gra zbyt wysoko i Chen trafia go. Uskrzydlony Chińczyk smeczuj w linię, 19:12. Taufik daje próbkę swego legendarnego bekhendu, bijąc ostro wzdłuż linii, 19:13. Dwa niewymuszne błędy Indonezyjczyka kończą pierwszą odsłonę widowiska, 21:13.
Początek drugiej partii nie wróży niczego dobrego Hidayatowi. Szybko traci cztery punkty po swoich niewymuszonych błędach i atakach szybszego rywala. Otuchy dodaje Indonezyjczykowi banalny aut Chen Jina. Taufik rusza do ataku. Chen daje dowód swoich niesamowitych zdolności defensywnych: po jego fantastycznych obronach Taufik wyrzuca w końcu lotkę na aut. Za chwilę jednak Indonezyjczyk zdobywa punkt po skrócie z głębi kortu na bekhend Chińczyka. To właśnie w ten sposób poprzedniego dnia Peter Gade zdobył wiele punktów. Rozochocony Hidayat znów przechodz do ataku. I znowu Chen fantastycznie się broni. Taufik pechowo zbija "kończąco" w siatkę, 2:6 na niekorzyść Indonezyjczyka.
Hidayat nie potrafi odwrócić tendencji. Niewymuszony błąd - aut boczny, 2:7. Odrabia jednak dwa punkty, bo po smeczu Indonezyjczyka Jin wyrzuca lotke na aut, a potem analogicznie nie wychodzi mu drajw, 4:7. Apetyty na wyrównanie gry hamują dwa błędy Indonezyjczyka. Najpierw gra zbyt płytko obronne wybicie, co wykorzystuje ścięciem Chińczyk. Potem próbując skontrować atak Jina trafia w siatkę, 4:9.
Taufik wszczyna dyskusję z sędzią prowadzącym na temat lotki. Wydaje się, że sugeruje manipulację Chińczyka polegającą na zmniejszeniu jej prędkości przez podgięcie końcówek piór. Arbiter cierpliwie wysłuchuje tyrady Hiadyata, ale nawet porównawcza demonstracja lotek nie przekonuje go.
Po wznowieniu gry Chińczyk zdaje się być zdekoncentrowany. Gra na aut w dwóch akcjach z rzędu, 6:9. Chen odzyskuje koncentrację. Po jego ścięciu Taufik gra w siatkę, potem Chen wygrywa starcie przy siatce i na przerwę rywale schodzą przy prowadzeniu Chen Jina 11:6.
Kiks Chińczyka daje jednak 7. punkt Taufikowi, który rusza potem do ostrego skutecznego natarcia; jest już tylko 8:11. Nieudany drajw Taufika daje punkt Chenowi. Jednak Indonezyjczyk gra fantastycznie, przyciśnięty Chińczyk wyrzuca lotkę zbyt daleko, 9:12. Smecz Taufika po przekątnej i jest już tylko 10:12. To były najlepsze chwile Taufika w tym secie. Do głosu wraca Chen Jin. Indonezyjczykowi nie wychodzi net drop, potem wyrzuca względnie prostą lotkę na aut, zbyt krótki klir daje okazję Chenowi do skutecznego ścięcia i jest 10:15. Taufik przejmuje inicjatywę w następnej akcji i podejmuje próbę jej zakończenia efektowną zmyłką, ale chybia, 10:16. Ponownie Indonezyjczyk zbyt płytko wybija i Chen zbija, 10:17.
Taufik jeszcze zdobywa punkt po zabójczym skrócie z głębi kortu na forhend przeciwnika, 11:17. Jest cień nadziei na trzeci set, bo Hidayat kończy świetną wymianę zagraniem na tyły Jina uwikłanego w walkę przy siatce, 12:17.
Kolejna świetna wymiana kończy się jednak net dropem Taufika w siatkę, 18:12 dla Jina. Indonezyjczyk odbierając zza pleców smecz Chińczyka pakuje lotkę w siatkę, 19:12. Trwa dobijanie Hidayata. Chen dzięki smeczowi zmuszającemu Taufika do błędu uzyskuje osiem potencjalnych meczboli, 20:12. Bohaterski Indonezyjczyk uparcie się broni przed porażką. Świetna wymiana przy siatce daje mu 13. punkt. Kolejne dwa meczbole są obronione po autach Chena, ale przy czwartym Taufik popełnia błąd. Tryumf Chin pomimo klęski Lin Dana!
We wręczaniu medali singlistom uczestniczyła m.in. znana tenisistka, Martin Hingis.
Na pomeczowej konferencji prasowej Chen wyjaśnia, że dużo mu pomogła sobotnia obserwacja pojedynku Hidayata z Park Sung Hwanem (wspominaliśmy o niej w relacji "IT'S A BEAUTIFUL DAY". GŁÓWNIE DLA CHIŃCZYKÓW... PÓŁFINAŁY MISTRZOSTW ŚWIATA, 28.08). Przyjrzał się sposobowi gry Indonezyjczyka i wyciągnął wnioski.
Tu się nasuwa na marginesie refleksja, że chyba Indonezyjczycy nie oglądali z kolei spotkania Chen Jina z Peterem Gade. Taufik tylko raz wykonał zagranie (zresztą skutecznie) w najsłabszy punkt Chen Jina widoczny podczas pojedynku z Duńczykiem.
Chen Jin zdecydowanie odrzucił sugestie, jakoby miał być nowym Lin Danem. - Lin Dan to Lin Dan, a Chen Jin to Chen Jin - podkreślił.
Nowy mistrz świata zachowywał dużą powściągliwość w okazywaniu emocji. Rozśmieszyło go nieco dopiero pytanie, czy się w ogóle uśmiecha.
Tymczasem na korcie grają już chińskie finalistki gry pojedynczej. Tak jak w jednym z sobotnich półfinałów znowu Wang gra z Wang. Wszystkie Chinki występujące w Paryżu w singlu noszą nazwisko Wang. Jedna z nich (Wang Yihan) została wyeliminowana w 1/8 finału przez Japonkę Eriko Hirose. Pozostałe zdobyły medale. Teraz się decyduje, czy złoty przypadnie Wang Xin (ChRL, 3), czy Wang Lin (ChRL, 7). Na telebimie - chyba celowo - organizatorzy zmienili już zapis nazwisk, tak aby różniły się nieco między sobą.
Wang Lin wygrywa łatwo pierwszego seta i zdaje się kontrolować sytuację w drugim. Na finiszu prowadzi 17:14 i 19:18. Tymczasem Wang Xin wygrywa partię do 19. Wang Lin z zakłopotanym uśmiechem niedowierzania kręci głową, jak mogło, do czegoś takiego dojść...
W trzecim secie Wang Lin opanowuje sytuację, ale dopiero po zmianie stron. Wygrywa do 13 po prawie godzinie gry i jest to na razie najdłuższy finał.
Po dekoracji singlistek (w górę fruną trzy flagi chińskie i jedna duńska, dla Tine Baun) kort nadal okupują reprezentantki ChRL - deblistki. To rewanż za miksta, gdzie Ma Jin wygrała z Yu Yang. Teraz Jin wsparta przez Wang Xiaoli (ChRL, 1) walczy z Yu wspartą przez Du Jing (ChRL, 2). Liderki rankingu BWF nie dają rady mistrzyniom olimpijskim z Pekinu i w ten sposób Yu wyrównuje osiągnięcie Ma: jedno złoto plus jedno srebro.
Ostatnia szansa na zahamowanie wielkiego marszu Chińczyków to debel męski. Jednak Malezyjczycy Ko Kien Keat i Tan Boon Heong (1) myślą o sukcesie swoim i Malezji, nie o popsuciu statystyki Chinom, które mają sposobność powtórzenia wyczynu z 1987 roku, kiedy zdobyły pięć złotych medali. Także ich przeciwnicy, Cai Yun i Fu Haifeng (ChRL, 5) nie myślą o statystykach.
Ciekawe, że w finale debla mężczyzn spotykają się w Paryżu dwie pary składające się zarówno z zawodnika prawo-, jak i leworęcznego. Co więcej jeden z tych leworęcznych (Fu Haifeng) dzierżył niegdyś światowy rekord prędkośc smeczu, a drugi (Tan Boon Heong) jest aktualnym rekordzistą w tej materii.
Pierwszy set to od początku zapierające dech w piersiach tempo i niewiarygodna maestria wszystkich czterech aktorów widowiska. Spotkanie jest bardzo zacięte. Prowadzenie przechodzi z rąk do rąk. Do przerwy prowadzą minimalnie Malezyjczycy, 11:10.
Tak, tylko Malezyjczycy są w stanie na tych mistrzostwach wyrwać zwycięstwo z rąk Cai i Fu, którzy rozjeżdżali poprzednich rywali jak walec łupiny orzechów. Koo i Tan są w świetnej formie i dobrej myśli. Prowadzą 16:12. Chińczycy oczywiście nie odpuszczają i zdobywają pięć punktów z rzędu. Prowadzą 17:16. Po zażartej wyrównanej walce jest remis 18:18. Koo i Tan kapitalnie atakują, prowadzą 19:18. Ponownie Malezyjczycy spychają Chińczyków do obrony, zdobywają punkt i mają setbola przy wielkiej owacji publiczności. Teraz następuje jeszcze wspanialszy popis w wykonaniu Koo i Tana: nieprawdopodobna i jakże efektowna gra w obronie i przejście do skutecznego kontrataku. 21:18! Przez Stade Pierre de Coubertin przetacza się ogromna owacja i meksykańska fala, słychać skandowanie "Malezja! Malezja!"
Druga partia jest także wyrównana. Po wywołaniu przez sędziego prowadzącego błędu odbierającego serwis Chińczyka Malezyjczycy prowadzą 4:3. Po kiksie Tana odbierającego smecz Chińczycy wygrywają pierwszą połowę seta 11:10.
Zaczyna się decydująca faza meczu. Chińczycy łapią właściwy rytm ataku. Cai skutecznie ścina w stronę Tana, 12:10. Malezyjczycy bajecznie bronią się, ale Koo wyrzuca na aut, 13:10. Fu psuje serw, 13:11. Tan też podobnie psuje zagrywkę, 14:11 dla Chinczyków. Fu kontruje w siatkę, 14:12. Broniący się Malezyjczycy zderzają się rakietkami, 15:12. Koo spóźnia atak przy siatce, 16:12. Tan potwornie podcina lotkę przy skrócie z głębi kortu, ale chybia, 17:12. Tan dobija niedokładne zagranie obronne Chińczyków, 17:13. Cai trafia w siatkę, 17:14. Koo ścina w siatkę, 18:14. Koo chytrze przerzuca lotkę nad Chińczykami, 18:15. Cai myli się przy siatce, 18:16.
Chińczycy prowadzą już tylko dwoma punktami. Na widowni zmagania "Malaysia boleh!" z chińskim "Jia you!" Malezyjczykom zdaje się brakować dyscypliny taktycznej. Przeszkadzają sobie w niegroźnej sytuacji i Chińczycy mają lotkę setową, 20:17. Malezyjczycy bronią pierwszą po świetnym zagraniu Koo, ale psują serw i Chińczycy wyrównują stan meczu na 1:1.
Konieczna jest zmiana przepoconych koszulek. Która para lepiej wytrzyma świetne tempo meczu? W trzecim secie Chińczycy częściej potrafią przejść do ataku. Wprawdzie Malezyjczycy bronią się efektownie niesamowitymi zagraniami (czasem dającymi im punkt), ale generalnie rzecz biorąc tablica punktowa jest nieubłagana. Zmiana stron następuje przy prowadzeniu Cai i Fu 11:5.
Mecz jest piękny, ale Malezyjczycy nie potrafią znacząco odrobić strat. Przegrywają 10:15, kiedy po niewyobrażalnych popisach defensywnych Malezyjczyków myli się Fu ścinając w siatkę. Wielki aplauz publiczności. Przewaga Chińczyków, 15:11, wydaje się jeszcze do odrobienia. Jednak Malezyjczycy nie są w stanie grać pełnych trzech setów na kosmicznym poziomie. Tan próbuje zwodu, ale trafia w siatkę, a za chwilę podobny los spotyka jego return. Los też sprzyja Chińczykom: drajw Fu spada po taśmie na stronę Malezji. Koo i Tan jeszcze się odgryzają. Grają niesamowicie w obronie, Koo prezentuje widowiskowy trik, Chińczycy tracą punkt, ale mają ich dużo w zapasie.
Nie zmienia tego minięcie ich przez Koo zagraniem po przekątnej, 18:13. Chińczycy walą serię smeczów, Malezyjczycy fantastycznie bronią, ale w końcu dobija Cai, 19:13. Fu dobija w Koo i pierwszy meczbol dla Chińczyków, 20:13. Malezyjczycy go bronią i teraz serwuje Koo. Fu odpowiada łagodnym returnem na wprost i Koo gra skrót w siatkę. Chińczycy padają w szale radości na kolana. Publiczność sprawa zawodnikom wielką owację na stojąco.
Za chwilę Cai rzuca swoją rakietę Li Ning wysoko w trybuny. Rakietka szybuje w kierunku laptopa redakcji Badmintonzone. W ostatniej chwili łapie ją skośnooka dziewczyna stojąca na górze loży honorowej.
Po raz piąty słyszymy hymn Chińskiej Republiki Ludowej. Selekcjoner Chińczyków, Li Yongbo może kolejny raz tryumfować.
Dodajmy jeszcze, że w Paryżu zjawiły się obecne władze Polskiego Związku Badmintona z prezesem Michałem Mirowskim i sekretarzem generalnym Haliną Pikułą.
Wyniki finałów (29.08)
Singel mężczyzn
CHEN Jin (ChRL, 4) - Taufik HIDAYAT (Indonezja, 5) 21:13 21:15 (0:47).
Singel kobiet
WANG Lin (ChRL, 7) - WANG Xin(ChRL, 3) 21:11 19:21 21:13 (0:58).
Debel mężczyzn
CAI Yun/ FU Haifeng (ChRL, 5) - KOO Kien Keat/ TAN Boon Heong (Malezja, 1) 18:21 21:18 21:14 (1:03).
Debel kobiet
DU Jing/ YU Yang (ChRL, 2) - MA Jin/ WANG Xiaoli (ChRL, 1) 21:9 21:17 (0:39).
Mikst
ZHENG Bo/ MA Jin (ChRL, 8) - HE Hanbin/ YU Yang (ChRL, 6) 21:14 21:10 (0:42).
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



KONSTANCIN OTWIERA SEZON. 29.08. Głodni gry amatorzy z pewnością ucieszą się słysząc, że już 19 września (uwaga: jest to niedziela, inaczej niż do tej pory) rozegrany zostanie pierwszy rzut Turniejów Badmintona Grand Prix 10/11 Amatorów w Konstancinie-Jeziornie. Jest to już trzecia edycja Grand Prix, którego formuła w zasadniczej mierze pozostanie niezmieniona. Jedyny punkt regulaminu, który ulegnie modyfikacji będzie stanowił, iż od tej pory nadrzędne znaczenie będzie mieć lotka nylonowa. Dopuszczalne będzie rozgrywanie meczów lotką piórową, ale jedynie pod warunkiem, że obie strony wyrażą na to zgodę.
Zapisów do turnieju we wszystkich kategoriach można dokonywać najpóźniej do piątku 17-go września pod adresem e-mail adam.grzegorzewski@wp.pl lub telefonicznie pod nr 608 498 164. Rozgrywki dla dzieci rozpoczną się o godzinie 9:00, natomiast gry pojedyncze dla zawodników dorosłych o godzinie 13:00, a podwójne o godzinie 15:00. (karpeek)
Fot. © Iwona Prusaczyk



"IT'S A BEAUTIFUL DAY". GŁÓWNIE DLA CHIŃCZYKÓW... PÓŁFINAŁY MISTRZOSTW ŚWIATA. Paryż. 28.08. Sobotnie półfinały indywidualnych mistrzostw świata rozpoczęły się od starcia par mieszanych, Zheng Bo/ Ma Jin (ChRL, 8) i Ko Sung Hyun/ Ha Jung Eun (Korea, 12). Dotychczasowy bilans spotkań obu par był remisowy, 1:1. Ostatnim razem wygrali Chińczycy i teraz byli faworytami, chociaż ich pamiętna porażka z Koreańczykami w półfinale All England 2009 była bardzo spektakularna. Przypomnijmy, że wówczas zbyt pewni siebie Chińczycy wygrali po dogrywce pierwszą partię, w drugiej nie wykorzystali meczbola i rozstroili się kompletnie w decydującym secie, co się objawiło fatalną taktyką Zhenga, a w końcu płaczem Ma Jin i porażką.
Od tego czasu Jin jednak bardzo okrzepła i coraz lepiej gra, a Zheng przeżył swoje, po dyscyplinarnym wykluczeniu z reprezentacji i teraz poważniejszy i zmobilizowany walczył w Paryżu z powodzeniem o rehabilitację.
Na początku meczu półfinałowego Zheng i Ma nie potrafili się rozkręcić. Natomiast bardzo dobrze grali Koreańczycy, prowadząc 7:2, 10:3 i schodząc na przerwę przy prowadzeniu 11:5. Po przerwie zdradliwymi skrótami z głębi kortu popisuje się Ko. Koreańczycy prowadzą 19:12. Chińczycy zaczynają lepiej chwytać rytm gry. Przy 19:14 Ko gra po taśmie, Ma odpowiada również skrótem po taśmie, Ha wyrzuca z trudem w górę, smeczuje kończąco muskularny Zheng. Jednak Koreańczycy nie pozwalają Chińczykom jeszcze rozwinąć skrzydeł: po dwóch świetnych akcjach Ko (smecz w kierunku przeciwniczki i świetna kontra smeczu Zhenga) set kończą z wynikiem 21:15.
Od początku drugiego seta Chińczykom udaje się odepchnąć Koreańczyków dalej od siatki. Prowadzą 5:4, dochodzi do ostrej wymiany, w której Ko próbuje zmylić rywali, ale traci punkt. Koreańczyk zdaje się być wybity z rytmu, coraz częściej się myli, jest 9:5 dla Chińczyków. Koreańczycy zmieniają nieco sposób gry, grają mniej ryzykownie, ale to nic nie pomaga i Chińczycy wygrywają 21:11.
Początek decydującego seta to mocne uderzenie Zhenga. Głównie dzięki jego smeczom i skrótom Chińczycy prowadzą 4:0. Agresywna gra Chińczyków przynosi im prowadzenie do przerwy 11:6.
Rady trenerów koreańskich zdają się przynieść owoce. Fantastyczna wymiana kończy się - co rzadkie - błędem Ma Jin przy siatce; jest już tylko 12:11. Przy 16:14 dla Chińczyków dochodzi do fatalnego nieporozumienia w zespole koreańskim, w efekcie Ko trafia w partnerkę. To psuje krew Koreańczykom, którzy dają się zepchnąć do głębokiej defensywy i tracą dwa punkty. Próbują jednak się odgryzać. Ko broni fantastycznym padem i przerzuca lotkę na tyły Chińczyków - 19:15, owacja widowni. Pościgu jednak nie będzie: odrodził się Ko, ale jego partnerka traci koncentrację. Po jej niewymuszonym błędzie Chińczycy mają lotkę meczową. Cheng trafia w siatkę, jest 20:16. Znowu Ha popełnia błąd. Jej niefortunne zagranie przy siatce daje sposobność Jin do zabójczego skrótu. Ko rozpaczliwie próbuje wybronić, ale nie ma szans. Do finału awansują Chińczycy.
Jakiś czas po meczu, do urzędującego w loży honorowej szefa trenerów chińskich podchodzi - tak jak to czynili inni zawodnicy chińscy - Zheng. Li Yongbo podaje mu rękę, co ma szczególną wymowę w przypadku wyklętego przez jakiś czas zawodnika.
W półfinale singla występują Wang Lin (ChRL, 7) i Tine Baun (Rasmussen, Dania 4, na fot. udziela wywiadu pomeczowego duńskiemu radiu). Mecz ten wzbudza duże zainteresowanie, między innymi dlatego, że jest to jedna z dwóch ostatnich szans europejskich na finał. Dunka dysponuje oczywiście dużo większym wsparciem publiczności, ale zaczyna fatalnie. Popełnia dużo niewymuszonych błędów, przegrywa 2:10. Baun wzmacnia wreszcie grę, udaje się jej rozprowadzić przeciwniczkę i zaatakować, zmniejsza stratę do 8:12. Brakuje jej jednak szybkości i znowu popełnia niewymuszone błędy. Doping publiczności niewiele pomaga i Skandynawka przegrywa seta do 11.
Początek drugiej odsłony widowiska jest wyrównany, z niewielką przewagą Wang. Jednak z czasem Dunka popełnia coraz więcej niewymuszonych błędów i pod koniec meczu jest zrezygnowana. Przegrywa do 8.
Następnie miksisći chińscy, He Hanbin i Yu Yang (6), mszczą się na pobratymcach z Tajpeju, Lee Sheng Mu i Chien Yu Chin (16), za wyeliminowanie przez nich innej pary chińskiej. Zatem w finale zobaczymy dwa miksty chińskie.
Teraz następuje to, na co czeka przede wszystkim większość publiczności tego dnia. Jeden z jej największych ulubieńców, a bodaj największy, jeśli nie liczyć zawodników Francji,
Peter Hoeg Gade (Dania, 2) ma pokonać w drodze do finału nieco niżej notowanego Chen Jina (ChRL, 4).
Obaj rywale od początku prowadzą grę na najwyższym poziomie. Lekko przeważa Gade, który często przejmuje inicjatywę w wymianach i kończy je ścięciem lub skrótem. W szczególności daje się we znaki Chenowi przygotowanym uprzednio serią zagrań - ale zawsze zaskakującym - skrótem po przekątnej z głębi kortu granym na bekhend Azjaty. W ten sposób w pierwszym secie zdobywa aż pięć punktów, ten piąty na 19:14. Za chwilę po zabójczym smeczu Duńczyka po prostej ma on pierwszą lotkę setową, 20:15. Jednak maksymalnie zmobilizowany Chen Jin dobrze ścina, a Gade psuje dwa skróty przy siatce i jest już tylko 20:19. Wreszcie Duńczyk przeprowadza kapitalną akcję uwieńczoną zbiciem po przekątnej. Wprawdzie Chen rzuca się rozpaczliwie, ale nadaremnie. 21:19! Publiczność szaleje, z głośników płynie muzyka, słyszymy refren "It's a beautiful day...".
Drugi set przynosi słabszą grę Gadego, która z czasem jest katastrofalna i nawet przeciwnik nie przykłada się już specjalnie, pilnując z grubsza przewagi, która wyniesie na końcu 21:8.
Można podejrzewać, że Duńczyk po przegraniu otwarcia zaczął oszczędzać siły na trzecią partię. Jednak choć gra w niej na bardzo wysokim poziomie, to Chen Jin wznosi się na niebywałe wyżyny kunsztu. Gra niemal bezbłędnie. Potrafi przetrwać perfekcyjne i potężne ataki Gadego i doczekać jego błędu albo przejść do miażdzącego kontrataku. Do przerwy Chińczyk prowadzi 11:4. Gade jeszcze próbuje gonić. Po raz drugi zagrany skutecznie przez Duńczyka skrót z głebi kortu na bekhend Chińczyka daje piąty punkt, rywal ma ich 12. Co z tego, gdy Gade wali "kończącą" lotkę w siatkę. Czarna rozpacz, ale zrywa się doping publiczności. Gade nie oszczędza się, ale jego smecze wychodzą na aut w przeciwieństwie do tych w wykonaniu Chińczyka. Peter ma jeszcze w zanadrzu opisany skrót z głębi kortu. Po takim trzecim skutecznym dropie jest 7:16. Siatka w tajemniczy sposób przyciąga silniej lotki uderzone przez Gadego. Po smeczu Chena uzyskuje on pierwszą lotkę meczową, 20:8. To gigantyczna przewaga. Duńczyk musi zdawać sobie sprawę, że przy tak znakomicie grającym Chińczyku niemożliwa do odrobienia. Chen musiałby doznać kontuzji, aby przegrać ten pojedynek. Gade chce jednak pokazać się uwielbiającej go widowni z dobrej strony, a może też sprawdzić ponownie możliwości rywala: do czego jeszcze ten Chińczyk jest zdolny?...
Duńczyk stara się zaatakować i broni trzy meczbole. Przy czwartym zbyt pośpiesznie ścina. Aut. Owacja publiczności na stojąco. A w finałach będą wyłącznie Azjaci.
Na konferencji pomeczowej Duńczyk skarży się, że ma już swoje lata, a w tych mistrzostwach dwa razy przyszło mu grać spotkania w odstępie 16 godzin. W istocie w drugim i trzecim secie Peterowi brakowało świeżości.
Za chwilę się wyjaśni, czy w finale będą przedstawiciele Malezji. Liderzy rankingu światowego, Koo Kien Keat/ Tan Boon Heong (Malezja, 1) mają za przeciwników drugi co do siły debel chiński, Guo Zhendong/ Xu Chen (ChRL, 4). Dotychczasowy bilans spotkań jest korzystny dla Malezyjczyków, 2:0. Pierwszy set to potwierdza, przy czym obie pary grają na niebotycznym poziomie, a Chińczycy niewiele ustępują rywalom. Udaje się im wyrównać na 10:10, potem 13:13. Wciąż fantastyczna gra Malezyjczyków pozwala im jednak efektownie finiszować - 21:14.
Zwycięstwo w pierwszym secie zdaje się nieco rozluźnić Malezyjczyków. Chińczycy prowadzą, ale wyrzucają parę lotek na aut, co przynosi remis 8:8. Inicjatywa powraca do Guo i Xu, którzy prowadzą 12:8. Niepokoi to chyba Koo i Tana, bo próbują z większą energią zaatakować, 9:12. Generalnie jednak w ataku są Chińczycy, co owocuje prowadzeniem 16:10.
Nadchodzi przełomowy moment spotkania. Widać, jak z niezaprzeczalną lekkością malezyjscy wirtuozi lotki ruszają do generalnej bitwy. Między akcjami słychać miarowe dźwięki bębnów zmieszane z potężnym tumultem publiczności. Na tablicy wyników zmieniają się kolejno cyfry, ale tylko po malezyjskiej stronie. Po potężnym smeczu Tana (rekordzista świata w tej materii, 421 km/godz. w Księdze Guinessa) Malezja prowadzi 17:16. Return Guo trafia w siatkę, 18:16.
Chińczycy odgryzają się, jak mogą. Ich skrót przerasta możliwości Koo. Za chwilę - po serii fantastycznych zagrań obronnych Malezyjczyków - Xu jednak przebija się swoim smeczem i jest remis 18:18.
Koo nie ma ochoty na trzeciego seta. Zaskakującą kontrą przerzuca Chińczyków, 20:18. Nieudany return Chińczyka kończy mecz przy entuzjazmie zgromadzonych tłumów; w Pierre de Coubertin jest oczywiście komplet publiczności. Orkiestra gra! Dosłownie, bo z estrady koło kortu przygrywa teraz zespół muzyczny, w półfinałach następuje przerwa.
Wieczorna seria rozpoczyna się od chińskiego debla kobiet. Liderki rankingu światowego, Ma Jin i Wang Xiaoli (ChRL, 1) potrzebują godziny na odprawienie swoich koleżanek, Cheng Shu i Zhao Yunlei. Zwyciężczynie grały w drugim i trzecim secie wyraźnie mocniej i ofensywa procentowała. Cheng i Zhao pod naporem rywalek popełniają więcej błędów.
Jednak gwoździem programu wieczornego jest drugi półfinał singla panów. Pogromca Lin Dana, Park Sung Hwan (Korea, 13) chce potwierdzić swoje możliwości. Jego przeciwnikiem jest legenda światowego badmintona, Taufik Hidayat (Indonezja, 6). Park ma fatalny bilans pojedynków z Hidayatem, 0:7. Jednak na konferencji prasowej po zwycięstwie nad Lin Danem zaznaczył, że nie ma to dlań żadnego znaczenia.
Ma to chyba jednak znaczenie dla Taufika. Od początku gra z wielką pewnością siebie, dając popisy swoich znanych możliwości. Publiczność wyje z zachwytu po sztuczkach Hidayata. "Szybka ręką" broni się, kontratakuje i nie wzbrania się przed podejmowaniem mocnych działań ofensywnych. Szybki atak przy siatce daje mu prowadzenie do przerwy 11:6.
Po przerwie przewaga Taufika jeszcze nieco wzrasta. Koreańczyk nie potrafi znaleźć skutecznego sposobu gry z Indonezyjczykiem, jest bezradny. Gdy
próbuje wyczekać, to jednak - w przeciwieństwie do pojedynku z Lin Danem - z reguły on jako pierwszy popełnia błąd.
Tak oto Park wyrzuca skrót na aut i Hidayat ma lotkę meczową, 20:10. Słychać dźwięk trąbki, sygnał do ataku. Za chwilę Taufik przerzuca lotkę nad Parkiem, 21:10!
Z loży prasowej mecz rywali obserwuje Chen Jin (fot.). Taufik zdaje się to wyczuwać i miarkować w swojej grze, choć to raczej pozory. Inicjatywa należy teraz do Parka, Indonezyjczyk pilnuje jednak, by nie stracić zanadto dystansu. Po zbyt płytkim wybiciu lotki przez Taufika Park prowadzi do przerwy 11:8.
Chociaż Park nie jest już - w przeciwieństwie do pojedynku z Superdanem - jak skała, to parę błędów Hidayata daje mu prowadzenie 15:12. To niepokoi Indonezyjczyka i daje mu impuls do ataków. Taufik wychodzi na prowadzenie 16:15, ale nie zawsze gra dokładnie i Koreańczyk wkrótce ma dwie lotki setowe, 20:18.
Wtedy, przy olbrzymim entuzjazmie widowni, Taufik zdobywa cztery punkty z rzędu i awansuje do finału. Oczywiście znowu komplementuje w wypowiedzi pomeczowej w hali paryską publiczność.
Teraz może ona odetchnąć po wielkich emocjach, kort okupują teraz znakomite Chinki. Mistrzynie olimpijskie z Pekinu, Du Jing i Yang Yu (ChRL, 2), pokazują Tajwankom, Cheng Wen Hsing i Chien Yu Chin (Tajpej, 3) ich godne, ale dalsze od mistrzyń miejsce w szeregu.
Jeszcze blisko godzinne porachunki dwóch singlistek chińskich, Wang Xin (ChRL, 3) i Wang Shixian (ChRL, 6). Wynik na telebimie może powodować kłopoty z identyfikacją (fot.). Jednak któraś Wang musi wygrać i okazuje się nią Xin.
Czas na deser. To oczywiście debel męski. Pogromcy Adama Cwaliny i Michała Łogosza, mistrzowie olimpijscy Markis Kido i Hendra Setiawan (Indonezja, 2) mają trudne zadanie w starciu z aktualnymi mistrzami świata, Cai Yunem i Fu Haifengiem (ChRL, 5). Chińczycy są w Paryżu ostrzy jak brzytwa. Tacy wyśmienici rywale jak Anthony Clark/ Nathan Roberstson (Anglia) czy Mathias Boe/ Carsten Mogensen (Dania, 3) nie byli z nimi w stanie nie tylko zdobyć seta, ale nawet doprowadzić w którymkolwiek z nich do dogrywki. Anglicy zostali wręcz zmasakrowani do 6 i 9.
Mecz nie od razu potwierdza najczarniejsze obawy kibiców Indonezji. W pierwszym secie ich pupile prowadzą u szczytu powodzenia 13:9. Potem jeszcze 16:15, kiedy Cai i Fu włączają najwyższy bieg. Kido i Setiawan nie są w stanie zdobyć już punktu.
W drugim secie jest jeszcze gorzej dla Indonezyjczyków. Z trudem wyrównują na 13:13 i to jest koniec pieśni. W finale Chińczycy zagrają więc z Malezyjczykami. To zasłużona kolej rzeczy, bo oba te duety prezentowały się w Paryżu przez cały czas zdecydowanie najlepiej.
Polskim akcentem półfinałów była obecność w loży honorowej byłych prezesów Polskiego Związku Badmintona (obecnie honorowych),
Jadwigi i Andrzeja Szalewiczów (fot.).
Wyniki półfinałów (28.08)
Singel mężczyzn
CHEN Jin (ChRL, 4) - Peter Hoeg GADE (Dania, 2) 19:21 21:8 21:11 (1:10), Taufik HIDAYAT (Indonezja, 5) - PARK Sung Hwan (Korea, 13) 21:10 22:20 (0:52).
Singel kobiet
WANG Lin (ChRL, 7) - Tine BAUN (Dania, 4) 21:11 21:8 (0:31), WANG Xin(ChRL, 3) - WANG Shixian (ChRL, 6) 21:19 11:21 21:16 (0:57).
Debel mężczyzn
KOO Kien Keat/ TAN Boon Heong (Malezja, 1) - GUO Zhendong/ XU Chen (ChRL, 4) 21:14 21:18 (0:39), CAI Yun/ FU Haifeng (ChRL, 5) - Markis KIDO/ Hendra SETIAWAN (Indonezja, 2) 21:16 21:13 (0:36).
Debel kobiet
MA Jin/ WANG Xiaoli (ChRL, 1) - CHENG Shu/ ZHAO Yunlei (ChRL, 4) 10:21 21:10 21:13 (1:01), DU Jing/ YU Yang (ChRL, 2) - CHENG Wen Hsing/ CHIEN Yu Chin (Tajpej, 3) 21:16 21:15 (0:33).
Mikst
ZHENG Bo/ MA Jin (ChRL, 8) - KO Sung Hyun/ HA Jung Eun (Korea, 12) 15:21 21:11 21:16 (1:11), HE Hanbin/ YU Yang (ChRL, 6) - LEE Sheng Mu/ CHIEN Yu Chin (Tajpej, 16) 21:13 21:8 (0:29).
.
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



KOBIETY UCIEKAJĄ PIERWSZE. Paryż. 27.08. Piątek był kolejnym dniem sensacji na indywidualnych mistrzostach świata. Skoro nazwaliśmy czwartkową porażkę Wang Yihan z Eriko Hirose megasensacją, to jak nazwać klęskę dwóch największych faworytów w singlu mężczyzn, przy czym ten największy, Lin Dan (ChRL, 3), nie potrafił w ćwierćfinale zdobyć nawet seta.
Najpierw jednak odpadł lider rankingu światowego, Lee Chong Wei (Malezja, 1; na fot. zmiana koszulki w przerwie). Za przeciwnika miał Taufika Hidayata (Indonezja, 5), badmintonistę bardziej od siebie utytułowanego (mistrz olimpijski, mistrz świata), ale od dawna nie osiągającego równie spektakularnych sukcesów. Co więcej, ostatnie pięć pojedynków obu panów zakończyło się zwycięstwami Malezyjczyka, zwykle w dwóch setach.
Taufik oceniający (dla mediów) skromnie swoje szanse na złoto w Paryżu znakomicie zagrał w pierwszym secie, górując nad Lee w większości elementów gry i zwyciężając do 15. W drugim zwolnił nieco i było widać, że nie dawał z siebie wszystkiego. Lee wygrał do 11, ale można było być pewnym, że Hidayat obudzi się w trzecim secie. Początkowo przeważał w nim jednak Malezyjczyk, który prowadził 10:7. Wtedy Indonezyjczyk zdobył pięć punktów z rzędu. Lee wyrównał po błyskotliwej akcji na 12:12 i nikt nie przypuszczał, że faworyt nie zdobędzie już żadnego punktu.
Nastąpiła faza zdecydowanej przewagi Hidayata, podczas gdy Lee popełniał dużo niewymuszonych błędów. Potem Malezyjczyk uskarżał się na bóle grzbietu. Taufik zdobył dziewięć punktów z rzędu i awansował do półfinału.
O tym jak nie wyobrażano sobie porażki Lin Dana, świadczy to, że zarówno Lee, jak i Hidayat w wywiadach udzielonych po swoim pojedynku w ogóle nie rozpatrywali takiej opcji. A priori mówili o spotkaniu Indonezyjczyka z Lin Danem.
Tymczasem zupełnie inną koncepcję miał Park Sung Hwan (Korea, 13; na fot. zwycięska lotka meczowa), który podjął spokojną i cierpliwą konfrontację z Chińczykiem, z którym przedtem trzy razy wygrał, ale aż dziesięć razy przegrał, w tym ostatnio osiem razy z rzędu.
Parka trenuje na co dzień Chińczyk Li Mao, koreański trener (nieobecny w Paryżu), znienawidzony przez Lin Dana. Li potrafi nauczyć swoich zawodników skutecznego sposobu gry z Chińczykami.
W pierwszym secie Park niczym skała był nieczuły na próby wyszukania słabego miejsca przez Lin Dana. W jego grze nie było żadnej luki i emanował spokojem. Ostatni raz Chińczyk miał bliski kontakt punktowy z rywalem przy 8:9. Potem Koreańczyk stopniowo "odjechał".
Podobnie było w drugiej partii. Od stanu 8:8 Superdan stanowił tylko tło dla Parka. Chińczyk przyznał po meczu, że brakowało mu wewnętrznego spokoju, cierpliwości i koncentracji. Rzeczywiście Koreańczyk potrafił zablokować chińską maszynę i gra Lin Dana nie przypominała tego, do czego nas przyzwyczaił.
Park deklaruje, że nie boi się Hidayata, chociaż ma z nim bilans spotkań 0:7. Jeśli zagra tak dobrze jak z Lin Danem, może być trudnym przeciwnikiem dla Indonezyjczyka.
Ogólnie przyjęło się mówić, że Peter Gade (Dania, 2) miał tym razem nareszcie dobre losowanie. Na ogół eksperci zakładali, że w półfinale spotka się z Chen Jinem (ChRL, 4) i będzie miał ponad 50 proc. szans na awans do finału, gdzie miałby przegrać z Lin Danem.
Rzeczywiście w półfinale na Duńczyka czeka Chen Jin, który z pewnymi kłopotami ograł w ćwierćfinale Tajwańczyka Hsueha Hsuana Yi 22:24 21:5 21:13. Chen nie musiałby chyba grać trzech setów, gdyby nie niespodziewana strata punktu w dogrywce pierwszej partii. Chińczyk skiksował pewny atak: okazało się, że właśnie kompletnie pękła mu rakieta.
Gade ma z Chen Jinem niekorzystny bilans 3:6, ale wygrał ostatnie dwa pojedynki. Duńczyk ma - jak się wydaje - ostatnią wielką szansę na zdobycie mistrzostwa świata. Poprzednio najbliżej tytułu był w 2001 roku w Madrycie, kiedy przegrał w finale.
Szansa Gadego polega na tym, że już odpadli dwaj bardzo dla niego niewygodni rywale, Lin Dan i Lee Chong Wei. Peter w ćwierćfinale dość przekonująco wygrał z Japończykiem Kazushi Yamadą (na fot. na pierwszym planie po przegraniu lotki meczowej z Peterem Gade, na dalszym planie), choć miał kłopoty w pierwszym secie.
Oprócz Gadego, Europę w półfinale reprezentować będzie jedynie jego rodaczka Tine Baun [Rasmussen]. Rozstawiona z numerem 4 Dunka pokonała Cheng Shao-Chieh (Tajpej). Mała Tajwanka po meczu natychmiast zdjęła obuwie i boso pokuśtykała do szatni, sprawiając wrażenie, że stopy ma całe w bąblach.
Duńczycy mogą być zawiedzeni grami podwójnymi, gdyż w piątek odpadli ich debliści Mathias Boe/ Carsten Mogensen (3) ograni przez prezentujących znakomitą formę Cai Yuna i Fu Haifenga (ChRL, 5) oraz Lars Paaske i Jonas Rasmussen (8) wyeliminowani przez innych Chińczyków, Guo Zhendonga i Xu Chena (4). Jednak Paaske i Rasmussen zagrali bardzo dobre spotkanie i trochę zabrakło im szczęścia.
Jednak najlepsze widowisko stworzyli inni debliści,
Koo Kien Keat/ Tan Boon Heong (Malezja, 1, fot.) oraz Jung Jae Sung/ Lee Yong Dae (Korea, 7, fot.). Oba sławne duety zagrały olśniewający mecz, w którym było niemal wszystko, czego pragną kibice. Fantastyczne ataki i obrona, efektowne sztuczki techniczne i trzy sety spektaklu.
Jedynie zabrakło napięcia w końcówce trzeciego seta, gdyż Koreańczycy nie potrafili dotrzymać kroku Malezyjczykom i przegrali 25:23 13:21 14:21. Spotkanie można by było nazwać przedwczesnym finałem, gdyby nie rewelacyjna forma Cai i Fu, która każe w nich upatrywać głównych faworytów. Do rywalizacji mogą się oczywiście wtrącić również pogromcy Adama Cwaliny i Michała Łogosza, Markis Kido i Hendra Setiawan (Indonezja, 2). To właśnie oni mają za przeciwników w półfinale aktualnych mistrzów świata (Cai/Fu).
W singlu kobiet wspomniana Tine Baun będzie walczyć jako jedyna nie-Chinka w półfinałach. Dotarły tam wszystkie reprezentantki ChRL poza Wang Yihan. Tę ostatnią pomściła Wang Lin, eliminując w ćwierćfinale Japonkę Eriko Hirose.
Szansę na medal zaprzepaściła ostatnia nadzieja gospodarzy, Pi Hongyan (5), ulegając Wang Xin (ChRL, 3, fot.). Dopingowana przez tłumy kibiców wypełniające halę Pierre de Coubertin Francuzka chińskiego pochodzenia była zbyt wolna, by zagrozić rywalce. Rozstawiona z numerem 2 Hinduska Saina Nehwal przegrała natomiast z Wang Shixian (ChRL, 6).
Debel kobiet to jak zwykle dominacja Chinek. Oprócz nich w półfinale pojawią się te "inne" Chinki, z Tajpeju.
W mikście zawiedli mistrzowie świata, Thomas Laybourn i Kamilla Rytter Juhl (Dania, 2). Grali trochę zbyt wolno, a przede wszystkim niedokładnie, by przebić się przez chiński mur w wykonaniu He Hanbina i Yu Yang.
Inny chiński mikst,
Zheng Bo/ Ma Jin, poradził sobie z rozstawionymi z numerem 1 Indonezyjczykami, Novą Widianto i Liliyaną Natsir. Mecz był bardzo zacięty, na bardzo głodnych sukcesu wyglądali jednak przede wszystkim Chińczycy: dla Zheng Bo była to szansa na rehabilitację i powrót na stałe do reprezentacji po karze dyscyplinarnej. Indonezyjczycy mogliby jednak bardziej utrudnić zadanie Chińczyków, gdyby Nova nie zawalił końcówki. Przy lotce setowej dla Indonezyjczyków Widianto zepsuł serw i chyba speszony tym fatalnie zagrał w dwóch kolejnych akcjach, przegrywając medal dla siebie i partnerki (fot.). Ta ostatnia po meczu uciekła szybko do szatni, podczas gdy Nova bohatersko stanął twarzą w twarz z przedstawicielami mediów.
Charakterystyczne, że podobny układ zaistniał w przypadku Laybourna i Rytter. Kamilla uciekła bocznym przejściem (tak jak dzień wcześniej Petia Nedelczewa i Anastazja Russkich), a Thomas cierpliwie i spokojnie udzielał wywiadów.
Na pocieszenie dla Kamilli pozostaje jej siła smeczu. W trakcie piątkowych ćwierćfinałów podano, ze Kamilla ścinając nadawała lotce prędkośc 224 km/godz. Ustępowały jej Jwala Gutta (deblistka indyjska) - 219 km/godz. oraz Wang Yihan (singlistka chińska), Tine Baun (singlistka duńska) i Ashwini Ponappa (partnerka Gutty).
Ciekawe, że cztery z tych pań pożegnały się już z turniejem, co może świadczyć o tym, że siła to w badmintonie tylko jeden z ważnych elementów.
Chińczykom do pełnego trymfu w piątkowych grach mieszanych zabrakło sukcesu pary Tao Jiaming/ Zhang Yawen (10). Przegrała ona bowiem z Tajwańczykami, Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin. W półfinale miksta jest jeszcze duet koreański, Ko Sung Hyun/ Ha Jung Eun (12), który wyszedł z tej samej ćwiartki drabinki, w której byli Robert Mateusiak i Nadia Zięba (Polska, 3). W ćwierćfinale Koreańczycy pokonali Diju Valiyantiego i Jwalę Guttę (Indie, 9).
W sobotę będzie można obserwować innowację wprowadzoną przez BWF. Mecze półfinałowe będą rozgrywane na jednym korcie. Otoczenie wokół kortu ma być zaciemnione. Ma to jeszcze bardziej poprawić klimat imprezy, który i tak jest bardzo dobry (z wyjątkiem zbyt wysokiej temperatury; w dodatku w Paryżu jest w ostatnich dniach na ogół bardzo parno).
Znakomitą atmosferę buduje przede wszystkim licznie zgromadzona publiczność. Z entuzjazmem wita dobre zagrania i nagradza oklaskami zwycięzców i przegranych. Oczywiście sympatie i aplauz nie zawsze się rozkładają równo. Pomijając oczywisty olbrzymi doping dla Trójkolorowych, można zauważyć wielkie wsparcie dla np. Petera Gade, czy Taufika Hidayata. Nieprzypadkowo Taufik - wywołany po meczu na środek kortu dziękował publiczności za doping, kończąc słowami "I love you".
Natomiast Gade po meczu stwierdził, że Paryż to najlepsze miejsce w jakim mu przyszło grać.
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



TRZY KOSZULKI BAO. Paryż. 26.08 Podczas konferencji prasowej po drugiej rundzie, Bao Chunlai (fot.), zapytany o czwartkowy mecz przeciwko Lin Danowi, odpowiedział że przygotował na niego trzy koszulki, czym dał do zrozumienia, że w walce z najlepszym chińskim singlistą planuje dać z siebie wszystko i nie wyklucza możliwości rozegrania trzech setów. Postawa ta nie dziwi, zwłaszcza jeśli wspomni się wypowiedź ojca zawodnika z wywiadu udzielonego przed olimpiadą, kiedy to oznajmił, że nakazał swojemu synowi, by wygrywanie z Lin Danem stało się jego najważniejszym celem na wszystkich zawodach, ważniejszym nawet od zdobycia mistrzowskiego tytułu. Wśród kibiców przeważała jednak opinia, że Bao nie sprosta wymaganiom Lin Dana i tak się faktycznie stało, bo mecz zakończył się zwycięstwem tego drugiego 21:16 i 21:13, czyli jedna koszulka okazała się całkowicie zbyteczna. Niemniej jednak, choć Lin Dan ograł Bao Chunlai'a, to ten ostatni, ulubieniec kobiet i dziewcząt, był oblegany przez reporterki radiowe i telewizyjne.
W pozostałych meczach rozgrywanych w czwartek przez mężczyzn przekonywające zwycięstwa odnosili ci, którzy mieli je odnosić. Taufik Hidayat (fot.) pokonał Tanongsaka Saensomboonsuka 21:8 i 21:14. Peter Gade rozprawił się z Markiem Zwieblerem w dwóch setach zakończonych wynikiem 21:14, 21:15. Na swoim profilu na Facebooku napisał później: Wiedziałem, że Marc całkiem nieźle zagra, ale mnie udało się utrzymać tempo i szybkość, a Marc dał mi wiele szans do zdobywania punktów. Bardzo się cieszę, że przeszedłem do ćwierćfinałów i mam szansę gry o medal. Podobny mecz bez historii rozegrał Lee Chong Wei przeciwko Rajivowi Ousephowi. Malezyjczyk pozwolił Anglikowi ugrać w obu setach zaledwie po 9 punktów. Wprawdzie Rajiv to już nie ten sam zawodnik, którego ograł Przemek Wacha na mistrzostwach Europy: pod okiem Kennetha Jonassena Anglik zaczął odnosić znaczne sukcesy... Jednak na tle Lee Chong Wei'a (fot.) Ouseph wyglądał chwilami jak słoń przy gepardzie.
Anglikowi można oddać jednak, że - choć względnie mało ruchliwy - potrafił znakomitymi zagraniami "z nadgarstka" zaskoczyć niekiedy Malezyjczyka. Przewaga Lee była jednak gigantyczna.
W deblach rozstawieni z numerem 8. Lars Paaske i Jonas Rasmussen pokonali w dwóch setach indyjską parę Kumar/Thomas. Ich koledzy z reprezentacji Mathias Boe i Carsten Mogensen równie łatwo poradzili sobie z Koreańczykami Ko Sung Hyunem i Yoo Yeon Seongiem. Najbardziej miażdżącą przewagę w grach podwójnych osiągnęli zeszłoroczni chińscy mistrzowie Cai Yun i Fu Haifeng w meczu przeciwko angielskiemu deblowi Clark/Robertson (fot.).
Dla Anglików oba sety nie przypominały wyrównanej walki, ale raczej naukę gry w badmintona. Po meczu pełen uznania dla przeciwników Clark stwierdził, że można byłoby wystawić przeciwko Chińczykom nawet 10 zawodników, a i tak tamci by wygrali.
(karpeek)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (karpeek) (współpraca: jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



MEGASENSACJA W SINGLU PAŃ. Paryż. 26.08. Dopiero w czwartek, kiedy rozgrywano 1/8 finału indywidualnych mistrzostw świata, doszło do sensacji na skalę większą niż wtorkowa porażka polskiego miksta. Sprawczynią była rozstawiona z numerem 10 Japonka Eriko Hirose. Na głównym korcie pokonała po fantastycznej grze rozstawioną z numerem 1 główną faworytkę do złota, liderkę rankingu BWF - Wang Yihan (ChRL).
Japonka nie załamała się minimalną przegraną w dogrywce pierwszej partii i kontynuowała swoją uporczywą walkę przeciwko dużo potężniejszej fizycznie rywalce. Dzięki znakomitemu przygotowaniu szybkościowemu i "trzymaniu" lotki w korcie wygrała kolejne dwa sety. Pojedynek trwał godzinę i 16 minut.
Nie sposób nie zauważyć, że niezbyt jeszcze doświadczona Chinka zawodzi na najważniejszych imprezach. Rok temu na indywidualnych mistrzostwach świata odpadła w drugiej rundzie, a parę miesięcy temu, w drużynowym Pucharze Uber, przegrała z młodą Koreanką, co przyczyniło się do sensacyjnej porażki faworytek.
Wielki zawód przeżyła jedna z coraz mniej licznych w turnieju singlistek europejskich - rozstawiona z numerem 8 Juliane Schenk (Niemcy). Niemka zgarnęła pierwszego seta w pojedynku z Tajwanką Cheng Shao-Chieh (fot. u góry) i po odpuszczeniu nieco drugiego zaczęła, wydawałoby się - miażdżącą ofensywę w trzecim, prowadząc do przerwy 11:5 i jeszcze 17:12.
Mała, ale równie bojowa jak Niemka, reprezentantka Tajpeju, nadrabiała szybkością, a nawet padami wykonywanymi (czasem seryjnie, jak Lin Dan!) w męskim stylu.
Przy prowadzeniu 18:17 Schenk zaatakowała bardzo groźnym skrótem po przekątnej, ale lotka trafiła w taśmę i nie przeszła na stronę Cheng. Rozżalona na siebie Niemka otrzymała ostrzeżenie od sędziego za opóźnianie gry (żółta kartka).
Wszystko to jakby podcięło jej skrzydła (fot.), chociaż jest zawodniczką odporną psychicznie. Tajwanka wkrótce zdobyła dwudziesty punkt, ale Schenk zdołała przy aplauzie publiczności obronić pierwszego meczbola. Było już tylko 20:19 dla Azjatki i Schenk zaatakowała jeszcze raz. Cheng wybiła rozpaczliwie lotkę gdzieś "pod sufit", na środek boiska.
Spadająca niemal pionowo lotka może być jednak trochę nieprzyjemna, zwłaszcza w tak nerwowym momencie, mimo że wydaje się 100-procentową okazją. Azjatka bezradnie patrzyła, jak Niemka składa się do ścięcia. Lotka trafiła w siatkę, publiczność wydała jęk zawodu, a Cheng zaczęła taniec radości.
Dla francuskiej publiczności jednak meczem dnia był inny pojedynek singla kobiet, w którym jej ulubienica, rozstawiona z numerem 5, brązowa medalistka poprzednich mistrzostw świata Pi Hongyan (fot., Francja) zmierzyła się z młodą Koreanką Kim Moon Hi. W trakcie pierwszego seta Koreanka uciszyła nieco widownię, nie pozwalając ani razu wyjść Pi na prowadzenie i wygrywając 21:16.
W drugim secie zaczęło się gospodarzom robić niewesoło, choć dopingowali silnie swoją ostatnią przedstawicielkę w turnieju, bo Azjatka wyszła na prowadzenie 13:9. Pi ocknęła się i wreszcie zaczęła grać bezbłędnie, co ożywiło nadzieje publiczności. Gdy zmniejszyła dystans do dwóch punktów, siedzący obok mnie dziennikarz francuski wykrzyknął: - Teraz albo nigdy!
Hongyan jakby natchniona tymi słowami, których nie mogła słyszeć, zdobyła osiem punktów z rzędu i objęła prowadzenie 17:13. Koreanka już się nie otrząsnęła i przegrała do 15.
W trzeciej partii historia się trochę powtarzała, bo Kim prowadziła do przerwy 11:8. Wtedy znów Pi skoncentrowała się i znów zdobyła osiem punktów z rzędu. Rozstrojona Koreanka wyrzucała co chwilę lotki na aut i przegrała ostatecznie do 14.
Ciekawostkę stanowi fakt, że coachem Kim Moon Hi jest Kim Ji Hyun, trenerka odpowiadająca w kadrze Korei za gry pojedyncze. Otóż Kim Ji Hyun była proadzącym zajęcia wykładowcą podczas Badminton Europe Summer School zorganizowanego w Warszawie w 2008 roku.
Wprawdzie nie ma już Koreanek w grze pojedynczej, ale udało się im dotrzeć do ćwierćfinału debla i to w dwójnasób. Oprócz Ha Jung Eun i Kim Min Jung, także młodsze Hyun Young Yoo i Jung Kyung Eun. Te ostatnie sforsowały trudną przeszkodę w osobach znakomitych Rosjanek, Walerii Sorokiny i Niny Wisłowej.
Mające większe wsparcie widowni Rosjanki przegrały właściwie na własne życzenie. Po wygraniu pierwszej partii prowadziły w drugiej 17:12 i przegrały do 19. A w trzeciej nie wykorzystały meczbola i chociaż potem zdołały same obronić cztery - przegrały 24:26.
Z obawą patrzyłem na trenerkę Rosjanek, Klaudię Majorową, bo na jej miejscu można by było dostać zawału. Na zdjęciu wyżej widzimy Wisłową rozpaczającą po tym, gdy nie udało się jej wybronić przed serią zbić Azjatek.
Niestety w ten sposób nikt z Rosjan nie pozostał w turnieju, bo Ełła Diehl, choć grała bardzo dobrze, ale może nazbyt nerwowo, nie dała rady Sainie Nehwal (fot., Indie, 2), a Anastazja Russkich, z partnerującą jej Petią Nedelczewą (Bułgaria), przegrały z dużo wyżej notowanymi Japonkami, Miyuki Maedą i Satoko Suetsuną.
Anastazja i Petia były do tego stopnia załamane porażką, że zdesperowane uciekły bocznym przejściem przed czekającymi na nie dziennikarzami. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



O MAŁY WŁOS. Paryż. 25.08 Tak można podsumować wczorajszy mecz Petera Gade (fot.) przeciwko Koreańczykowi Shonowi Wan Ho. Pojedynek zakończył się dopiero w trzecim secie, przy czym pierwszy z nich rozgrywany był na przewagi 25:23 dla Gadego. W drugim miała miejsce niemała sensacja, gdyż Gade przegrał go do 7. Publiczność podejrzewała, że Duńczyk zrobił to samo, co podczas turnieju Korea Open 2009 przeciwko Lee Chong Wei'owi. W komentarzu pomeczowym zawodnik przyznał, że odpuścił wówczas drugiego seta, żeby wystarczyło mu sił na zwycięstwo w trzecim. A historia lubi się powtarzać. Niezależnie od motywacji, trzeci set udało się Duńczykowi wygrać, choć nie bez trudu, z wynikiem 21:18. Jak się później okazało, kibice, którzy z niejednego pieca chleb jedli, mieli rację co do taktyki Gadego. Zawodnik wyjaśnił swoim sympatykom sytuację, jaka zaszła w środowym meczu na swoim profilu na Facebooku: Dziś wieczorem rozegrałem ciężki mecz przeciwko Koreańczykowi Shonowi Wan Ho. 74 minuty oznaczają długi i trudny pojedynek. Musiałem odpuścić drugiego seta, żeby zaoszczędzić energię na trzeciego. Decyzja okazała się słuszna. Udało mi się wygrać. Wan to silny zawodnik. Znów potrzebowałem trzech setów, by go pokonać. Nie grałem cały czas na najwyższym poziomie, ale udawało mi się wykorzystywać elementy, które się dziś sprawdzały, co umożliwiło mi zwycięstwo nad silnym przeciwnikiem. Jeszcze raz wspomnę o francuskich kibicach - są niesamowici!
Do francuskiej widowni jeszcze wrócimy, tymczasem kilka słów na temat meczu drugiego duńskiego singlisty - Jana O. Jorgensena przeciwko Anglikowi Rajivowi Ousephowi (fot. niżej). Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Ousepha prowadzi obecnie były szkoleniowiec kadry duńskiej - Kenneth Jonassen, co bezsprzecznie musi oznaczać, że zna on na wylot słabe strony Duńczyków. Nie było więc aż takim zaskoczeniem, że Ouseph rozstrzygnął mecz na swoją korzyść, wygrywając 21:12 i 25:23. W końcówce drugiego seta Jorgensen grał świetne wyrzuty na końcową linię, które deprymowały Rajiva niezdecydowanego, czy je odbijać, czy może idą na aut. Z kolei Ouseph w ważnym momencie zagrał po taśmie nie do obrony i choć nie była to lotka meczowa, zwyciężył Duńczyka.
Inny szeroko komentowany mecz w kategorii singel mężczyzn rozgrywał się między Tajlandczykiem Tanongsakiem Saensomboonsukiem a Japończykiem Kenichi Tago. Japończyk wstrząsnął już światem badmintona, dostając się do finału prestiżowego turnieju All England Super Series, jednak w Paryżu Tanongsak odprawił go z kwitkiem już w drugiej rundzie, zwyciężając 22:20 i 21:19 dzięki niesamowicie szybkiej grze i śmiercionośnym atakom. Na kolejnym etapie na Tajlandczyka czeka już Taufik Hidayat (fot. niżej), z którym mają do tej pory równy bilans zwycięstw 1:1. Jeśli zaś chodzi o Indonezyjczyka, to męczył się on z Tajwańczykiem Hsieh Yu Hsinem przez trzy sety, wygrywając ostatecznie 19:21, 21:19 i 21:9. Podobno w drugim secie Tajwańczyk został pokrzywdzony błędną decyzją sędziego, co rozwścieczyło zawodnika na tyle, że widziano jak cisnął ze złością rakietę. Skoro już jesteśmy przy Indonezyjczykach, to zaczynamy się zastanawiać, kiedy w końcu przestanie prześladować ich pech. Otóż kolejna pojedyncza rakieta Indonezji wycofała się z turnieju. Odniósłszy popularną w indonezyjskim obozie kontuzję pleców, Simon Santoso oddał swój środowy mecz walkowerem.
Żeby nie posądzono nas o celowe pomijanie kobiet w swoich analizach, zwrócimy uwagę na trzysetowy pojedynek zawodniczki z Indii Sainy Nehwal przeciwko nieznanej Tajwance Chen Hsiao Huan, która postanowiła nawarzyć nieco piwa przeciwniczce zajmującej obecnie drugie miejsce w światowym rankingu i świetnym czuciem kortu oraz zażartą walką o każdą lotkę uniemożliwiała Sainie narzucenie jej właściwego atakującego stylu. Pomimo presji indyjska zawodniczka zwyciężyła 20:22, 21:15 i 21:8. Następna w kolejce czeka na nią Ełła Diehl, która odniosła spektakularne zwycięstwo w trzysetowej walce przeciwko Malezyjce Wong Mew Choo.
Na zakończenie jako ciekawostkę podamy wynik meczu w kategorii gier podwójnych kobiet, gdzie spotkały się zawodniczki Finlandii Sanni Rautala i Noora Virta oraz Japonki Shizuka Matsuo i Mami Naito. Mecz ten w annałach historii zapisze się z tej przyczyny, że jego pierwszy set zakończył się z wynikiem 21:0 dla Japonek (drugi wypadł nieco lepiej, bo Finkom udało się ugrać 8 punktów). Co ciekawe, zgromadzeni w paryskiej hali kibice tak szaleli po pierwszym zdobytym przez Finki punkcie, jakby kibicowali własnym zawodniczkom. Co się zaś tyczy kibiców, to są bardzo chwaleni. Podobno wypełniają obiekt po brzegi i nagradzają brawami nie tylko skuteczne akcje swoich rodaków, ale i dobre akcje w ogóle, niezależnie od narodowości zawodnika. Atmosfera, jak stwierdził sam Gade, jest fantastyczna. Francuzi gwarantują aplauz tym, którzy przegrają pierwszego seta, a kiedy na centralnym korcie pojawiają się rodzimi zawodnicy, w hali robi się naprawdę głośno. (karpeek)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (karpeek)
Fot. live © Janusz Rudziński.



OSTATNIE TANGO W PARYŻU. Paryż. 25.08. Ostatnimi Polakami pozostałymi w mistrzostwach świata byli Adam Cwalina i Michał Łogosz. Debel ten - podobnie jak mikst Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska - nie miał dobrego losowania. Wprawdzie nie musiał grać w 1/32 finału (wolna pierwsza runda), ale w 1/16 trafiał na mistrzów olimpijskich, Markisa Kido i Hendrę Setiawana (Indonezja, 2).
Przez pewien czas były wątpliwości (o czym informowaliśmy), czy Indonezyjczycy, obrażeni na swoją federację, polecą do Paryża. Jednak zostali ułagodzeni i dotarli na mecz z Polakami.
Spotkanie odbywało się na korcie numer 1. Zresztą niemal wszyscy Biało-Czerwoni mieli przywilej występu na głównym korcie telewizyjnym. Jedynie Robert Mateusiak i Nadia Zięba rozgrywali swój nieszczęsny mecz z Singapurczykami na korcie numer 4, położonym najdalej w głębi hali, pod telebimem pokazującym ujęcia z kortu numer 1.
Początek spotkania upływał pod znakiem lekkiej przewagi Polaków. Nie mógł odnaleźć się Kido, podczas gdy znakomicie grał Łogosz. Przewaga mogłaby być jeszcze wyższa, ale Gigi popełnia parę błędów, m.in. przy prowadzeniu 7:3 serwuje w siatkę, a za chwilę Cwalina popełnia serię błędów i jest już tylko 10:9 dla Biało-Czerwonych. Jednak Łogosz ogrywa Indonezyjczyków przy siatce i nasi reprezentanci do przerwy prowadzą 11:9. W tym okresie wiodącymi zawodnikami na korcie byli Łogosz i Setiawan. Azjaci starali się atakować w stronę Cwaliny, jednak nie przynosiło to wystarczających efektów, aby odebrać prowadzenie Polakom.
Zaraz po przerwie Cwalina przeplata błędy z mistrzowskimi uderzeniami. Polakom brakuje chyba wciąż zgrania, bo w stosunkowo niegroźnej sytuacji zderzają się i prowadzą już tylko 13:12. Cwalina popełnia błąd przy siatce i po raz pierwszy od długiego czasu Azjaci osiągają remis, 13:13. Słabsza gra Biało-Czerwonych w defensywie daje dwupunktowe prowadzenie Indonezyjczykom. Po atakach Łogosza i błędach Setiawana Polacy odzyskują prowadzenie, 16:15. Następuje okres słabszej dyspozycji Setiawana, ale nadrabia to Kido i po błędzie Cwaliny przy siatce jest remis 18:18. Na szczęście znów błąd popełnia Setiawan i jest 19:18. Indonezyjczyk się jednak w końcówce maksymalnie mobilizuje i broni "kończące" zbicie Cwaliny w ten sposób, że lotka spada po taśmie. Zamiast 20:18 jest po 19, co zbija z tropu Polaków, dają się zepchnąć do obrony i Indonezja ma pierwszą lotkę meczową.
Jednak Gigi popisuje się wyczuciem, wypuszczając w aut lotkę uderzoną przez Kido, ale w następnej akcji popełnia błąd przy siatce i drugiego setbola mają Indonezyjczycy. Łogosz rehabilituje się z kolei świetnym zagraniem przy siatce, po którym Kido wyrzuca lotkę na aut.
Trzecią lotkę setową Azjaci mają dzięki przejściu do ataku. Po smeczu Setiawana Łogosz gra na aut. Koniec seta następuje po tym, jak Cwalina gra dosyć łatwą lotkę w siatkę.
W drugim secie obaj Indonezyjczycy są od początku bardzo skoncentrowani, podczas gdy Polacy nie potrafią znaleźć recepty na ich grę. Pierwsze akcje to słabsza gra Łogosza i sporo błędów Cwaliny. Nasi reprezentanci przegrywają 1:5. Dopiero przejście do ataku umożliwia częściowe odrobienie strat. Cwalina wbija "gwoździa w podłogę", a za chwilę Łogosz zbija lotkę wystawioną nad siatkę przez Kido. Jest tylko 6:5 dla Indonezji, ale "lepiej już nie będzie".
Wprawdzie Biało-Czerwoni uporczywie kąsają rywali, ale ci utrzymują lekką przewagę punktową. Nie pomaga Polakom brak dokładności. Przy 6:9 Cwalina serwuje na aut. Na przerwę zawodnicy schodzą przy prowadzeniu Azjatów 11:8.
Odpoczynek jakby dekoncentruje naszych zawodników. Słabiej gra Łogosz, nadal sporo błędów popełnia Cwalina i jest już nawet 9:15. Pewny siebie Kido popisuje się sztuczkami przez widownią, ale Gigi kończy tę zabawę zabójczym skrótem. Niestety zaraz potem smeczuje w aut i przepuszcza celną lotkę, co daje Azjatom prowadzenie 17:10.
Serwisy psują Setiawan i Cwalina, utrzymuje się więc wysokie prowadzenie mistrzów olimpijskich, 11:18. Jednak nastrój Polaków jest bardzo bojowy i potrafią się jeszcze skoncentrować do pościgu. Sprytne zagranie Łogosza, potem błąd Kido przy siatce dają wynik 13:18. Teraz jednak Cwalina wyrzuca lotkę na aut po niezbyt groźnym smeczu, 13:19. Jednak nie wszystko stracone. Koncertowa gra Łogosza, a potem świetny smecz Cwaliny, zmuszają obu Azjatów do popełnienia błędów i jest już tylko 17:19.
Niestety w końcówce koncentrację traci Łogosz, co bezlitośnie wykorzystują rywale, wygrywając 21:17. Spotkanie trwało 32 minuty. Ostatni Polacy pożegnali się w ten sposób z turniejem. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



BON JOUR SZKUDLARCZYKA. Paryż. 25.08. Agnieszce Wojtkowskiej dane było po raz drugi w tych mistrzostach świata wystąpić na głównym, telewizyjnym korcie, numer 1. To jednak jej partner mikstowy, Wojciech Szkudlarczyk, czuł się tam jak u siebie w domu, podczas środowego spotkania Biało-Czerwonych z rozstawionymi z numerem 2 mistrzami świata, Thomasem Laybournem i Kamillą Rytter Juhl (Dania).
Niestety mecz ten przebiegał przez dłuższy czas w cieniu rozgrywanego na sąsiednim (również telewizyjnym) korcie numer 2 pojedynku Jana O. Jorgensena (Dania) z Rajivem Ousephem (Anglia), gdzie doszło do wielkich emocji w dogrywce drugiego seta.
Szkudlarczyk od początku do końca meczu emanował spokojem, koncentracją, pewnością siebie. Tak, jakby pomagało mu to, że teren francuski jest mu bliski z racji występów w tamtejszej ekstraklasie.
W pierwszym secie Duńczycy w podręcznikowy sposób zdobywali punkty po przygotowanych wcześniej atakach w kierunku Agnieszki. Jednak wtedy, gdy Polacy nie dawali się przycisnąć, doczekiwali często do popełnienia błędu przez Kamillę lub Thomasa.
Już w pierwszym secie wyróżniającym się zawodnikiem był Szkudlarczyk. Jego gra w ataku rozbijała mistrzów świata. Popisywał się też efektownymi sztuczkami technicznymi. W obronie brakowało mu nieco dokładności, co pozwalało rywalom przekierować grę w stronę Wojtkowskiej.
Polka popełniała ponadto nazbyt wiele niewymuszonych błędów, co spowodowało, że od stanu 4:5 nasi reprezentanci zaczęli tracić dystans do Duńczyków. Pierwszą partię przegrali do 15.
W drugim secie Szkudlarczyk grał jeszcze lepiej. Przyjemnie było patrzeć na uzasadniony taktycznie wybór miejsca zagrania przezeń lotki. Widać było, że Polak ma bardzo dobry przegląd sytuacji na korcie. Biało-Czerwonych nie załamały niepowodzenia (Duńczycy grali teraz już lepiej niż w pierwszym secie, kiedy zdawali się zlekceważyć przeciwników) i ze stanu 11:17 potrafili nawiązać bliski kontakt punktowy przy 17:18.
Gdyby nie nadmiar błędów Wojtkowskiej, która również popsuła w ciągu meczu cztery serwy (na pocieszenie pozostaje fakt, że jej przeciwniczka też to uczyniła parę razy), to na korcie numer 1 mogłoby dojść do gry na przewagi i liczna grupa kibiców duńskich najadłaby się strachu.
Ostatecznie drugiego seta Duńczycy wygrali do 17. Mimo to Polacy schodzili z kortu w dobrym nastroju. Po trwającym 35 minut meczu Szkudlarczykowi pozostało jeszcze na pożegnanie mistrzostw rozdać kibicom autografy (na fot. składa podpisy w towarzystwie Laybourna). (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



ROZGORYCZENIE MATEUSIAKA. Paryż. 24.08. Przegrana pary Robert Mateusiak/ Nadia Zięba wywołała duże zaskoczenie. W oficjalnym programie mistrzostw zaliczono ich do faworytów i zamieszczono duże zdjęcie. W opublikowanej tamże sondzie, pierwszy indagowany, francuski singlista Matthieu Lo Ying Ping typował jako mistrza świata 2010 w swojej kategorii Lin Dana, a w mikście właśnie Polaków.
Tymczasem francuski portal Badzine patrzy na wydarzenia od strony suksesów singapurskich i przypuszcza, że Igrzyska Olimpijskie Młodzieży zorganizowane własnie w Singapurze natchnęły badmintonistów tego państwa do wielkich wyczynów podczas wtorkowych meczów mistrzostw świata.
Chen Yong Zhao wyeliminował rozstawionego z nr 14 Chetana Ananda (Indie), następnie debliści singapurscy, Saputra/ Wijaya, ograli rozstawionych z nr 9 Indonezyjczyków, Yulianto Chandre/ Gunawana. "Czemu poprzestać na tym?" Badzine zachwyca się, że Singapurczycy bez kompleksów postanowili celować jeszcze wyżej. I nagrodą było wyeliminowanie przez 27. w rankingu Triyacharta i Yao rozstawionych z nr 3 Polaków, Mateusiaka i Ziębę. "Trzy wielkie sukcesy do świętowania wieczorem w gronie reprezentacji Singapuru... przed atakiem w ramach nowych wyzwań od jutra" - kończy Badzine.
Wtorkowy serwis Polskiej Agencji Prasowej relacjonuje tymczasem odczucia przegranych. Nie chcieli nic mówić na temat pojedynku. - Proszę jutro po południu, bo dzisiaj nie bardzo mam ochotę - odparł dziennikarzowi PAP Mateusiak. W koncu jednak oznajmił: - Zagralismy bardzo źle, zupełnie nie na naszym poziomie, a występ reprezentacji jest odzwierciedleniem sytuacji w Polskim Związku Badmintona. Przy okazji przypomniał o liście otwartym jego klubu wystosowanym niedawno do członków zarządu i komisji rewizyjnej związku. PAP przytacza fragmenty tekstu zamieszczonego na stronie Hubala Białystok. Nasz serwis informował w swoim czasie o tej publikacii. PAP cytuje nastepujący fragment: - Nie zależy nam na przewrocie w Polskim Związku Badmintona, a naszym działaniom przyświeca tylko dobro naszej organizacji. Nikt nie ma zamiaru dokonywać jakichkolwiek rozliczeń, chcemy jedynie uporządkować funkcjonowanie związku według standardów europejskich. Nie można dłużej podejmować mało profesjonalnych decyzji, musimy wypracować wzajemny szacunek i zaufanie. Nas nie interesuje bylejakość, podejrzliwość i szukanie wroga. Nie możemy spokojnie patrzeć w przyszłość, skoro wisi nad związkiem gilotyna, którą trzymają amatorzy.
Tymczasem we wtorek wydarzeniem dnia dla gospodarzy miał być mecz mistrza Francji, Brice'a Leverdeza z Dicky'm Palyamą. Na ten właśnie pojedynek zapełniła sie trybuna honorowa. Leverdez nie potrafił się przebić przez solidną opokę kunsztu Palyamy. O tym spotkaniu warto jednak wspomnieć z uwagi na fakt, że sekundantami z przeciwnych stron byli dawni trenerzy reprezentacji Polski. Francuzowi doradzał Zhu Junling (na fot. u góry z innym singlistą Trójkolorowych, Simonem Maunory'm), a Holendrowi Kim Young Man (fot.). (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



JAK TRAFIĆ Z KORTU DO PRZYMIERZALNI? Warszawa. 24.08. Oczywiście można zwyczajnie zapytać lub po prostu kierować się oznaczeniami, ale cóż począć, gdy wcale nie chodzi o pomieszczenie służące do mierzenia przyodziewku, ale o program dla nastolatek, wyświetlany na kanale ZigZap?
Otóż w takiej sytuacji zapoznajemy się z rysopisem programu Przymierzalnia i już wiemy, że chodzi w nim o sprawy dziewczyn, o modę, urodę, ciekawe trendy i atrakcyjne spędzanie wolnego czasu. Od tej chwili nie mamy już wątpliwości, jaki ma to związek z wydarzeniami na badmintonowym korcie. Są dziewczyny, ich uroda jest bezsprzeczna, fakt że czas spędzony na korcie jest pasjonujący nie powinien budzić niczyich zastrzeżeń. Dlatego też panie z sekcji AZS UW, wylewające z siebie siódme poty na wtorkowym treningu w hali na Banacha, zostały poproszone o wstąpienie do Przymierzalni, a dokładniej o możliwość nagrania ich w akcji oraz o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań, którymi niewątpliwie zachęciły do gry w badmintona swoje młodsze koleżanki, do których adresowany jest program z ZigZapa.
Niemało do powiedzenia miała największa ekspertka w dziedzinie, czyli trenerka sekcji Ania Szymańska (fot.). Bez najmniejszych trudności wyjaśniła różnice między lotką z piór a nylonową, między graniem na pełnej kęp murawie lub na gładkiej macie, krótko i węzłowato wyłuszczyła zasady gry i żeby zmienić teorię w praktykę, zaproponowała prezenterce programu krótki sparing (fot. niżej). Znana ze swojej prawdomówności i przyjaznego usposobienia Ania zasygnalizowała przeciwnicze po meczu jej kilka słabych punktów, chwaląc jednocześnie jej talent i zapał oraz zachęcając do doskonalenia umiejętności. Wszystko to oczywiście odbywało się pod czujnym okiem Przymierzalnianej kamery.
Następnie przyszła kolej na pozostałe zawodniczki sekcji. Delegacja w osobach Kasi, Ani i Anety (na fot. niżej w tej samej kolejności w towarzystwie prezenterki) w krzyżowym ogniu pytań, w świetle reflektora i przed wycelowanym w ich stronę obiektywem kamery nie dały się zbić z tropu, udzielając ripost celnych, precyzyjnych i wyczerpujących. Ba, zdarzały się ożywione polemiki i skrajne argumenty. Nasze badmintonistki to jednak również dziewczyny z dużym dystansem do siebie i poczuciem humoru, dlatego z równą ochotą podyskutowały o boiskowej modzie i korzystnym wpływie gry w badmintona na linię.
Nie chodzi nam jednak o to, by w krótkim felietonie zdradzić wszystkie szczegóły materiału zarejestrowanego we wtorkowy wieczór na Banacha, dlatego osoby zainteresowane zapraszamy do obejrzenia programu Przymierzalnia na kanale ZigZap z zawodniczkami Amatorskiej Sekcji Badmintona AZS UW w roli głównej już po wakacyjnej przerwie.
Galeria zdjęć dokumentujących wtorkowe nagranie znajduje się tutaj. (karpeek)
Fot. © Katarzyna Karpińska



POLSKA SIURPRYZA. Paryż. 24.08. Polacy są sprawcami największej niespodzianki drugiego dnia mistrzostw świata. Niestety, zaskoczenia in minus. Rozstawiony z numerem 3 mikst, Robert Mateusiak/ Nadia Zięba, przegrał już w swoim pierwszym meczu, w 1/16 finału z notowanymi na 27. miejscu rankingu BWF Singapurczykami, Chayutem Triyachartem i Yao Lei.
Obie pary rozpoczęły spotkanie nerwowo. W szczególności seryjne błędy popełniali Mateusiak i Yao. Polacy nie potrafili w pełni wykorzystać słabej postawy Singapurki i zbyt często kierowali grę w stronę jej partnera. Jednak główną przyczynę stopniowego wzrostu przewagi punktowej Azjatów stanowiły niedokładności i niewiarygodne kiksy Roberta. Zico na tle przeciwników dysponował niezłą szybkością, psuł jednak najprostsze lotki. Co prawda - uprzedźmy fakty - w wielu sytuacjach w ciągu całego meczu nadrabiał złą dyspozycję widocznym w wielu sytuacjach doświadczeniem. W pierwszej partii polska para nie potrafiła "trzymać" lotki tuż nad siatką, ale dość słabi przeciwnicy nie potrafili z tego skorzystać na dużą skalę.
Do przerwy Biało-Czerwoni przegrywali 7:11, ale potem było jeszcze gorzej i cały set szybko padł łupem Triyacharta i Yao do 13.
W drugim secie asy Hubala Białystok zaprezentowały większą koncentrację. Polacy grali szybko, jednak Mateusiak wciąż raził niewymuszonymi błędami. Dlatego, chociaż nasz mikst sprawiał na pierwszy rzut oka lepsze wrażenie, nie znajdowało to odzwierciedlenia w wyniku. Singapurczycy odskoczyli nawet na trzy punkty - 9:6.
Polskich kibiców nachodzą czarne myśli, ale Zico i Nadia grają chwilowo solidniej i na przerwę schodzą, prowadząc 11:10. Minutowy odpoczynek jednak rozkojarza ich i Mateusiak psuje serw, a Nadia wpuszcza w pole źle ocenioną lotkę - przegrywają 11:12.
Od stanu 14:14 Biało-Czerwoni opanowali sytuację. W tym secie grają więcej lotek nisko nad siatką. Setbola mają po błędzie Triyacharta, który niepotrzebnie odbiera trudną lotkę spadającą na aut i daje okazję do zakończenia akcji przez Polaków. Za chwilę Singapurczyk pakuje lotkę w siatkę, jest 21:16 i Biało-Czerwoni mogą spokojnie zejść na przerwę przed trzecim setem.
Czy mają jednak świadomość, że drugiego seta wygrali wskutek słabszej gry Triyacharta? Gdyby po drugiej stronie siatki zamiast Singapurczyków stali miksiści ze światowej elity, "nie byłoby co zbierać".
Być może jednak polskiemu eksportowemu mikstowi nie odpowiada rola faworytów i z topowymi parami graliby mniej spięci. Ponadto nasza para miewała kłopoty na początku turniejów, by potem jednak rozkręcić się i płynąć na fali do sukcesu.
Początek trzeciej odsłony jest wyrównany. Po nieporozumieniu Polaków, którzy jednocześnie próbują odebrać wysoką lotkę w głębi kortu, prowadzą Azjaci 3:2, ale ostry return Nadii prowokuje błąd Singapurczyka, który trafia w siatkę. Po zbiciu Roberta z bekhendu Biało-Czerwoni prowadzą 4:3. Yao przez chwilę czuje się jak na początku pierwszej partii i dwa razy trafia w siatkę - 6:3 dla Polaków. Nadchodzi apogeum ich świetności: Mateusiak popisuje się fantastyczną grą w obronie, a Triyachart uderza w siatkę. Jest 7:3 dla Polaków, którzy - w przeciwieństwie do rywali - sprawiają już wrażenie uspokojonych i pewnych swej mocy.
Tymczasem w meczu następuje stopniowy zwrot. Robert gra w aut, a za chwilę zamiast ostro atakować, bawi się w ładny zwód i lotka, lobując rywali, leci za daleko. Yao gra po taśmie i jest już tylko 7:6 dla Zico i Nadii.
Atak Zięby przy siatce wymusza aut rywali i wydaje się, że zaraz nasi zawodnicy ruszą do pewnego marszu po zwycięstwo. Jest 8:6. Zico serwuje w siatkę i to poniżej taśmy! Za chwilę odbija znów w siatkę i jest remis.
Losy spotkania się odwracają, bo coraz lepiej gra Yao, podczas gdy zaczyna zawodzić Zięba. Dziewiąty punkt dla Singapurczyków po jej kontrze w siatkę. Mateusiak wyrzuca duży aut. Yao przechwytuje wystawioną lotkę i zmiana stron ma miejsce przy prowadzeniu Azjatów 11:8.
Kolejnych porad udziela w przerwie coach Jacek Hankiewicz, któremu nie zazdrościmy roli. Przydałby się chyba dobry terapeuta. Zamiast polskiej kontrofensywy mamy 12. punkt dla Singapurczyków, gdyż Nadia nie daje rady uratować lotki, która zawadziła o taśmę.
Biało-Czerwoni są pasywni, na szczęście Yao chybia po wystawieniu lotki przez Ziębę. Inicjatywa jest już po stronie Azjatów, którzy zdobywają 13. punkt; przy próbie rozpaczliwej obrony Mateusiak trafia w siatkę.
Krótka przerwa na picie nie pomaga naszym reprezentantom. Być może ogarniają ich czarne myśli, bo Nadia gra prosty skrót w siatkę. W następnej akcji daje się przelobować jak dziecko. Wygląda na zagubioną, Robert patrzy na nią z troską. Za chwilę to on spróbuje wprowadzić wigor w poczynania faworytów. Po jego dobrym zagraniu Zięba skutecznie zbija. Jest 10:15, a nie z takich tarapatów nasz duet wychodził w meczach z silniejszymi od Singapurczyków przeciwnikami.
I w takiej chwili Mateusiak - po raz już nie wiadomo który w tym meczu -psuje serw. Zagrana przez niego lotka zaczepia o taśmę i spada na aut.
Zdegustowani Polacy wpuszczają za chwilę w kort banalne zagranie po przekątnej. Triyachart w następnej akcji smeczuje, co Mateusiak kwituje odbiciem w siatkę. Jest już 18:10 i chociaż nasz mikst mógłby, grając na swoim najwyższym poziomie, wykaraskać się z tego, nie wygląda bardzo groźnie.
W sukurs naszym idzie Singapurczyk, serwując w aut, a potem trafiając w siatkę po skrócie Nadii. Sędzia odmawia prośbie Triyacharta i nie pozwala przetrzeć kortu, a zbicie Nadii zmniejsza straty do 5 punktów. Sytuacja nie jest tragiczna, ale Yao nie po raz pierwszy w tym secie gra po taśmie, co jest - w tym momencie - wyzwaniem ponad możliwości Zięby. Singapurczycy prowadzą 19:13.
Przy podobnym prowadzeniu codziennie oglądamy w hali Pierre de Coubertin sytuacje, że nawet teoretycznie słabsza strona w takiej sytuacji odrabia straty; jeśli nie zawsze z pełnym sukcesem, to z ambicją, energią i napędzając rywalowi strachu. Tu jest odwrotnie. Ci wyżej notowani (i to nie bez powodu) są podłamani. Nadia gra prosty skrót w siatkę i przeciwnicy mają meczbola. Wprawdzie Yao chybia, ale przy następnej lotce meczowej Zico kopiuje błąd partnerki i decydującego seta wygrywają skazani na pożarcie Singapurczycy 21:14. Polscy miksiści wyglądają na zszokowanych tym, co się stało i zdruzgotani schodzą do szatni. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



WACHA NIE DAŁ RADY. Paryż. 24.08. Ze światowym czempionatem pożegnał się mistrz Polski, Przemysław Wacha. Przegrał z zawodnikiem elity światowej, trzecią rakietą Indonezji (w Paryżu, pod nieobecność Sony'ego Dwi Kuncoro, drugą) - Simonem Santoso.
Początek w wykonaniu Przemka był fatalny. Na tle Indonezyjczyka poruszał się ospale i brakowało mu animuszu. Nie potrafił przeciwstawić się atakom Santoso, przytrafiały mu się kiksy. Po przespanej sposobności do zakończenia ataku Wacha zbyt płytko wyrzuca długą lotkę i za sprawą smeczu Azjaty przegrywa 1:7.
Wacha mało atakuje, nieliczne punkty zdobywa praktycznie tylko po niewymuszonych błędach Santoso, ale sam robi ich więcej. Na przerwę schodzi, przegrywając 4:11. Po odpoczynku i rozmowie z coachem, Jackiem Hankiewiczem, nadal sprawia wrażenie trochę zagubionego. Dwunasty punkt traci, bo plączą mu się nogi, trzynasty po kolejnym smeczu Indonezyjczyka, tym razem po przekątnej.
Obraz gry ulega jednak zmianie. Wacha nadal popełnia sporo niedokładności, ale zaczyna grać energiczniej i w sposób bardziej urozmaicony. Rozgrywa parę ładnych akcji, na zakończenie jednej z nich, po serii ataków dobija Indonezyjczyka klirem granym ze sprytnym zwodem i zdobywa 9 punkt. Niestety przeciwnik w tym momencie ma już ich 18 i za chwilę pewnie zgarnia pierwszego seta.
Jednak Przemek rozkręcił się pod koniec poprzedniej partii i początek drugiego aktu jest obiecujący. Wacha jest szybszy i po serii kombinacyjnych ataków obejmuje prowadzenie 5:2. Po świetnej sekwencji ataków Przemka Santoso gubi się i Polak prowadzi 6:4. Indonezyjczyk włącza grę na wysokich obrotach - gra po taśmie, smeczuje w linie - i wynik zaczyna oscylować stale wokół remisu. Do przerwy to jednak Wacha prowadzi - 11:10.
Po przerwie gra jest nadal wyrównana. Widać, że Indonezyjczyk ma kłopoty ze smeczami Przemka. Jednak Polakowi brakuje dokładności, trafia zbyt często w siatkę, aut albo wystawia na atak Simonowi, który prowadzi dzięki temu 18:15.
Przy 16:18 Przemek próbuje w trudnej sytuacji szybko zbić lotkę znad siatki, ale się spóźnia. To trochę podcina skrzydła Polakowi, który nie potrafi przejąć inicjatywy. Przy pierwszym meczbolu Przemek biernie obserwuje lotkę, która wbrew jego oczekiwaniom spokojnie spada na jego pole gry. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



TRANSMISJE TV DLA WYBRANYCH. Paryż. 24.08. Dla szczęśliwców mających dostęp do francuskiej wersji Eurosportu podajemy godziny transmisji.
Wtorek 12.30 - 14.00, 17.00 - 19.00.
Środa 12.30 - 14.00, 16.45 - 18.00.
Czwartek 12.30 - 14.15, 16.45 - 18.00.
Piątek 11.30 - 13.00.
Sobota 12.00 - 14.00.
Niedziela 13.00 - 15.00.
Godziny mogą ulec zmianie. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



JAK ŚWIET(L)NE TABLICE DZIELĄ MIĘDZY SIEBIE ROLE. Paryż. 23.08. Największą sensacją pierwszego dnia mistrzostw świata było wyeliminowanie rozstawionych z numerem 16 Malezyjczyków, Choong Tan Fooka i Lee Wan Waha, przez niemiecki debel Kristof Hopp i Johannes Schoettler (fot.).
Malezyjscy weterani od początku spotkania poruszali się po korcie z dostojeństwem i chyba troską o to, aby dzięki nieprzestawieniu stopy o jeden kroczek za daleko starczyło im sił na występ w niedzielnym finale. W pierwszej partii zajadłym i dobrze dysponowanym Niemcom udało się obronić dwa setbole i wygrać 22:20. W drugim secie Malezyjczycy skutecznie "pilnowali wyniku" i wygrali do 17. Ta sztuka już nie udała się w trzeciej partii i przy owacji publiczności Niemcy mogli radośnie opuścić kort numer 1.
Na sąsiednim korcie oznaczonym trochę nie po kolei numerem 3, rodacy Schoettlera i Hoppa, Michael Fuchs i Ingo Kindervater toczyli zażarty bój z singapurskim duetem, Hendri Saputra/ Hendra Wijaya. Niemcy minimalnie przegrali pierwszego seta, a w drugim - chcąc nie być gorszymi od kolegów, którzy właśnie obok pokonali faworytów - gonili uparcie Azjatów do ostatniej chwili. Przy 18:19, po zaciętej wymianie Fuchs wykrzyknął już tryumfalnie, gdy okazało się, że sędzia prowadzący zaliczył 20. punkt dla rywali zamiast 19. dla Niemców. Tłumaczył oburzonemu Fuchsowi, że przekroczył przepisy dotyczące gry nad siatką. Zdenerwowany Niemiec wyrzucił za chwilę lotkę meczową w aut.
Bez kłopotu przez pierwszą rundę przeszli topowi singliści, Lee Chong Wei, Lin Dan (fot. wyżej), Taufik Hidayat i
Bao Chunlai (fot.). Grali niczym na lekkiej rozgrzewce.
Odpadli natomiast rozstawieni byli mistrzowie świata w deblu, Howard Bach i Tony Gunawan (USA, 10), ale trudno to uznać za wielką sensację, bo ich pogromcami byli Anthony Clark i Nathan Robertson (Anglia).
Nadię Ziębę i Roberta Mateusiaka zapewne interesował nieco wynik konfrontacji Diju Valiyantiego i Jwali Gutty (Indie, 9) z Anglikami, Chrisem Adcockiem i Gabrielle White. Trzeciego seta wysoko wygrali Hindusi i mogą się spotkać za jakiś czas w turnieju z Polakami, którzy chyba nie lubią z nimi grać.
Znani w Polsce z trymfu w Warszawie w 2009 r. Chen Hung Ling i Lin Yu Lang (fot. niżej, Tajpej, 12) mieli kłopoty z groźnymi Japończykami, Naokim Kawamae i Shoji Sato. Pierwszego seta Tajwańczycy przegrali do 17, by w drugim poderwać się do rozpaczliwej pogoni przy 8:18, co jednak nie zadziałało od razu; trzeba było jeszcze obronić pięć meczboli, by wygrać do 21. Trzeci set był już - w porównaniu do poprzedniego - spacerkiem: 21:16 dla Chena i Lina. Japończycy byli po tym meczu wprost ugotowani. Dochodzili długo do siebie rozweselani przez kolegów (na fot. niżej Sato).
Nieco podobny horror przeżywał Eric Pang (Holandia). W pierwszym secie przeciwko Rajiivowi Ousephowi (Anglia) dominował na korcie, co odzwierciedlał wynik: 14:5 i 18:11. Po czym się kompletnie zdekoncentrował. Wyrzucał co chwila lotki na niewymuszone auty, a jego wzrok błądził gdzieś w dalekiej przestrzeni. Mimo przegrania seta, zarówno on jak i jego coach zachowywali przynajmniej pozorny spokój. Rzeczywiście, druga odsłona padła łatwo łupem Panga. Decydująca partia była bardzo wyrównana. W końcówce minimalnie przeważał prowadzony obecnie przez trenującego od niedawna Anglików słynnego Duńczyka Kennetha Jonassena Ouseph. Obaj rywale wznieśli się na wyżyny swego kunsztu, wielokrotnie decydowały milimetry gdy lotka tańczyła na taśmie siatki, a decydująca (na korzyść Ousepha)
akcja zakończyła się również takim zagraniem.
Gospodarze mieli apetyty na więcej, ale gorącymi oklaskami żegnali również tych swoich reprezentantów, którzy schodzili pokonani. W trakcie zaciętych meczów Francuzi mieli bardzo silny doping publiczności. Rzeczywiście pomaga w tym bliskość trybun rozpostartych niemal nad kortami.
Ze zmiennym szczęściem grali reprezentanci Rosji. Ich trenerka Klaudia Majorowa oceniła, że wszystko idzie zgodnie z planem. Żałowała jedynie, że Tatiana Bibik nie bardzo wierzyła w możliwość pokonania Indonezyjki Marii Febe Kusumastuti. Dopingowana przez publiczność Rosjanka przegrała drugiego seta do 21. Majorowa trzyma kciuki również za reprezentantów Polski.
Zawody nie przebiegają bezproblemowo.
Najbardziej spektakularne - obok gorąca (na fot. ocierający się z potu miksiści tajlandcy, Saralee Thoungthongkam i Sudket Prapakamol) były ciągłe awarie tablic świetlnych pokazujących wyniki przy kortach. Podczas gdy jedne były w stanie pokazać wynik do 10 punktów, inne zaczynały działać dopiero od 11. Tablica zastrajkowała także pod koniec meczu polskich deblistek, ale to może i lepiej. W czasie niektórych interesujących spotkań wynik podawał spiker zawodów. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



NIE KOPAĆ KONIA. Paryż. 23.08. Natalia Pocztowiak i Agnieszka Wojtkowska dostąpiły zaszczytu wystąpienia na korcie numer 1 podczas pierwszego dnia indywidualnych mistrzostw świata. Kort ten jest zarazem głównym kortem filmowanym na żywo przez kamery telewizyjne, a obraz z tej realizacji jest pokazywany na wielkim ekranie (fot.) hali Pierre de Coubertin (i w sali prasowej).
Polki grały z rozstawionymi z numerem 15 Japonkami Shizuką Matsuo i Mami Nato, co nie napawało wielkimi nadziejami. Nie oznaczało jednak, że nasze reprezentantki nie mogą nawiązać wyrównanej walki z faworytkami. Wszak na mistrzostwach często obserwujemy napór mniej znanych zawodników na rozstawione gwiazdy.
W istocie, czujące się swojsko na ziemi francuskiej, gdzie startują w lidze, Biało-Czerwone nie wyglądały na stremowane i toczyły początkowo wyrównaną walkę, prowadząc przez moment 6:5. W tym okresie wiodącą rolę odgrywała Pocztowiak, popełniwszy parę błędów, ale odrabiając straty bardzo dobrymi zagraniami. Polkom pomogła przy tym wydatnie Matsuo, popełniając proste błędy.
Lepsza spośród Japonek, Naito, zdobyła szósty punkt atakiem, po którym Wojtkowska wyrzuciła lotkę w aut. I również Naito przejęła serwy - to był początek końca Polek. Japonki zdobyły jeszcze pięć punktów z rzędu, schodząc na przerwę przy prowadzeniu 11:6. Stało się tak, ponieważ Matsuo dostroiła się do poziomu koleżanki, a Biało-Czerwone nie radziły sobie zwłaszcza z atakami Japonek na pograniczu swoich stref odpowiedzialności.
Trenerzy Jacek Hankiewicz i Jerzy Dołhan (fot.) usiłowali w czasie przerwy podpowiedzieć podopiecznym skuteczny sposób na Azjatki. Niestety Polkom jedynie od czasu do czasu udawało się urwać punkt rywalkom. Co gorsza Natalii przestały się udawać skróty z głębi kortu, które były w tym spotkaniu do tej pory jej silnym orężem. Seta wygrały Japonki do 11.
W drugim secie było - z naszego punktu widzenia - jeszcze gorzej. Azjatki niemal od razu zaczęły "odjeżdżać" Biało-Czerwonym, choć nie można pominąć fantastycznego skrótu Agnieszki po przekątnej, przy którym przeciwniczki były totalnie bezradne. Katastrofa nastąpiła od stanu 9:5. Jak mówią złośliwi sprawozdacy sportowi, Wojtkowska "dostroiła się do poziomu gry partnerki" i Japonki zdobyły 11 punktów z rzędu. Polki zdołały na pożegnanie obronić jednego setbola, by przegrać do 6.
- Warunki były trudne, ciężko się grało, jest gorąco i miałyśmy ciężkie przeciwniczki - wyjaśniła Pocztowiak. - One trzymały dłużej lotkę w korcie, a my robiłyśmy za dużo błędów - przyznała Wojtkowska.
Wszystko to prawda, upał w hali jest niesamowity, na najwyższych trybunach można się ugotować w ciągu minuty (choć występują tam mimo wszystko przejawy życia istot ludzkich), a narzekają również dziennikarze ulokowani w "piwnicy".
Jednak Japonki lepiej zniosły upał.
Gra była wyrównana dopóki Polkom dobrze wychodziła obrona. Celne kliry (przerzuty na koniec boiska) i spokojne skróty z głębi kortu jakby nawet przez chwilę zaskoczyły rywalki.
Nie jest do końca jasne, czemu Biało-Czerwone nie przeszły do silniejszego ataku. Defensywna gra z Japonkami (słynącymi z "trzymania lotki w korcie" to - jak się mówi w podobnych sytuacjach - "kopanie się z koniem". I choć postawienie na atak może być także samobójcze, to wydaje się jedyną szansą. Zwłaszcza, gdy było widać, że po początkowym zaskoczeniu przeciwniczek, defensywa przestała przynosić rezultaty.
Nasuwająca się od razu odpowiedź wydaje się banalna. Prawdopodobnie Polki nie były w stanie przejść do ataku wskutek klasy rywalek, które narzuciły swój styl gry. Na pocieszenie pozostaje fakt, że dzięki defensywnej grze z obu stron mecz - mimo wysokiej różnicy punktowej - trwał w miarę długo, prawie pół godziny, co przyniosło - przynajmniej w wymiarze czasowym - więcej doświadczeń polskiej parze. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. live © Janusz Rudziński.



INDONEZYJSKI PROBLEM Z PARYŻEM. 22.08. O indonezyjskiej kadrze narodowej w kontekście mistrzostw świata w Paryżu zrobiło się głośno jeszcze zanim rozpoczęły się rozgrywki. Dopiero co informowaliśmy o zapowiadanym bojkocie mistrzostw przez parę Kido/Setiawan, by następnie uspokoić, że debliści odwołali jednak alarm. Tym razem donosimy, że na mistrzostwach świata 2010 nie zagra singlista Sony Dwi Kuncoro (fot.). Zawodnik zrezygnował z wylotu do Paryża po tym, jak na treningu reprezentacji poczuł ból w plecach, który z każdym dniem stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Trener Indonezyjczyka, Agus Dwi Santoso, zdradził w rozmowie z "Jakarta Globe", że [Kuncoro] nie mógł się odpowiednio ruszać, więc stwierdził, że lepiej będzie skoncentrować się na leczeniu kontuzji zamiast podejmować ryzyko, grając we Francji. O medale dla Indonezji w singlu mężczyzn będą zatem walczyć tylko były mistrz olimpijski Taufik Hidayat i zajmujący obecnie szóstą pozycję w rankingu światowym Simon Santoso. (karpeek)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com



WEJŚCIE SMOKÓW W PIERRE DE COUBERTIN. Paryż. 22.08. W poniedziałek ruszają indywidualne mistrzostwa świata. Impreza jest po raz pierwszy w dziejach organizowana we Francji.
Turniej zacznie się od imponującego wejścia smoka, a właściwie smoków. Na korcie numer 1 najpierw, o godzinie 10 zagra lider rankingu światowego Lee Chong Wei (*1). Malezyjczyk pożre przekąskę w postaci Gwatemalczyka Kevina Gordona.
Następnie chiński smok w osobie Bao Chunlai'a (*10) zmierzy się z Chińczykiem reprezentującym Hongkong - Chan Yan Kitem.
Po potyczce Europejczyków (mających zresztą azjatyckich przodków), Erica Panga (Holandia) i Rajiva Ousepha (Anglia), przyjdzie czas na byłego mistrza igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata - Indonezyjczyka Taufika Hidayata (*5). Miejmy nadzieję, że jego przeciwnik pojawi się na korcie.
Obawy nie są bezpodstawne, Ola Fagbemi reprezentuje Nigerię, a reprezentanci tego kraju miewają kłopoty z dotarciem na czas na zawody. Spóźnili się na poprzednie mistrzostwa świata w Indiach.
Po Taufiku Hidayacie na korcie nr 1 ma zagrać główny faworyt mistrzostw, aktualny mistrz olimpijski i (trzykrotny) indywidualny mistrz świata, Chińczyk Lin Dan (*3). Liczymy, że przeciwnik, Irańczyk Ali Shahhosseini nie ulęknie się tego najgroźniejszego chińskiego smoka, choć Alemu nie będzie dane wcielić się w rolę Szewczyka Dratewki.
Na tym samym korcie, ale nieco później mają zagrać Natalia Pocztowiak i Agnieszka Wojtkowska. Ich mecz z rozstawionymi z numerem 15 Japonkami Shizuką Matsuo i Mami Nato początkowo nie miał być rozgrywany na korcie "telewizyjnym".
Jeśli chodzi o transmisje telewizyjne do Polski, to nie jest nam na razie nic wiadomo na ten temat. W przeszłości takie kanały jak Eurosport i Polsat Sport przekazywały nam niekiedy obraz z indywidualnych mistrzostw świata.
Wiadomo, że ponad 20 godzin transmisji (w większości na żywo) przekaże Eurosport, ale w wersji francuskiej, która jest trudno osiągalna na terenie polski (w poniedziałek transmisja live w godz. 12.30-14.00 i 16.30-19.00).
Obraz, realizowany przez 9 kamer, ma być także przekazywany do około 20 innych krajów.
Spośród Biało-Czerwonych w poniedziałek ujrzymy na korcie jedynie wspomniane deblistki: pozostali mają na razie wolne.
Mistrzostwa odbędą się w hali Pierre de Coubertin położonej bardzo blisko centrum Paryża. Ma ona (w wersji badmintonowej) 3900 miejsc i umożliwia bliski kontakt publiczności z widowiskiem sportowym (na fot. obok początek montażu przed mistrzostwami).
Zbudowano ją w 1937 r. w celach wystawowych. Odbudowana po zniszczeniach
spowodowanych bombardowaniem w czasie drugiej wojny światowej zasłynęła zwłaszcza w latach 50. i 60. jako arena wielkich pojedynków bokserskich (fot.). Potem wyrosła jej silna konkurencja, ale nadal są w niej rozgrywane zawody judo, karate, bokserskie, szermiercze, taneczne, gimnastyczne, koszykarskie (tu swoje mecze rozgrywa Paris Basket Racing) i piłki ręcznej. Badminton wkroczył do niej trzy lata temu wraz z Super Series. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Janusz Rudziński.



BOJKOTU NIE BĘDZIE. 18.08. Indonezyjscy specjaliści od gier podwójnych Markis Kido i Hendra Setiawan (fot.) zagrają jednak na mistrzostwach świata w Paryżu. Po tym jak mistrzowie olimpijscy zagrozili bojkotem paryskiej imprezy, dogadali się z rodzimą federacją, która zapewniła ich, że zostaną zapisani do turnieju Super Series w Japonii.
Całą sytuację podsumował Kido na łamach "Jakarta Globe": Pogodziliśmy się z faktem, że nie zagramy w Chinach, jednak cieszymy się, że zostaniemy zgłoszeni do turnieju Super Series w Japonii. Mamy nadzieję, że to już koniec problemów i z całą pewnością zagramy w Paryżu. (karpeek)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com.
Fot. © BadmintonPhoto.com.



JUNIORZY I MŁODZICY WE WRZEŚNIU. 16.08. W dniach 11-12 września w Szkole Podstawowej nr 22 w Płocku rozegrany zostanie Zwykły Turniej Juniorów i Zwykły Turniej Młodzików. Imprezę współorganizuje Uczniowski Klub Sportowy "70" Płock oraz Stowarzyszenie Ogólnopolski Okręg Badmintona w Płocku. Zgłoszenia do turnieju należy nadsyłać do 6 września wyłącznie na adres wiesiek.chrobot@orlenpolishopen.pl.
(karpeek)
Fot. © Janusz Rudziński



JAN O. OD SIERPNIA NA ŻYWO. 13.08. Młody as duńskiego badmintona Jan O. Jorgensen uruchomił własną stronę internetową. Fanów skandynawskiego singlisty z pewnością ucieszy fakt, że witryna prowadzona jest w całości w języku angielskim. Jest bardzo przejrzysta i znajduje się na niej wszystko to, co powinno figurować na szanującej się stronie porządnego sportowca.
Otrzymujemy więc do wglądu najświeższe newsy, biografię (w której zawodnik porównywany jest do diamentu: najpierw ukrytego, potem gotowego do oszlifowania... napięcie rośnie z każdym akapitem, ale już nic więcej nie zdradzimy, by nie psuć zainteresowanym przyjemności czytania) oraz kalendarz imprez badmintonisty (uprzedzamy, że chodzi wyłącznie o imprezy sportowe). Możemy ponadto rzucić okiem na migawki z turniejowego życia zawodnika (w galerii znalazły się nawet zdjęcia ze znanych nam dobrze Drużynowych Mistrzostw Europy 2010) oraz fotki z sesji zdjęciowej, którą Jan zamierzał pewnie przebić krwawą sesję Nathana Robertsona dla TimesOnline (o której wspominaliśmy w marcu w notce "WYSTROJENI W PIÓRKA"). Mianowicie Duńczyk na jednej z fotografii z pełnym opanowaniem odbija lotkę płonącą rakietą.
Kolekcję materiałów na stronie Jorgensena zamyka zestaw klipów wideo. Co ciekawe, jeden z nich stanowi ukłon w stronę naszych rodaków. Mianowicie z niewyjaśnionych przyczyn (których tak naprawdę nie mamy zamiaru zgłębiać; jest nam po prostu bardzo miło) jeden z plików wideo prezentuje trzeci, zwycięski set meczu Nadii i Zico przeciwko parze Robertson/Wallwork, rozgrywanego podczas kwietniowych indywidualnych mistrzostw Europy.
W swoim liście powitalnym Jan obiecuje, że będzie na bieżąco dodawał nowe galerie zdjęć i wieści z turniejów, zaprasza do częstych odwiedzin i dziękuje fanom za wsparcie. (karpeek)
Fot. © Paweł Staręga



ROZGNIEWANI DEBLOWI RYWALE POLAKÓW. Dżakarta. 11.08. Jak donosi "Jakarta Globe" rozłoszczeni mistrzowie olimpijscy Markis Kido i Hendra Setiawan (fot.) rozważają bojkot indywidualnych mistrzostw świata w Paryżu.
Przypomnijmy, że do rozstawionych z numerem 2 Indonezyjczyków dolosowano w drugiej rundzie (w pierwszej obie pary mają wolne) Adama Cwalinę i Michała Łogosza.
Mistrzów z Pekinu rozwścieczyło to, że ich rodzima federacja (Indonesian Badminton Association, PBSI) nie zgłosiła topowego debla do wrześniowego turnieju China Masters Super Series. Kido zauważył w swojej środowej wypowiedzi, że w ich kontrakcie sponsorskim mistrzostwa świata nie są obligatoryjne w przeciwieństwie do China Masters.
22 grudnia ubiegłego roku informowaliśmy, że Kido i Setiawan postanowili - wzorem Taufika Hidayata - opuścić indonezyjską kadrę narodową i rozpocząć starty turniejowe na własny rachunek. (jr)
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw oraz wyniki na żywo w serwisie tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



WALKA O ZMIANY W PZBAD. Białystok. 11.08. Internetowa strona klubu Hubal Białystok pod tytułem "Czy potrzebny nam Zjazd Nadzwyczajny PZBad?" zamieszcza List otwarty do członków Zarządu i Komisji Rewizyjnej Polskiego Związku Badmintona. Czytamy:
Nie zależy nam na przewrocie w Polskim Związku Badmintona, a naszym działaniom przyświeca tylko dobro naszej organizacji. Nikt nie ma zamiaru dokonywać jakichkolwiek rozliczeń, chcemy jedynie uporządkować funkcjonowanie Związku wg standardów europejskich. Nie można dłużej podejmować mało profesjonalnych decyzji, musimy wypracować wzajemny szacunek i zaufanie. Nas nie interesuje bylejakość, podejrzliwość i szukanie wroga. Nie możemy spokojnie patrzeć w przyszłość, skoro wisi nad Związkiem gilotyna, której spustową zawleczkę trzymają amatorzy. Musimy podjąć ważne decyzje, a jeżeli one będą boleć, to miejmy nadzieję, że w krótkim czasie. Taka inicjatywa została podjęta przez większość członków Zarządu w Suwałkach 31.01.2009 r., którą zapisał Lech Szargiej.
Komisja Rewizyjna oraz członkowie Zarządu PZBad. zwracają się z uprzejmą prośbą do Pana Prezesa Michała Mirowskiego o ustosunkowanie się do następujących zagadnień związanych z pracą Polskiego Związku Badmintona
.
Dalej witryna klubu udostępnia pakiet materiałów dotyczący sporów wewnątrz Polskiego Związku Badmintona.
22-stronicowy plik w formacie Word zawiera - jak czytamy we wprowadzeniu - dokumenty, które stały się przyczynkiem do zdecydowanego działania do zmian w Polskim Związku Badmintona.
Materiał zawiera wiele ostrych polemik, wniosków, różne dane finansowe. Niektóre podane fakty mają już raczej tylko znaczenie historyczne, np. z inicjatywy Lecha Szargieja doszło do publicznego pojednania Bogdana Włostowskiego i Wiesława Chrobota (za niefortunne wymiany zdań w sprawie grudniowej sesji kalendarzowej i zniesławienia tego drugiego).
Przypomina się dyskusję o tąpnięciu w Związku i sparaliżowaniu pracy, w tym wstrzymanie finansowania ze strony Ministerstwa. Stwierdzono, że od 2 lat nic nie zrobiono z powodu braku pieniędzy. Andrzej Szalewicz, cytat: "Przypomniał, że winę za zadłużenie ponosi nie tylko główna księgowa, ale i inne osoby, które w ten proceder zostały włączone, dlatego przez dłuższy czas rzecz nie została ujawniona".
Jest mowa o poszczególnych gremiach PZBad oraz takich podmiotach jak Fundacja Badmintona. Tekst jest naszpikowany nazwiskami ludzi polskiego badmintona: decydentów (z prezesem Michałem Mirowskim na czele) i pracowników PZBad, trenerów, zawodników. Przykładowy fragment wniosków: Odwołać z funkcji trenera kadry narodowej juniorów Panią Klaudię Majorową za złe przygotowanie Polaków do Międzynarodowych Mistrzostw Polski Juniorów - badmintoniści byli zamęczeni, a sama pani trener nie mobilizowała ich do jak najlepszych wyników oraz za brak umiejętności pracy z tą grupą wiekową - zła selekcja, poniżanie zawodników, oszukiwanie zawodników).
Końcowe fragmenty były już publikowane na stronie Hubala. O niektórych kwestiach przewijających się w tym materiale pisaliśmy w naszym serwisie kilkakrotnie, ostatnio w wiadomościach "SIEDEM DARÓW PZBAD" (9.08.2010), "UCHWAŁ JEGO CZTERDZIEŚCI I CZTERY... (KU NADZWYCZAJNEMU ZJAZDOWI PZBAD)" (6.08), "CZY PREZESOWI MIROWSKIEMU UDAŁO SIĘ STORPEDOWAĆ ZJAZD NADZWYCZAJNY?" (15.07.2010).
Dołączamy wyżej archiwalne zdjęcie. Od lewej: Wiesław Chrobot, ówczesny kierownik Ośrodka PZBad, członek zarządu PZBad, Michał Mirowski, prezes PZBad, Lech Szargiej, prezes Hubala Białystok, członek zarządu PZBad. (jr)
Fot. © Janusz Rudziński



NOWA WIZYTÓWKA BWF PRZED MISTRZOSTWAMI. 11.08. Światowa Federacja Badmintona (Badminton World Federation, BWF) zmieniła swoją stronę internetową. Nastąpiło to na niecałe dwa tygodnie przed rozpoczęciem głównej imprezy firmowanej przez BWF w tym roku, czyli indwidualnych mistrzostw świata w Paryżu.
Odmieniona strona znaduje się pod nowym adresem - ze starego adresu następuje automatyczne przekierowanie.
BWF nie miała szczęścia do swoich serwisów internetowych. Bywały niejedokrotnie krytykowane za zbyt ubogą lub nieaktualną zawartość merytoryczną oraz wady techniczne, a także kwestie finansowe (zawyżone koszty). Obecna, nowa strona sprawia dużo lepsze wrażenie od swoich poprzedniczek. Z czasem przekonamy się w praktyce o jej prawdziwej wartości. (jr)
Źródło ilustracji: internetowy serwis BWF.


CBSL - REAKTYWACJA. 10.08. W niedzielę 8 sierpnia zakończyły się rozgrywki reaktywowanej w tym roku chińskiej superligi (Chinese Badminton Super League - CBSL). Rozpoczęciu w drugiej połowie maja spotkań superligi (o której pisaliśmy w notce "ZWIĄZEK POZWOLI?" z 27 stycznia) towarzyszyły duże emocje. Liga wystartowała w 1999 roku, lecz z powodów finansowych po trzech latach przerwano rozgrywki. Tymczasem krajowa federacja, zatroszczywszy się wcześniej o odpowiednio ogromne środki, postanowiła przywrócić ligę w celu popularyzowania dyscypliny i rozwoju marketingu. Do rozgrywek zgłoszono 8 zespołów, wyładowanych największymi gwiazdami chińskiego badmintona. Emocje towarzyszące odrodzeniu ligi wiązały się przede wszystkim z obawą, że uczestnictwo w meczach ligowych może kolidować z udziałem najważniejszych zawodników w różnego rodzaju rozgrywkach międzynarodowych. Spore obawy budził bardzo krótki okres zaledwie 10 dni między ostatnim dniem rozgrywek superligi, a Mistrzostwami Świata we Francji.
Już na początku rozgrywek trener kadry Li Yongbo (fot. wyżej) zdradził na łamach China Daily, że odbywanie częstych lotów w związku ze zobowiązaniami wobec klubów i kadry narodowej skutkować będzie wyczerpaniem energii i siły zawodników. Jego słowa okazały się prorocze już na początku rozgrywek, kiedy to czołowi badmintoniści musieli stawać na głowie, by zagrać dobry mecz, po tym jak wrócili wykończeni powrotem ze spotkań Pucharu Thomasa i Uber. Zawodnicy nie byli w stanie ukryć zmęczenia. Fu Haifeng zdradził, że raczej niemożliwe będzie poświęcenie lidze całej swojej energii. Podobnie jak on, Du Jing (na fot. na 1. planie) podkreślała duże znaczenie, jakie dla zawodników mają jednak przygotowania do najważniejszych rozgrywek międzynarodowych. Zawodniczka podsumowała, że jedyne, co mogą zrobić, to po prostu przyzwyczaić się do tempa częstych podróży.
Tymczasem obecność w lidze mnóstwa wielkich nazwisk nie oznaczała automatycznie rozgrywek na najwyższym poziomie. Oprócz wyżej wymienionych powodów, na przeszkodzie stawał choćby fakt, że chińscy debliści zostali rozrzuceni po różnych klubach i zmuszeni byli grać z nowymi partnerami. Zawodnicy, którzy na papierze powinni byli rozgrywać świetne mecze, nie spełniali pokładanych w nich oczekiwań. Najlepsza w tej chwili singlistka świata Wang Yihan, reprezentująca Szanghaj, przegrała na początku rozgrywek z dawną reprezentanką Chin w kategorii juniorek, Li Wen. Tymczasem grający dla Hunan Zheng Bo (fot.) rozgrywał doskonałe pojedynki, gdyż został wcześniej zwolniony z obowiązków wobec kadry narodowej (pisaliśmy o tym w notce "PODZIĘKOWALI ZHENGOWI BO..." z 15 kwietnia).
Finały ligi rozgrywano w dwóch turach. W walce o pierwsze miejsce uczestniczyły wymienione wcześniej ekipy z Qingdao i Hunan. W pierwszym rzucie Qingdao zwyciężyło 3:2, by w drugim przypieczętować sukces wynikiem 3:1. Trzecie miejsce w lidze zajął team o nazwie Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza, prowadzony przez Lin Dana. O utrzymanie w superlidze walczyć będzie ekipa z Szanghaju, która przegrała wszystkie z 18 ligowych spotkań.(karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com



SIEDEM DARÓW PZBAD. 9.08. Na internetowej stronie Polskiego Związku Badmintona pojawiła się siedmiopunktowa informacja zatytułowana "Z prac Zarządu PZBad".
Dotyczy ona zebrania zarządu Polskiego Związku Badmintona odbytego 10 lipca 2010.
1. Zarząd oddalił wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów ze względu na brak wymaganej ilości 1/3 wszystkich członków zwyczajnych.
2. Na mocy uchwały Zarządu poszerzono skład Prezydium Zarządu o dwóch wiceprezesów: Dariusza Broja i Krzysztofa Ostrowskiego (trwają prace proceduralne), a także przyjęto pakiet Regulaminów (trenerów, sędziów i weteranów) zgłoszony 29 czerwca 2010 roku.
3. Przyjęto informację o rozliczeniu Drużynowych Mistrzostw Europy, które na początku roku zorganizowano w Warszawie.
4. Zapoznano się ze wstępną propozycją umowy sponsorskiej z firmą Yonex na sezon 2010/2011. Ostateczny tekst zostanie zredagowany po konsultacjach.
5. Organizatorem Turnieju Nadziei Olimpijskich 2010 i międzynarodowych mistrzostw Polski juniorów (styczeń 2011) będzie MOSiR Kędzierzyn-Koźle, a otwartych mistrzostw Polski w 2011 r. - KS Białystok. Natomiast indywidualne mistrzostwa Polski młodzików - Opolski Okręgowy Związek Badmintona.
6. Pełnomocnik Zarządu ds. finansowych Małgorzata Serednicka-Wiśniewska przedstawiła Zarządowi półroczny bilans PZBad wraz z rachunkiem wyników (stan na 30.06. 2010). Z dokumentacji wynika, że PZBad odzyskał płynność finansową. Wszystkie zobowiązania dotyczące środków budżetowych za 2009 rok zostały uregulowane a zobowiązania bieżące, dotyczące umowy 2010 z Ministerstwem Sportu są regulowane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Należy podkreślić, że wszystkie zaległe wierzytelności zostały spłacone z dochodów własnych. Od stycznia 2010 została uregulowana kwota zadłużenia w wysokości 272.331,68 zł. Obecnie w PZBad dokumentacja księgowa jest do dyspozycji Zarządu i Komisji Rewizyjnej, a na każde posiedzenie Zarządu przygotowywany jest bieżący raport finansowy.
7. Zarząd PZBad zatwierdził skład reprezentacji na mistrzostwa świata w Paryżu.
O sprawie Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Delegatów pisaliśmy w naszym serwisie ostatnio w wiadomościach "UCHWAŁ JEGO CZTERDZIEŚCI I CZTERY... (KU NADZWYCZAJNEMU ZJAZDOWI PZBAD)" (6.08.2010) i "CZY PREZESOWI MIROWSKIEMU UDAŁO SIĘ STORPEDOWAĆ ZJAZD NADZWYCZAJNY?" (15.07.2010). W tej ostatniej także o powołaniu nadliczbowych wiceprezesów. (jr)
Fot. © Katarzyna Karpińska



LOS POLAKÓW. Kuala Lumpur. 9.08. W hotelu Park Royal przeprowadzono losowanie indywidualnych mistrzostw świata. Największe szanse na jego pomyślny przebieg spośród reprezentantów Polski mieli rozstawieni z numerem 3 Robert Mateusiak i Nadia Zięba (fot.). W istocie nie mają oni w pierwszych rundach na swojej drodze topowych par światowej czołówki.
W pierwszej rundzie Zico i Nadia mają wolny los. W drugiej zagrają z Chayutem Triyachartem i Yao Lei z Singapuru, będąc zdecydowanymi faworytami. Teoretycznymi przeciwnikami Polaków w 1/8 finału są Diju Valiyaveetil i Jwala Gutta. Hindusi mieli być pierwotnie rozstawieni z numerem 6, ale Światowa Federacja Badmintona (Badminton World Federation, BWF) później "majstrowała" co nieco przy rozstawieniach, przeliczając rankingi pauzujących (stąd Chińczycy Zheng Bo i Ma Jin - zob. niżej "PRZYCZAJONY CHIŃSKI SMOK", 6.08 - dostali ostatecznie numer 8) i para z Indii wylądowała na dziewiątej pozycji.
Diju i Jwala (fot.) nie są jednak dogodnymi rywalami dla Biało-Czerwonych, którzy mają z nimi przykre doświadczenia. Przegrywali z Hindusami na najważniejszych zawodach. Rok temu, na poprzednich mistrzostwach świata, Mateusiak i Zięba (wówczas nosząca nazwisko panieńskie Kostiuczyk) ponieśli dwusetową porażkę, ale wydawało się, że przeciwników mógł uskrzydlić fakt gry na własnym terenie. Tymczasem w grudniu ubiegłego roku podczas finałów masters Super Series w Malezji Polacy wygrywali wszystko w grupie eliminacyjnej, by w półfinale znowu polec (także w dwóch setach) z Valiyaveetilem i Guttą.
Trudno powiedzieć, w jakiej formie są obecnie Hindusi. Wiadomo jedynie, że Gutta jest na zakręcie życiowym: chce rozwieść się ze znanym singlistą indyjskim - Chetanem Anandem. Tak czy inaczej Hindusi mogą nie dotrzeć do 1/8 finału, ponieważ już w pierwszej rundzie trafią na angielski duet Chris Adcock/ Gabrielle White. A dużo niżej od Hindusów notowani Wyspiarze potrafią z nimi wygrywać, choć ostatnim razem przegrali w trzech setach.
Zakładając, że Polacy awansują do 1/4 finału, można tam spodziewać się ich rywali w osobach rozstawionych z numerem 5 Duńczyków (Joachim Fischer Nielsen/ Christinna Pedersen) lub Koreańczyków (Ko Sung Hyun/ Ha Jung Eun, nr 12). Te pary to bardzo groźni rywale (np. Duńczycy są brązowymi medalistami poprzednich mistrzostw świata), ale Polacy pokonali obie bez straty seta we wspomnianych wcześniej rozgrywkach grupowych masters superserii.
W górnej połówce drabinki znajdują się jeszcze takie firmy jak Nova Widianto/ Liliyana Natsir (fot., Indonezja, 1), Zheng Bo/ Ma Jin (ChRL, 8), Sudket Prapakamol/ Saralee Thoungthongkam (Tajlandia, 14), Chen Hung Ling/ Chia Chi Chou (Tajpej, 11). Być może z Indonezyjczykami lub Chińczykami przyszłoby rywalizować Polakom, gdyby dotarli do półfinału. Natomiast dolna półówka drabinki błyszczy takimi gwiazdami jak rozstawieni z numerem 2 mistrzowie świata Thomas Laybourn i Kamilla Ryter Juhl (Dania), aktualni mistrzowie olimpijscy Lee Yong Dae/ Lee Hyo Jung (Korea, 7), brązowi medaliści olimpijscy He Hanbin/ Yu Yang (ChRL, 6), świeżo upieczeni zwycięzcy otwartych mistrzostw Tajpeju Hendra Aprida Gunawan/ Vita Marissa (Indonezja, 4), Tao Jiaming/ Zhang Yawen (ChRL, 10).
Na aktualnych mistrzów świata trafiają w swoim pierwszym spotkaniu Wojciech Szkudlarczyk i Agnieszka Wojtkowska. Będzie to mecz drugiej rundy, ponieważ w pierwszej obie pary mają wolny los.
Przemek Wacha (fot.) nie był rozstawiony i trafił w pierwszej rundzie na Simona Santoso (Indonezja, 8) i nie jest to dobra wiadomość. Indonezyczyk jest w dobrej dyspozycji. Wygrał właśnie otwarte mistrzostwa Tajpeju. Wprawdzie Wacha kiedyś pokonał Santoso, ale było to bardzo dawno temu.
Także już w pierwszej rundzie rozstawione przeciwniczki czekają na Natalię Pocztowiak i Agnieszkę Wojtkowska. To Shizuka Matsuo i Mami Naito (Japonia, 15).
Adam Cwalina i Michał Łogosz "wylosowali" niejako analogicznie jak Szkudlarczyk i Wojtkowska, tzn. trafili (w drugiej rundzie; w pierwszej mają wolny los) na turniejową "dwójkę" w osobach aktualnych mistrzów olimpijskich, Indonezyjczyków, Markisa Kido i Hendry Setiawana.
Polacy nie osiągnęli do tej pory spektakularnych sukcesów w indywidualnych mistrzostwach świata. Najdalej dotarli Mateusiak i Zięba (Kostiuczyk) trzy lata temu - do ćwierćfinału. Wydaje się, że obecnie tylko oni mogą się pokusić o powtórzenie lub poprawienie tego rekordu. (jr) YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com, Marcin Wisiorowski.



ZŁOTO LECZY RANY. Xinzhuang (Hsinchuang). 8.08. Ponadnormatywną - jak na turniej Grand Prix Gold - pulę nagród - 200 tys. dolarów - zdobyli Tajwańczycy na swoje otwarte mistrzostwa. Mimo to do zawodów nie zgłosiła się wielka liczba gwiazd. Powody były różne, np. Chińczycy kończyli w tym czasie swoje drużynowe mistrzostwa (co zresztą wcale nie znaczy, że w innym przypadku wystartowaliby). Na Tajwan nie pofatygowali się ani w większej liczbie, ani w jakościowo silnym składzie Europejczycy (o Polakach nawet nie wspominając) i odpadli od razu.
Silne składy wystawili oczywiście gospodarze, a także Koreańczycy i Indonezyjczycy, w nieco mniejszym stopniu Malezyjczycy.
Faworytem gry pojedynczej mężczyzn był jednak Wietnamczyk, obrońca tytułu, rozstawiony z numerem 1 Nguyen Tien Minh. Nie dał on rady w półfinale Indonezyjczykowi Simonowi Santoso, który nazajutrz łatwo pokonał Koreańczyka Shona Wan Ho.
Obrona tytułu powiodła się za to reprezentantce gospodarzy, Cheng Shao Chieh, która - mimo że przegrywała w trzecim secie 13:17 - kulejąc pokonała Koreankę Bae Seung Hee i w nagrodę za zwycięstwo w mistrzostwach dwa razy z rzędu, otrzymała złotą rakietę Yonex (z radości natychmiast przestała utykać).
Finał gry mieszanej był rewanżem za zeszłotygodniowy mecz o złoto w Kumpoo Macau Open. Wtedy Tontowi Ahmad i Liliyana Natsir pokonali w dwóch setach Hendrę Gunawana (fot. wyżej) i Vitę Marissę (wszyscy Indonezja). Tym razem mecz nie układał się szczęśliwie dla zwycięzców z Makau. Wprawdzie Ahmad i Natsir prowadzili w 1. partii 17:14, ale nie wykorzystali lotki setowej i przegrali. W drugiej odsłonie rozbili rodaków i w decydującym, trzecim secie prowadzili 14:6, by wszystko roztrwonić i przegrać 20:22.
Koreańczycy Jung Jae Sung i Lee Yong Dae (fot.) zrehabilitowali się za kompletnie nieudany start w Makau i tym razem wygrali wszystko. W finale pokonali gładko swoich rodaków - Cho Gun Woo/ Kwon Yi Goo. Jednak istotniejsze i trudniejsze było półfinałowe zwycięstwo w trzech setach nad liderami rankingu światowego, malezyjskim duetem Koo Kien Keat/ Tan Boon Heong.
Finał debla kobiet był wewnętrzną sprawą Koreanek. Dla tryumfatorek, Kim Min Jung/ Lee Hyo Jung, kluczowe było jednak naprawdę zwycięstwo w ponadgodzinnym półfinale przeciwko rozstawionym z numerem 2 faworytkom gospodarzy, Cheng Wen Hsing i Chien Yu Chin. Tajwanki nie wykorzystały w trzecim secie prowadzenia 20:16, zmarnowały pięć meczboli i przegrały 23:25.
Wyniki finałów (8.08)
Singel mężczyzn
Simon SANTOSO (Indonezja, 3) - SHON Wan Ho (Korea) 21:14 21:11 (0:39).
Singel kobiet
CHENG Shao Chieh (Tajpej) - BAE Seung Hee (Korea, 3) 21:11 24:26 21:17 (1:18).
Debel mężczyzn
JUNG Jae Sung/ LEE Yong Dae (Korea, 3) - CHO Gun Woo/ KWON Yi Goo (Korea, 6) 21:10 21:16 (0:27), KO Sung Hyun/ YOO Yeon Seong (Korea) - Alvent YULIANTO CHANDRA/ Hendra Aprida GUNAWAN (Indonezja, 3) 21:17 21:15 (0:32).
Debel kobiet
KIM Min Jung/ LEE Hyo Jung (Korea) - LEE Kyung Won/ YOO Hyun Young (Korea) 21:14 22:20 (0:35).
Mikst
Hendra Aprida GUNAWAN/ Vita MARISSA (Indonezja, 1) - Tontowi AHMAD/ Liliyana NATSIR (Indonezja, 5) 22:20 14:21 22:20 (0:57).
YONEX Chinese Taipei Open, 3-8 sierpnia 2010, Xinzhuang (Tajpej). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 200 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



UCHWAŁ JEGO CZTERDZIEŚCI I CZTERY... (KU NADZWYCZAJNEMU ZJAZDOWI PZBAD). 6.08. Z internetowej strony czołowego polskiego klubu Hubal Białystok można się dowiedzieć o dalszych działaniach w sprawie niedoszłego (na razie) nadzwyczajnego krajowego zjazdu delegatów Polskiego Związku Badmintona.
Przypomnijmy, że o sprawie tej pisaliśmy w naszym serwisie już parokrotnie, ostatnio w wiadomości "CZY PREZESOWI MIROWSKIEMU UDAŁO SIĘ STORPEDOWAĆ ZJAZD NADZWYCZAJNY?" (zob. niżej - 15.07.2010).
W notce zatytułowanej "Co dalej ze Zjazdem PZBad?" czytamy, że Grupa Inicjatywna Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Badmintona postanowiła wynająć Kancelarię Adwokacką Broniszewski i Granecki (adwokat Iwona Jarosz, ul. Mokotowska 15A lok. 16, 00-640 Warszawa) na swój własny koszt (kluby i inne stowarzyszenia sportowe jako członkowie zwyczajni PZBad. nic nie płacą).
Serwis internetowy Hubala informuje, że owa kancelaria, mając dotychczas upoważnienie tylko Hubala, złożyła w PZBad. 44 uchwały (34 były nie kwestionowane przez Prezesa i 10 nowych).
Autor notki wzywa - jak się domyślamy: innych członków zwyczajnych PZBad - do przesyłania do Kancelarii swoich pełnomocnictw (druk można pobrać na stronie Hubala) i prosi o potwierdzenie faktu wysłania pełnomocnictwa pod adresem mejlowym: zs6@um.bialystok.pl. (jr)
Fot. © Katarzyna Karpińska



PRZYCZAJONY CHIŃSKI SMOK. 6.08. Światowa Federacja Badmintona (Badminton World Federation, BWF) ogłosiła listy zawodników rozstawionych na nadchodzących mistrzostwach świata we Francji. Od dawna było oczywiste, że spośród reprezentantów Polski rozstawieni bedą wyłącznie miksiści, zajmujący trzecie miejsce w rankingu światowym (zob. niżej "RANKING ŚWIATOWY", 5.08) Robert Mateusiak i Nadia Zięba. Zostali oni rozstawieni z numerem 3/4, podczas gdy numer 1 przypisano Indonezyjczykom (Nova Widianto/ Liliyana Natsir), a numer 2 - Duńczykom (Thomas Laybourn/ Kamilla Rytter Juhl).
Tak wysokie rozstawienie nie zapewnia jednak pełnego komfortu Polakom. Wiedzą, że wśród nierozstawionych par czają się Zheng Bo i Ma Jin, znakomici Chińczycy którzy zajmują dopiero 35. miejsce na liście światowej. Daleka pozycja nie wynika raczej ze słabości tego duetu, lecz z faktu, że Zheng (fot.) był przez dłuższy czas dyscyplinarnie odsunięty przez kierownictwo reprezentacji i nie startował (zob. w naszym archiwum wiadomości "PODZIĘKOWALI ZHENGOWI BO...", 15.04.2010). Teraz otrzymał szansę rehabilitacji pod warunkiem dobrego występu w Paryżu.
Oprócz Mateusiaka i Zięby ostateczną kwalifikację do mistrzostw świata otrzymali następujący polscy zawodnicy: Przemysław Wacha, deble Adam Cwalina/ Michał Łogosz i Natalia Pocztowiak/ Agnieszka Wojtkowska oraz mikst Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska.
YONEX BWF World Championships, 23-29 sierpnia 2010, Paryż (Francja). Turniej kategorii BWF Events. Strona mistrzostw. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



RANKING ŚWIATOWY. 5.08. Najnowsze wydanie rankingu Badminton World Federation nie przynosi rewolucyjnych zmian, zwłaszcza w odniesieniu do pozycji Polaków. Ma jednak specjalne znaczenie z uwagi na fakt, że właśnie według tej listy rozstawia się uczestników zbliżających się indywidualnych mistrzostw świata w Paryżu.
Singel mężczyzn Singel kobiet Debel mężczyzn Debel kobiet Mikst

1. LEE Chong Wei
(Malezja)

1. WANG Yihan
(ChRL)

1. KOO Kien Keat
TAN Boon Heong (Malezja)

1. MA Jin
WANG Xiaoli
(ChRL)

1. Nova WIDIANTO
Liliyana NATSIR
(Indonezja)

2. Peter Hoeg GADE
(Dania)

2. Saina NEHWAL
(Indie)

2. Markis KIDO
Hendra SETIAWAN
(Indonezja)

2. DU Jing
YU Yang
(ChRL)

2. Thomas LAYBOURN
Kamilla RYTTER JUHL
(Dania)

3. LIN Dan
(ChRL)

3. WANG Xin
(ChRL)

3. Mathias BOE
Carsten MOGENSEN
(Dania)

3. CHENG Wen Hsing
CHIEN Yu Chin (Tajpej)

3. Robert MATEUSIAK
Nadieżda ZIĘBA
(Polska)

4. CHEN Jin
(ChRL)

4. Tine BAUN
(Dania)

4. GUO Zhendong
XU Chen
(ChRL)

4. ZHAO Yunlei
CHENG Shu
(ChRL)

4. Hendra Aprida GUNAWAN
Vita MARISSA
(Indonezja)

5. Taufik HIDAYAT
(Indonezja)

5. PI Hongyan
(Francja)

5. FANG Chieh Min
LEE Sheng Mu
(Tajpej)

5. Miyuki MAEDA
Satoko SUETSUNA
(Japonia)

5. LEE Yong Dae
LEE Hyo Jung
(Korea)

38. Przemysław WACHA

71. Olga KONON

60. Adam CWALINA
Michał ŁOGOSZ

92. Małgorzata KURDELSKA
Agnieszka WOJTKOWSKA

42. Wojciech SZKUDLARCZYK
Agnieszka WOJTKOWSKA

244. Michał ROGALSKI

96. WANG Linling

79. Adam CWALINA
Wojciech SZKUDLARCZYK

104. Natalia POCZTOWIAK
Agnieszka WOJTKOWSKA

45. Adam CWALINA
Małgorzata KURDELSKA

319. Hubert PĄCZEK

182. Anna NAREL

96. Michał ŁOGOSZ
Robert MATEUSIAK

192. Natalia POCZTOWIAK
WANG Linling

127. Łukasz MOREŃ
Natalia POCZTOWIAK

455. Wojciech POSZELĘŻNY

248. Natalia POCZTOWIAK

229. Łukasz MOREŃ
Michał ROGALSKI

231. Monika BIEŃKOWSKA
Angelika WĘGRZYN

189. Michał ŁOGOSZ
Olga KONON

518. Adrian DZIÓŁKO

382. Aleksandra WALASZEK

232. Michał ŁOGOSZ
Łukasz MOREŃ

571. Maciej KOWALIK

415. Angelika WĘGRZYN

587. Rafał HAWEL

513. Małgorzata KURDELSKA

655. Patryk SZYMONIAK

680. Przemysław URBAN

724. Dariusz ZIĘBA

763. Łukasz BARSZCZEWSKI
(jr)



KABARETOWY NUMER Z RAKIETKAMI DO BADMINTONA. 4.08. - Widziałem w Sejmie wiele numerów kabaretowych - opowiada "Polityce" rolnik z kolonii Mrozik Janusz Rewiński. - Na przykład wychodzi poseł na mównicę i zabiera głos w sprawie ustawy o obrocie gospodarczym. Wnioskuje, żeby zwolnić z cła wywozowego rakietki do badmintona z rączką drewnianą obłożoną skórą. Zaczynałem to wszystko rozumieć. W okręgu wyborczym posła jest zapewne facet, który ma fabrykę takich rakietek i opłacił wcześniej tego posła. Być może, jeśli uda mu się coś załatwić, to dostanie jeszcze premię. - domyśla się Rewiński.
W środę ukazał się tygodnik "Polityka" (datowany na 7.08.2010), w którym Rewiński, przedstawiony jako rolnik, były poseł, były aktor i były satyryk, między innymi opisuje - na podstawie swoich osobistych doświadczeń - kulisy kabaretu i polityki.
Wątek sejmowy odnosi się do okresu 1991-93 kiedy Rewiński był posłem. Do parlamentu dostał się z listy Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, którą założył. (jr)


DZIENNIKARZ WYSOKICH LOTÓW BOLEŚNIE SPROWADZONY NA ZIEMIĘ. 4.08. Felietonista Tim Dowling, na co dzień piszący dla brytyjskiego Guardiana, przekonał się niedawno, z nielichą pomocą topowej angielskiej miksistki Jenny Wallwork, że czas zejść na ziemię, jeśli nie wręcz się pod nią zapaść, po tym jak postanowił pograć sobie z Jenny w badmintona, a swoje wrażenia opisać w nieustannie bujającym w obłokach magazynie High Life, wydawanym przez linie lotnicze British Airways, którego internetowe wydanie znajduje się tutaj.
Brytyjski dziennikarz, który bez skrępowania nazwałby pewnie sam siebie niedzielnym kometkowiczem, przyznając że badminton jawił mu się dotąd jedynie jako sport uprawiany na świeżym powietrzu na możliwie jak najrówniejszym kawałku trawy w okolicy, przeżył pierwszy szok, jeszcze zanim chwycił w dłoń rakietę.
Dowling wyznał szczerze, że nigdy nie przypuszczał, iż istnieje coś takiego jak obuwie do gry w badmintona, ale w ośrodku w Milton Keynes nikt by go bez niego nie wpuścił na kort. Na szczęście zawodnicy mieli jakieś buty w jego rozmiarze. Zdaniem publicysty wyglądały one jak zwykłe adidasy. Ale co ja tam wiem... - podsumował.
Relacja dziennikarza jest przepełniona dowcipnymi i trafnymi spostrzeżeniami; częstokroć nie zostawia suchej nitki na samym autorze tekstu, który szybko uświadamia sobie, że proponując Wallwork wspólne odbijanie, porwał się z motyką na słońce. [Jenny] pokazuje mi prawidłowy chwyt (...) i jak się trzyma lotkę przed uderzeniem. To prawdziwe pióra! - zauważam. Swój pierwszy serw wykonuję wysoko nad siatką. Lotka wraca w moją stronę tą samą trajektorią. Wbiegam pod nią, unoszę rakietę i wykonuję potężny zamach zza głowy. Lotka ląduje za moimi plecami. Stwierdzam, że dziś niespecjalnie zależy mi na wyniku.
Kiedy dziennikarzowi udaje się w końcu wyczuć nietypowy tor lotu lotki, gania po całym korcie, lecz ani razu nie udaje mu się przerzucić Wallwork. Ona w ogóle nie musi się ruszać! Jeśli mamy tak grać, dopóki ktoś nie zemdleje, tą osobą z pewnością będę ja.
Z każdą kolejną minutą dochodzi do Dowlinga, że badmintonista z niego taki jak trąba z pewnej część ciała pewnego ssaka z rodziny krętorogich. Determinacja mizernieje tak szybko jak moja wydolność. Mój talent gdzieś przepadł. Cóż, okazuje się więc, że nigdy nie jest za późno, by odkryć coś nowego, w czym jest się po prostu kiepskim. Dołączają do nas dwaj zawodnicy i Jenny staje po mojej stronie siatki. Lotka przelatuje w tę i z powrotem, zatrzymując się tylko wtedy, gdy znajdzie się na mojej drodze, a ja w nią nie trafiam. Kiedy tylko uda mi się ją przebić na drugą stronę, wszyscy wołają "Świetna robota!", lecz po trzydziestu minutach zaczynam odczuwać, że tylko przeszkadzam ludziom w pracy.
Aby dowiedzieć się, jak Tim Dowling ostatecznie podsumował na łamach latającego w przestworzach High Life swój bolesny upadek, polecamy pełną wersję felietonu w języku angielskim.(karpeek)
Fot. © Paweł Staręga



LEE NIE GRA Z LEE. Makau. 1.08. Hitem finałów otwartych mistrzostwach Makau miał być zaplanowany jako ostatni pojedynek Malezyjczyka Lee Chong Wei z Koreańczykiem Lee Hyun Ilem. Jakże wielki był zawód publiczności, gdy okazało się, że numer 1 rankingu światowego zwyciężył bez gry. 30-letni Koreańczyk nie przystąpił do pojedynku z powodu kontuzji stawu skokowego. Ostatecznie Lee Chong Wei, by pocieszyć kibiców, zagrał w trybuny lotkami na pamiątkę.
W rozegranych wcześniej finałach tytuły przypadły Chinom (Li Xuerui, fot.), Korei (Ko Sung Hyun i Yoo Yeon Seong), Tajpejowi (Cheng Wen Hsing i Chien Yu Chin) oraz Indonezji (Tontowi Ahmad i Liliyana Natsir).
Wydarzeniem turnieju miał być powrót na światowe areny po przerwie spowodowanej kontuzją jednej z największych gwiazd gier podwójnych, Koreańczyka Lee Yong Dae. Jednak wszystko spaliło na panewce już w pierwszym dniu turnieju głównego. Rozstawieni z numerem 2 w mikście Koreańczycy od razu skreczowali, a w deblu Lee i Jung Jae Sung (numer 4) przegrali już w pierwszej rundzie z Japończykami, Hiroyukim Endo i Kenichim Hayakawą 15:21 21:14 16:21.
Wyniki finałów (1.08)
Singel mężczyzn
LEE Chong Wei (Malezja, 1) - LEE Hyun Il (Korea), bez gry.
Singel kobiet
LI Xuerui (ChRL) - Adriyanti FIRDASARI (Indonezja) 21:18 21:15 (0:33).
Debel mężczyzn
KO Sung Hyun/ YOO Yeon Seong (Korea) - Alvent YULIANTO CHANDRA/ Hendra Aprida GUNAWAN (Indonezja, 3) 21:17 21:15 (0:32).
Debel kobiet
CHENG Wen Hsing/ CHIEN Yu Chin (Tajpej, 3) - Meiliana JAUHARI/ Greysia POLII (Indonezja, 5) 16:21 21:18 21:16 (0:51).
Mikst
Tontowi AHMAD/ Liliyana NATSIR (Indonezja, 6) - Hendra Aprida GUNAWAN/ Vita MARISSA (Indonezja, 1) 21:14 21:18 (0:29).
KUMPOO Macau Open, 27 lipca - 1 sierpnia 2010, Makau, Taipa (Makau). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



UDANE REWANŻE ZA IGRZYSKA W... ATENACH. Makau. 31.07. Tajlandczyk Boonsak Ponsana szedł jak burza w otwartych mistrzostwach Makau. W ćwierćfinale pokonał Indonezyjczyka Sony'ego Dwi Kuncoro (25:23 w trzecim secie!!). Sponsorem tytularnym tego wielkiego turnieju Grand Prix Gold jest Kumpoo, którego główna gwiazda to właśnie Ponsana.
Dalszą część tego wymarzonego dla sponsora scenariusza zakłócił w półfinale Koreańczyk Lee Hyun Il (fot.). Pokonał Tajlandczyka w dwóch setach i awansował do finału, gdzie spotka się z głównym faworytem, numerem 1 rankingu BWF, Lee Chong Wei (Malezja, 1).
Jednak pamiętajmy, że i Lee Hyun Il był niegdyś, w 2004 roku, numerem 1 rankingu światowego. I chyba Koreańczyk oddałby dzisiejszy tryumf nad Ponsaną w zamian za zwycięstwo nad Tajlandczykiem na Igrzyskach Olimpijskich w 2004 roku. Wtedy faworyzowany Lee Hyun Il niespodziewanie przegrał w drugiej rundzie z Boonsakiem. Ten ostatni był w rewelacyjnej formie, ale na własne życzenie przegrał brązowy medal w pojedynku z wyżej wymienionym Kuncoro. Tak, Ponsana na pewno również zamieniłby chętnie swoje wyniki z 2004 i 2010 roku, ale z Sony'm...
Wracając do Lee Hyun Ila, wrócił on dopiero niedawno - po namowach - do startów na arenie międzynarodowej, wspierając drużynę w Pucharze Thomasa. W Makau nie stracił do tej pory ani jednego seta, co może wzbudzić respekt u Lee Chong Wei.
Wyniki półfinałów (31.07)
Singel mężczyzn
LEE Chong Wei (Malezja, 1) - Simon SANTOSO (Indonezja, 4) 21:12 18:21 21:12 (0:58), LEE Hyun Il (Korea) - Boonsak PONSANA (Tajlandia, 5) 21:18 21:17 (0:41).
Singel kobiet
Adriyanti FIRDASARI (Indonezja) - CHENG Shao Chieh 21:14 21:11 (0:26), LI Xuerui (ChRL) - ZHOU Mi (Hongkong, 4) 21:8 19:21 21:10 (0:42).
Debel mężczyzn
KO Sung Hyun/ YOO Yeon Seong (Korea) - Markis KIDO/ Hendra SETIAWAN (Indonezja, 2) 18:21 21:18 21:11 (0:48), Alvent YULIANTO CHANDRA/ Hendra Aprida GUNAWAN (Indonezja, 3) - CHO Gun Woo/ KWON Yi Goo (Korea) 21:18 21:19 (0:41).
Debel kobiet
CHENG Wen Hsing/ CHIEN Yu Chin (Tajpej, 3) - Miyuki MAEDA/ Satoko SUETSUNA (Japonia, 1) 21:11 21:11 (0:26), Meiliana JAUHARI/ Greysia POLII (Indonezja, 5) - ZHANG Dan/ ZHANG Zhibo (Makau, 6) 17:21 21:18 21:18 (1:01).
Mikst
Hendra Aprida GUNAWAN/ Vita MARISSA (Indonezja, 1) - Sudket PRAPAKAMOL/ Saralee THOUNGTHONGKAM (Tajlandia, 8) 21:12 19:21 21:12 (0:52), Tontowi AHMAD/ Liliyana NATSIR (Indonezja, 6) - Fran Kurniawan TENG/ Pia Zebadiah BERNADET (Indonezja) 21:13 21:11 (0:21).
KUMPOO Macau Open, 27 lipca - 1 sierpnia 2010, Makau, Taipa (Makau). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



AWANS NA ŚWIECIE I UZNANIE W OJCZYŹNIE. 30.07. Najlepsza indyjska badmintonistka Saina Nehwal (fot.) nie tylko awansowała na drugie miejsce w światowym rankingu, ale i została uhonorowana nagrodą Rajiv Gandhi Khel Ratna - najważniejszym i najbardziej prestiżowym wyróżnieniem w świecie indyjskiego sportu. Specjalna komisja, będąc pod wrażeniem jej występów w ostatnim roku, zadecydowała o przyznaniu sportsmence nagrody za wybitne osiągnięcia na korcie.
Dwudziestolatka z Hajdarabadu ma za sobą fantastyczny sezon. Zwyciężając kolejno w turniejach Indonesian Open, Singapore Open i India Open Grand Prix, przeskoczyła w rankingu światowym z miejsca szóstego na trzecie, a od połowy lipca ustępuje już tylko Chince Wang Yihan.
Zawodniczka wyraziła ogromne zadowolenie z wyróżnienia, przypisując swój sukces wsparciu rodziny. Zdradziła mediom, że jest to dla niej spełnienie marzeń, które dodało jej jeszcze większej pewności siebie. Badmintonistka optymistycznie patrzy w przyszłość, wyrażając nadzieję na zwycięstwo podczas zbliżających się Mistrzostw Świata w Paryżu.
Nagrodę na ręce wybitnej indyjskiej badmintonistki złoży 29 sierpnia sam prezydent kraju. Wyróżnienie to oznacza nie tylko kolejny medal w i tak już bogatej kolekcji zawodniczki, ale i pokaźną kwotę 750 000 INR (około 50 000 PLN).(karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com



RANKING ŚWIATOWY. 29.07.
Singel mężczyzn Singel kobiet Debel mężczyzn Debel kobiet Mikst

1. LEE Chong Wei
(Malezja)

1. WANG Yihan
(ChRL)

1. KOO Kien Keat
TAN Boon Heong (Malezja)

1. MA Jin
WANG Xiaoli
(ChRL)

1. Nova WIDIANTO
Liliyana NATSIR
(Indonezja)

2. Peter Hoeg GADE
(Dania)

2. Saina NEHWAL
(Indie)

2. Markis KIDO
Hendra SETIAWAN
(Indonezja)

2. DU Jing
YU Yang
(ChRL)

2. Thomas LAYBOURN
Kamilla RYTTER JUHL
(Dania)

3. CHEN Jin
(ChRL)

3. WANG Xin
(ChRL)

3. Mathias BOE
Carsten MOGENSEN
(Dania)

3. CHENG Wen Hsing
CHIEN Yu Chin (Tajpej)

3. Robert MATEUSIAK
Nadieżda ZIĘBA
(Polska)

4. LIN Dan
(ChRL)

4. WANG Shixian
(ChRL)

4. GUO Zhendong
XU Chen
(ChRL)

4. ZHAO Yunlei
CHENG Shu
(ChRL)

4. Hendra Aprida GUNAWAN
Vita MARISSA
(Indonezja)

5. Taufik HIDAYAT
(Indonezja)

5. Tine BAUN
(Dania)

5. FANG Chieh Min
LEE Sheng Mu
(Tajpej)

5. Miyuki MAEDA
Satoko SUETSUNA
(Japonia)

5. HE Hanbin
YU Yang
(ChRL)

38. Przemysław WACHA

73. Olga KONON

61. Adam CWALINA
Michał ŁOGOSZ

94. Małgorzata KURDELSKA
Agnieszka WOJTKOWSKA

40. Wojciech SZKUDLARCZYK
Agnieszka WOJTKOWSKA

249. Michał ROGALSKI

98. WANG Linling

82. Adam CWALINA
Wojciech SZKUDLARCZYK

104. Natalia POCZTOWIAK
Agnieszka WOJTKOWSKA

46. Adam CWALINA
Małgorzata KURDELSKA

323. Hubert PĄCZEK

186. Anna NAREL

97. Michał ŁOGOSZ
Robert MATEUSIAK

198. Natalia POCZTOWIAK
WANG Linling

127. Łukasz MOREŃ
Natalia POCZTOWIAK

457. Wojciech POSZELĘŻNY

252. Natalia POCZTOWIAK

226. Łukasz MOREŃ
Michał ROGALSKI

234. Monika BIEŃKOWSKA
Angelika WĘGRZYN

192. Michał ŁOGOSZ
Olga KONON

520. Adrian DZIÓŁKO

392. Aleksandra WALASZEK

228. Michał ŁOGOSZ
Łukasz MOREŃ

572. Maciej KOWALIK

424. Angelika WĘGRZYN

588. Rafał HAWEL

525. Małgorzata KURDELSKA

662. Patryk SZYMONIAK

687. Przemysław URBAN

732. Dariusz ZIĘBA

771. Łukasz BARSZCZEWSKI
(jr)



AKCESORIA Z PRZYMRUŻENIEM OKA. 26.07. Wielbiciele badmintona, którzy identyfikują się ze swoją pasją na tyle, by nosić badmintonowe stroje i akcesoria nie tylko na korcie, mogą dzięki serwisowi Zazzle zaopatrzyć się w wybrany kometkowy gadżet. Za pośrednictwem serwisu można wybrać obraz, a następnie umieścić go dowolnie na przykład na bluzce, kubku, czapce (w wybranym przez siebie kolorze). Tym sposobem nasza kolekcja badmintonowych akcesoriów może się powiększyć nie tylko o bluzki, trampki, torby, czapki z oryginalnym nadrukiem nawiązującym do ulubionej dyscypliny, ale i o tak nietypowe produkty, jak kometkowy krawat, segregator, kalendarz, czy też o wizytówki, podkładkę pod mysz lub papeterię albo nawet ubranie dla psa-badmintonisty (fot.)! Ciekawe, czy nadruki nawiązujące do badmintona byłyby w stanie przebić popularnością noszone często na koszulkach podobizny ulubionych gwiazd? (karpeek)
Fot. © Katarzyna Karpińska



PRZYJACIEL BADMINTONA NIE ŻYJE. 25.07. Podczas urlopu w Toskanii zmarł nagle prezydent Suwałk Józef Gajewski.
- Był wielkim sympatykiem badmintona - mówi Jacek Niedźwiedzki, wielokrotny mistrz Polski w barwach SKB Litpol-Malow Suwałki, trener tego klubu, obecnie również reprezentacji Polski juniorów. - Prezydent Gajewski sam również grał amatorsko. Swego czasu grywał w badmintona w grupach weteranów suwalskich, którzy się spotykali 2-3 razy w tygodniu. Od pewnego czasu nie grał z powodu kontuzji kręgosłupa.
- Jako prezydent był także wielkim przyjacielem badmintona. Bez Jego pomocy nie byłoby w Suwałkach badmintona na wysokim poziomie. Gros pieniędzy idzie z Urzędu Miejskiego. Na badminton zawsze tych pieniędzy było sporo, w głównej mierze dzięki Niemu. Wydawał decyzje o rozdysponowaniu pieniędzy na różne dyscypliny sportu w Suwałkach. Był na każdych zawodach. Znał się na badmintonie i znał osoby z różnych pokoleń tego sportu. Zawsze mile gościł przedstawicieli polskiego badmintona
- przypomina Niedźwiedzki.
Józef Gajewski (ur. 21 XI 1948 w Olecku) był prezydentem Suwałk w latach 1981-1987 i od 2002. Ukończył Politechnikę Białostocką, kształcił się też podyplomowo w Szkole Głównej Handlowej. W wyborach w 2002 r. został wybrany na prezydenta przy poparciu SLD-UP. W 2006 r. uzyskał reelekcję jako kandydat niezależny. (jr)
Źródło zdjęcia: Urząd Miejski w Suwałkach.



TO JUŻ NIE FUKS. TO FUCHS I OVERZIER! Orange (Kalifornia). 24.07. Wprawdzie Nadia Zięba i Robert Mateusiak nie dotarli niestety do finału otwartych mistrzostw USA (zob. niżej "FINAŁ YONEX/OCBC US OPEN NIE DLA POLAKÓW"), ale za to godnie ich tam zastąpili, broniąc honoru Europy, niemieccy miksiści - Michael Fuchs (fot.) i Birgit Overzier.
Overzier zasygnalizowała wysoką formę już tydzień wcześniej w Kanadzie, gdzie wraz z Sandrą Marinello (na fot. niżej, Overzier po prawej) dotarły do finału debla i stoczyły zacięty, choć przegrany, trzysetowy mecz z faworytkami z Tajpeju. Także w Kanadzie para Fuchs/Overzier
spisywała się dobrze, była o krok od zwycięstwa w 1/8 finału nad znakomitym mikstem tajwańskim Chen Hung Ling/ Chien Wen Hsing.
Niemcy wyciągnęli właściwe wnioski z tamtej minimalnej porażki z Chenem i Chien i w rewanżu w Kalifornii nie dali sobie w półfinale wydrzeć zwycięstwa, a w finale jeszcze bardziej przekonywająco, w dwóch setach, pokonali duet Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin, czyli kolejny mikst tajwański, dokładnie ten, który wyeliminował poprzedniego dnia Polaków. Niemcy potrafili w finale zepchnąć Azjatów, sprawiających wrażenie przemęczonych, do obrony.
Zwycięstwo niedawno utworzonego miksta, który z powodu niewielu rozegranych turniejów zajmuje na razie dopiero 143. pozycję w rankingu BWF, wywołało nieomal euforię w niemieckim badmintonie. Miksiści zepchnęli nawet w cień bardzo dobrze grającą Juliane Schenk, która miała tym razem pecha natrafić już w półfinale na nierozstawioną, ale najsilniejszą w turnieju Zhu Lin.
Drugi tytuł mistrzowski dla Europy zdobył Rajiv Ouseph (fot., Anglia), gromiąc w finale Brice'a Leverdeza (Francja). Francuz może być lekko zawiedziony, ponieważ tydzień wcześniej (w Kanadzie) również przegrał w finale, ale tym razem przeciwnik mógł wydawać się łatwiejszy, a ranga turnieju była jeszcze wyższa.
Ekspertów z kolei zastanawia, czy największy sukces Ousepha w jego karierze można przypisać dobroczynnemu wpływowi nowego trenera Anglików, Kennetha Jonassena (zob. niżej "ANGLIA ODEBRAŁA DANII JONASSENA", 14.07).
Lee Sheng Mu powetował sobie finałową porażkę w grze mieszanej z Niemcami. Dwie godziny później, wraz z Fang Chieh Minem, pokonał rodaków z Tajpeju - Chen Hung Linga i Lin Yu Langa.
Powetował z aptekarską dokładnością, bo w tym samym wymiarze punktowym, tylko na odwrót (21:19 21:14).
W finale debla kobiet Cheng Wen Hsing i Chien Yu Chin (fot., Tajpej) pokonały w dwóch setach Rie Eto i Yu Wakitę (Japonia). Przedwcześnie zakończył się singel pań. Judith Meulendijks (Holandia) po dzielnej walce przegrała pierwszego seta z byłą chińską mistrzynią świata Zhu Lin (fot. niżej), ale w drugim była zmuszona skreczować.
Wyniki finałów (24.07)
Singel mężczyzn
Rajiv Ouseph (Anglia, 3) - Brice Leverdez (Francja, 9) 21:17 21:9 (0:30).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Judith Meulendijks (Holandia, 4) 21:19 11:6, krecz (0:15).
Debel mężczyzn
Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu (Tajpej, 1) - Chen Hung Ling/ Lin Yu Lang (Tajpej, 3) 21:19 21:14 (0:28).
Debel kobiet
Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Rie Eto/ Yu Wakita (Japonia, 4) 21:8 22:20 (0:29).
Mikst
Michael Fuchs/ Birgit Overzier (Niemcy) - Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (Tajpej, 3) 21:19 21:14 (0:31).
Yonex/OCBC US Open Grand Prix Gold Badminton Championships, 19-24 lipca, Orange (Kalifornia, Stany Zjednoczone). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona organizatora. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Marcin Wisiorowski, Paweł Staręga, BadmintonPhoto.com.



FINAŁ YONEX/OCBC US OPEN NIE DLA POLAKÓW. Orange (Kalifornia). 23.07. Rozstawieni z numerem 1 Robert Mateusiak i Nadia Zięba przegrali w półfinale gry mieszanej otwartych mistrzostw USA z mikstem tajwańskim, rozstawionym z numerem 3 - Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (fot.).
Wprawdzie Polacy byli faworytami, ale wobec bardzo dobrej dyspozycji rywali popełniali zbyt wiele błędów. Pierwszą połowę pierwszej partii przegrali aż 6:11 i następne minuty upłynęły im na - przez pewien czas - nieskutecznych staraniach odrobienia strat. Kiedy wreszcie zdołali wyrównać na 18:18, wydawało się, że opanują sytuację i poradzą sobie z rywalami, których pokonali w tym roku podczas otwartych mistrzostw Szwajcarii. Niestety od stanu 19:19 Biało-Czerwoni nie potrafili zdobyć punktu w pierwszym secie.
W drugim było jeszcze gorzej. Wprawdzie Polakom udało się wyjść na prowadzenie 9:7, ale na przerwę zeszli przegrywając 9:11. Potem Tajwańczycy zwiększali dystans, wygrywając seta do 15.
W finale miksiści z Tajpeju niespodziewanie nie spotkają się ze swoimi rodakami, Chen Hung Ling/ Chien Wen Hsing, którzy ulegli nierozstawionym Niemcom, Michaelowi Fuchsowi i Birgit Overzier.
Mimo niepowodzenia Nadii i Roberta do finału dotarli jeszcze inni Europejczycy (oprócz wspomnianych Niemców). W meczu o tytuł mistrzów USA w singlu mężczyzn zagrają Rajiv Ouseph (Anglia, 3) i Brice Leverdez (Francja, 9). W singlu kobiet Judith Meulendijks (Holandia, 4) będzie miała "mission impossible" w pojedynku z Chinką Zhu Lin, która w półfinale potrzebowała godziny i 20 minut na złamanie oporu Niemki Juliane Schenk.
Debla mężczyzn muszą wygrać Tajwańczycy. Ich główni faworyci, Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu, zmierzą się z rodakami, Chen Hung Lingiem i Lin Yu Langiem. Ci ostatni wyeliminowali w zaciętym, trzysetowym półfinale największą nadzieję gospodarzy, byłych mistrzów świata, Howarda Bacha i Tony'ego Gunawana.
W finale debla kobiet, Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) powinny wygrać z Rie Eto/ Yu Wakita (Japonia, 4).
Wyniki półfinałów (23.07)
Singel mężczyzn
Rajiv Ouseph (Anglia, 3) - Wong Ziliang Derek (Singapur) 21:19 19:21 21:15 (0:54), Brice Leverdez (Francja, 9) - Yuichi Ikeda (Japonia) 18:21 21:17 25:23 (1:04).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Juliane Schenk (Niemcy, 3) 21:23 21:17 21:18 (1:20), Judith Meulendijks (Holandia, 4) - Shizuka Uchida (Japonia) 21:8 21:11 (0:30).
Debel mężczyzn
Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu (Tajpej, 1) - Kim Ki Jung/ Shin Baek Cheol (Korea) 13:21 21:14 21:18 (0:45), Chen Hung Ling/ Lin Yu Lang (Tajpej, 3) - Howard Bach/ Tony Gunawan (USA, 2) 20:22 24:22 21:16 (0:54).
Debel kobiet
Rie Eto/ Yu Wakita (Japonia, 4) - Shinta Mulia Sari/ Yao Lei (Singapur, 2) 14:21 21:13 21:16 (0:58), Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Sandra Marinello/ Birgit Overzier (Niemcy) 21:12 21:5 (0:24).
Mikst
Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (Tajpej, 3) - Robert Mateusiak/ Nadia Zięba (Polska, 1) 21:19 21:15 (0:32), Michael Fuchs/ Birgit Overzier (Niemcy) - Chen Hung Ling/ Chien Wen Hsing (Tajpej, 6) 21:18 18:21 21:13 (0:57).
Yonex/OCBC US Open Grand Prix Gold Badminton Championships, 19-24 lipca, Orange (Kalifornia, Stany Zjednoczone). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona organizatora. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



TAJWAŃSKIE PERSPEKTYWY. MATEUSIAK I ZIĘBA W PÓŁFINALE US OPEN. Orange (Kalifornia). 22.07. W ćwierćfinale gry mieszanej otwartych mistrzostw USA rozstawieni z numerem 1 Robert Mateusiak i Nadia Zięba (fot.) pokonali kanadyjski duet Derrick Ng/ Jiang Xuelian.
Początkowo Kanadyjczycy dzielnie stawiali czoła faworytom turnieju mikstowego, prowadząc 7:4. Stanowiło to dzwonek alarmowy dla Biało-Czerwonych, którzy wzmocnili grę i zmusili przeciwników do popełnienia serii błędów. Przy serwach Roberta Polacy zdobywają pięć punktów z rzędu, ale niewymuszone błędy pozwalają przeciwnikom wyrównywać. Przy 10:10 dochodzi do długiej wymiany zakończonej zagraniem Ng w siatkę. Na przerwę Polacy schodzą z jednopunktowym prowadzeniem. Trener udziela porad kanadyjskiej parze, która może też liczyć na poparcie widowni, ale to Biało-Czerwoni (znów przy serwach Mateusiaka) po błędach Ng zwiększają przewagę do trzech punktów.
Doświadczonej Jiang udaje się zwieść sprytnym skrótem Nadię, która w następnej akcji odbija w siatkę smecz Ng i w ten sposób Kanadyjczycy tracą już tylko jeden punkt. Zięba rehabilituje się udaną akcją przy siatce i jest 14:12 dla polskiej pary.
Zico i Nadia grają bardzo spokojnie, ale niekoniecznie przekłada się to na wynik. Po błędach obu pań (więcej po stronie Jiang) Biało-Czerwoni prowadzą 16:13, ale następuje okres nieco słabszej gry Mateusiaka dopełniony zagrywką na aut, co znowu zmniejsza dystans na 18:17. To jednak ostatnie powodzenie Kanadyjczyków. Najpierw świetny return Nadii, potem znakomita defensywa polskiego duetu, wreszcie dokładny skrót Roberta po taśmie, niedający już szans przeciwnikom mimo rozpaczliwego rzutu Ng na matę, dają Biało-Czerwonym trzy decydujące, zwycięskie punkty w pierwszej partii.
Różnica punktowa nie obrazuje wystarczająco przewagi Polaków w mikstowym rzemiośle. Górują nad rywalami w otwarciu akcji (serw, return), a potem prowadzą spokojną kombinacyjną grę. Tak wygląda zwłaszcza początek drugiego seta, kiedy Biało-Czerwoni osiągają szybko przewagę 9:3. Zdaje się to uśpić ich czujność. Koncentrację traci najpierw Zico, co daje dwa punkty rywalom. Po coraz liczniejszych błędach obojga Polaków przeciwnicy śmielej atakują i przegrywają tylko 9:10. Na szczęście Jing psuje serw i nasi reprezentanci schodzą na przerwę z dwupunktową przewagą. Jednak Zico nie wygląda na zadowolonego.
Za chwilę może być jeszcze bardziej zły, bo serwuje w siatkę. Jednak te drobne niepowodzenia każą Polakom wziąć się w garść: grają szybciej i nareszcie dokładniej, nawet będąc chwilowo w głębokiej defensywie. Dzięki temu częściej mylą się rywale. Wprawdzie zdobywają jeszcze trzynasty punkt po dropszocie Nadii z głębi kortu w siatkę. Jednak ta trzynastka okazuje się dla nich pechowa; nie zdobędą więcej punktów. Biało-Czerwoni grają bezbłędnie. Już przy pierwszej lotce meczowej Jiang odbierając serw Zięby gra w siatkę.
W półfinale Nadia i Zico spotkają się z bardzo silnym mikstem tajwańskim, rozstawionym z numerem 3 - Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin. Polacy bedą faworytami, tym bardziej że pokonali tych rywali podczas tegorocznego Swiss Open Super Series, ale mecz może być bardzo wyrównany i zadecyduje dyspozycja obu par w piątek.
W dolnej połówce drabinki mikstowej inny groźny duet tajwański, Chen Hung Ling/ Cheng Wen Hsing wyeliminował łatwo rozstawionych z numerem 2 Anglików (Nathan Robertson/ Jenny Wallwork) i w półfinale powinien dać sobie radę z Niemcami (Michael Fuchs/ Birgit Overzier).
Wyniki ćwierćfinałów (22.07)
Singel mężczyzn
Rajiv Ouseph (Anglia, 3) - Wan Ho Shon (Korea, 7) 21:9 21:19 (0:33), Yuichi Ikeda (Japonia) - Stanisław Puchow (Rosja) 21:18 21:13 (0:39), Brice Leverdez (Francja, 9) - Hsieh Yu Hsing (Tajpej, 4) 21:17 21:15 (0:32), Wong Ziliang Derek (Singapur) - Kazuteru Kozai (Japonia) 21:14 21:10 (0:29).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Pi Hongyan (Francja, 2) 21:16 21:10 (0:39), Shizuka Uchida (Japonia) - Tai Tzu Ying (Tajpej) 21:17 21:19 (0:36), Judith Meulendijks (Holandia, 4) - Pai Hsiao Ma (Tajpej) 21:15 21:10 (0:35), Juliane Schenk (Niemcy, 3) - Fu Mingtian (Singapur) 21:11 21:13 (0:18).
Debel mężczyzn
Kim Ki Jung/ Shin Baek Cheol (Korea) - Phillip Chew/ Halim Haryanto Ho (USA) 21:16 24:22 (0:30), Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu (Tajpej, 1) - Michael Fuchs/ Peter Kaesbauer (Niemcy) 21:8 21:10 (0:20), Chen Hung Ling/ Lin Yu Lang (Tajpej, 3) - Andrew Ellis/ Chris Langridge (Anglia, 7) 25:27 21:17 21:15 (1:06), Howard Bach/ Tony Gunawan (USA, 2) - Chou Tien Chen/ Lin Yu Jui (Tajpej) 21:11 21:9 (0:20).
Debel kobiet
Rie Eto/ Yu Wakita (Japonia, 4) - Grace Bo Gao/ Joycelyn Ko (Kanada, 7) 21:15 21:11 (0:23), Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Britta Andersen/ Julie Houmann (Dania) 21:14 20:22 21:8 (0:36), Sandra Marinello/ Birgit Overzier (Niemcy) - Nicole Grether/ Charmaine Reid (Niemcy/Kanada) 21:13 21:16 (0:37), Shinta Mulia Sari/ Yao Lei (Singapur, 2) - Chang Hsin Yun/ Pai Hsiao Ma (Tajpej) 21:14 20:22 21:7 (0:45).
Mikst
Robert Mateusiak/ Nadia Zięba (Polska, 1) - Derrick Ng/ Jiang Xuelian (Kanada) 21:17 21:13 (0:29), Chen Hung Ling/ Chien Wen Hsing (Tajpej, 6) - Nathan Robertson/ Jenny Wallwork (Anglia, 2) 21:12 21:15 (0:27), Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (Tajpej, 3) Hendri Kurniawan Saputra/ Yuyan Vanessa Neo (Singapur, 8) 15:21 21:16 21:12 (0:41), Michael Fuchs/ Birgit Overzier (Niemcy) - Jacob Chemnitz/ Julie Houmann (Dania) 19:21 21:15 22:20 (0:53).
Yonex/OCBC US Open Grand Prix Gold Badminton Championships, 19-24 lipca, Orange (Kalifornia, Stany Zjednoczone). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona organizatora. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Paweł Staręga.



RANKING ŚWIATOWY. 22.07.
Singel mężczyzn Singel kobiet Debel mężczyzn Debel kobiet Mikst

1. LEE Chong Wei
(Malezja)

1. WANG Yihan
(ChRL)

1. KOO Kien Keat
TAN Boon Heong (Malezja)

1. MA Jin
WANG Xiaoli
(ChRL)

1. Nova WIDIANTO
Liliyana NATSIR
(Indonezja)

2. Peter Hoeg GADE
(Dania)

2. Saina NEHWAL
(Indie)

2. Markis KIDO
Hendra SETIAWAN
(Indonezja)

2. DU Jing
YU Yang
(ChRL)

2. Thomas LAYBOURN
Kamilla RYTTER JUHL
(Dania)

3. CHEN Jin
(ChRL)

3. WANG Xin
(ChRL)

3. Mathias BOE
Carsten MOGENSEN
(Dania)

3. ZHAO Yunlei
CHENG Shu
(ChRL)

3. Robert MATEUSIAK
Nadieżda ZIĘBA
(Polska)

4. LIN Dan
(ChRL)

4. WANG Shixian
(ChRL)

4. GUO Zhendong
XU Chen
(ChRL)

4. CHENG Wen Hsing
CHIEN Yu Chin (Tajpej)

4. Hendra Aprida GUNAWAN
Vita MARISSA
(Indonezja)

5. Taufik HIDAYAT
(Indonezja)

5. Tine BAUN
(Dania)

5. Alvent Yulianto CHANDRA
Hendra Aprida GUNAWAN
(Indonezja)

5. Miyuki MAEDA
Satoko SUETSUNA
(Japonia)

5. HE Hanbin
YU Yang
(ChRL)

38. Przemysław WACHA

72. Olga KONON

59. Adam CWALINA
Michał ŁOGOSZ

94. Małgorzata KURDELSKA
Agnieszka WOJTKOWSKA

39. Wojciech SZKUDLARCZYK
Agnieszka WOJTKOWSKA

245. Michał ROGALSKI

91. WANG Linling

81. Adam CWALINA
Wojciech SZKUDLARCZYK

103. Natalia POCZTOWIAK
Agnieszka WOJTKOWSKA

45. Adam CWALINA
Małgorzata KURDELSKA

318. Hubert PĄCZEK

186. Anna NAREL

93. Michał ŁOGOSZ
Robert MATEUSIAK

187. Natalia POCZTOWIAK
WANG Linling

123. Łukasz MOREŃ
Natalia POCZTOWIAK

455. Wojciech POSZELĘŻNY

249. Natalia POCZTOWIAK

223. Łukasz MOREŃ
Michał ROGALSKI

228. Monika BIEŃKOWSKA
Angelika WĘGRZYN

191. Michał ŁOGOSZ
Olga KONON

511. Adrian DZIÓŁKO

388. Aleksandra WALASZEK

225. Michał ŁOGOSZ
Łukasz MOREŃ

565. Maciej KOWALIK

423. Angelika WĘGRZYN

580. Rafał HAWEL

518. Małgorzata KURDELSKA

650. Patryk SZYMONIAK

671. Przemysław URBAN

714. Dariusz ZIĘBA

753. Łukasz BARSZCZEWSKI
(jr)


ZNOWU KŁOPOTY ULUBIONEJ AKADEMII PZBAD. Łódź. 21.07. Opromieniona sukcesami badmintonowymi (zob. w naszym serwisie "WACHA I KONON POPROWADZILI AHE DO ZWYCIĘSTWA", archiwum 2010, 17.06) Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi zdaje się wciąż być najbardziej "wyspecjalizowana" w tej dyscyplinie sportu. Znacznie gorzej wypada w podstawowej działalności. Uprzednio Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamknęło jej dwa kierunki studiów: informatykę i zarządzanie. Teraz grozi to pedagogice.
Informuje o tym zamieszczony w czwartek w Internecie tekst łódzkiego wydania "Gazety Wyborczej" zatytułowany "AHE się kurczy i nie płaci pracownikom w terminie".
Pracownicy Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej nie dostają na czas pieniędzy. Wielu zostało zwolnionych. Dlaczego? Bo przez ostatnie półtora roku uczelnia straciła połowę studentów i dwa czołowe kierunki. Trzeci nadal jest zagrożony - informuje na wstępie gazeta.
Przypomnijmy, że na wspomnianej akademii (jej dawna nazwa to Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna, WSHE) studiuje niemal cały kwiat elity polskich profesjonałów badmintona. Trudno znaleźć gwiazdę na firmamencie naszego krajowego podwórka, która by nie studiowała w AHE (aczkolwiek są takie). Starty AHE w Akademickich Mistrzostwach Europy wzbudzają grozę wśród zagranicznych rywali, którzy nie mogą pojąć, jak na jednej uczelni udało się zgromadzić takich profesjonałów jak Przemysław Wacha, Robert Mateusiak, Nadia Zięba (Kostiuczyk), Olga Konon, Michał Łogosz, Kamila Augustyn i inni, niewiele mniej sławni (nie zawsze udaje się ich wszystkich zebrać na jednym turnieju akademickim). Zrobiliby jeszcze bardziej okrągłe oczy ze zdumienia, dowiedziawszy się, że niektórzy z nich potrafią pogodzić studia na paru uczelniach (casus Nadii Zięby, która studiuje także rusycystykę na Uniwersytecie Warszawskim!). Gdyby wiedzieli, że na AHE studiuje również - wedle niepotwierdzonych do końca informacji - trener pierwszej reprezentacji narodowej Karol Hawel, to tym bardziej nie mogliby wyjść z podziwu.
Ojcem sukcesów AHE w badmintonie jest Dariusz Czekan, osoba wysoko "umocowana" w AHE a zarazem wiceprezes Polskiego Związku Badmintona. Co prawda trudno się zorientować, czy nadal jest wiceprezesem, ponieważ wedle informacji, które przytoczyliśmy niżej w wiadomości "CZY PREZESOWI MIROWSKIEMU UDAŁO SIĘ STORPEDOWAĆ ZJAZD NADZWYCZAJNY?" (15.07) miałoby już być czworo wiceprezesów, a regulamin zarządu określa ich liczbę na tylko dwóch.
Cieniem na kierowanej przez Czekana "badmintonowej" stronie działalności WSHE i AHE kładły się w ostatnich latach prasowe zarzuty dotyczące np. wystawienia nieuprawnionej zawodniczki, niewiedzy samych zawodników co do nazwy uczelni, którą reprezentują oraz dyskwalifikacja na Akademickich Mistrzostwach Polski w 2009 roku.
Międzynarodowe sukcesy AHE były forowane na internetowej stronie PZBad kosztem pomijania sukcesów innych uczelni, co opisaliśmy w tekście "KŁOPOTY UCZELNI FIRMOWANEJ PRZEZ PZBAD" (archiwum 2009, 30.07). Jesienią ubiegłego roku w wiadomości "ZARZĄDZONO KONIEC ZARZĄDZANIA" (15.10) informowaliśmy o zamknięciu kolejnego kierunku studiów na AHE przez ministerstwo. (jr)



NADIA I ZICO SPACERKIEM DOTARLI DO ĆWIERĆFINAŁU US OPEN. Orange (Kalifornia). 21.07. W 1/8 finału gry mieszanej otwartych mistrzostw USA Robert Mateusiak i Nadia Zięba (fot.) pokonali parę amerykańską, Agusriadi Wijaya Amphie/ Peng Yun (Grace) 21:7 21:15.
Przeciwnicy reprezentantów Polski na pewno byli już usatysfakcjonowani dotarciem do najlepszej "16" w grze mieszanej US Open, co przyszło im z najwyższym trudem (trzeciego seta w meczu pierwszej rundy wygrali z Kanadyjczykami Li/Bruce 22:20). Od początku meczu z Polakami Amphie (pochodzenia indonezyjskiego) i Peng (pochodzenia chińskiego) widzieli, że nie mają żadnych szans. Spotkanie wyglądało jak spokojny sparing, którego uczestnicy przede wszystkim uważają, by nie nabawić się przypadkowej kontuzji. Biało-Czerwoni nie musieli długo wyczekiwać na błędy rywali. Najpierw mylił się parę razy Amphie, potem Peng i Polacy wkrótce prowadzili 7:0. Potem Zico i Nadia jeszcze zwiększali przewagę, by po błędzie Amphiego zakończyć seta do 7.
O ile w pierwszej partii Polacy zachowywali czujność i skupienie w obliczu nieznanych rywali, to w drugiej mogli grać na zupełnym luzie, oszczędzając się na następne spotkania. Słabsza koncentracja spowodowała większą liczbę niewymuszonych błędów (zwłaszcza Roberta), co sprawiło, że wynik na tablicy sprawiał mylne wrażenie silnego oporu Amerykanów. W pewnym momencie, po zbiciu Nadii w siatkę, nasi reprezentanci prowadzili tylko 16:12. Zmobilizowali się więc i wkrótce osiągnęli pierwszego meczbola przy 20:12. Chyba tylko tak komfortowa sytuacja sprawiła, że pozwolili reprezentantom gospodarzy na obronienie trzech lotek meczowych. Dopiero przy czwartej Nadia zbiła znad siatki niedokładny skrót Peng, co zakończyło po 23 minutach mecz.
W ćwierćfinale Nadia i Zico spotkają się z kanadyjskim duetem pochodzenia azjatyckiego, Derrick Ng/ Jiang Xuelian. Kanadyjczycy w pierwszej rundzie pokonali zestawienie rosyjsko-amerykańskie Jewgienij Driomin/ Rulan Yeh, a w 1/8 wyeliminowali niezły mikst niemiecki, Johannes Schoettler/ Sandra Marinello 14:21 21:15 21:14. Tydzień temu, podczas Canada Open, Ng i Jiang stawili w drugim secie zażarty opór badzo silnej parze koreańskiej, Shin Baek Cheol/ Yoo Hyun Young. Dodajmy ponadto, że Jiang Xuelian, która obecnie pracuje jako trenerka, zdobyła w barwach chińskich brązowy medal w deblu kobiet na mistrzostwach świata dziewięć lat temu. Tym niemniej w ćwierćfinale US Open to Polacy będą wyraźnymi faworytami.
Yonex/OCBC US Open Grand Prix Gold Badminton Championships, 19-24 lipca, Orange (Kalifornia, Stany Zjednoczone). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona organizatora. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Marcin Wisiorowski.



AWIZOWANO HIDYATA, A WIZA FIGLA PŁATA. Orange (Kalifornia). 20.07. We wtorek rozpoczął się turniej główny otwartych mistrzostw USA. W grze mieszanej startują jedyni reprezentanci Polski w tej imprezie - Robert Mateusiak i Nadia Zięba. Rozstawieni z numerem 1 Biało-Czerwoni bardzo łatwo pokonali w pierwszej rundzie duet Peruwiańczyków - Bruno Monteverde/ Claudia Zornoza.
Największą gwiazdą imprezy miał być Taufik Hidayat, który dopiero co zwyciężył w Canada Open. Jednak Indonezyjczyk, będący pierwszoplanowym bohaterem oficjalnego plakatu zawodów (zob.), wycofał się przed rozpoczęciem turnieju z powodu tajemniczych kłopotów z amerykańską wizą. Wedle krążącej wersji przyczyną miał być błąd amerykańskiego konsulatu w Indonezji.
Ze startu zrezygnowała również inna wielka gwiazda - Dunka Tine Baun (Rasmussen).
Na miejsce Hidayata przesunięto z drabinki kwalifikacyjnej Szwajcara Christiana Bösigera znanego polskim kibicom z napędzenia strachu Przemkowi Wasze podczas Igrzysk w Pekinie. Bösiger początkowo wykorzystał szczęśliwy los i pokonał w dramatycznym pojedynku Francuza Simona Manoury'ego, ale wieczorem odpadł w drugiej rundzie, ulegając Rosjaninowi Stanisławowi Puchowowi.
Dolna połówka drabinki singla mężczyzn także została "osierocona". Turniejowa "dwójka", Dicky Palyama (Holandia), zapomniał dawno o wysokiej formie i odpadł jeszcze szybciej niż w Kanadzie.
Ciekawsze wyniki (20.07)
Singel mężczyzn
Christian Bösiger (Szwajcaria) - Simon Maunoury (Francja) 21:17 9:21 23:21 (0:46), Martin Bille Larsen (Dania)- Kestutis Navickas (Litwa, 14) 21:15 21:16 (0:32), Christian Lind Thomsen (Dania, 13) - Sattawat Pongnairat (USA) 21:17 16:21 22:20 (1:09), Yuichi Ikeda (Japonia) - Aravind Bhat (Indie, 5) 20:22 21:9 21:16 (0:50), Stanisław Puchow (Rosja) - Christian Bösiger 21:19 22:20 (0:33), Hsieh Yu Hsing (Tajpej, 4) - Ben Beckman (Anglia) 22:20 17:21 21:19 (0:58), Brice Leverdez (Francja, 9) - Hiroyuki Saeki (Japonia) 16:21 21:15 21:19 (1:02), Carl Baxter (Anglia, 6) - Tomoya Inoue (Japonia) 21:11 21:11, Shon Wan Ho (Korea, 7) - Kasper Ipsen (Dania) 21:13 21:18 (0:38), Ziliang Derek Wong (Singapur) - Christian Lind Thomsen (Dania, 13) 21:16 15:21 21:18 (0:56), Hsu Shao Wen (Tajpej) - Dicky Palyama (Holandia, 2) 11:21 21:14 21:18 (0:54).
Singel kobiet
Simone Prutsch (Austria) - Charmaine Reid (Kanada) 21:14 21:14 (0:30), Judith Meulendijks (Holandia, 4) - Rachel Howard (Anglia) 21:13 22:20.
Debel mężczyzn
Martin Bille Larsen/ Jacob Chemnitz - Jürgen Koch/ Peter Zauner (Austria, 6) 24:26 21:10 21:15 (0:42).
Debel kobiet
Ayumi Tasaki/ Masami Yoshimura (Japonia) - Fu Mingtian/ Yuyan Vanessa Neo (Singapur) 24:22 13:21 23:21 (0:58).
Mikst
Robert Mateusiak/ Nadia Zięba (Polska, 1) - Bruno Monteverde/ Claudia Zornoza (Peru) 21:12 21:2 (0:17), Roman Zirnwald/ Simone Prutsch (Austria) - Lin Yu Hsien/ Chiang Pei Hsin (Tajpej) 17:21 27:25 22:20 (0:50), Chen Hung Ling/Cheng Wen Hsing (Tajpej) - Chayut Triyachart/ Lei Yao (Singapur) 21:19 18:21 21:13 (0:49).
Yonex/OCBC US Open Grand Prix Gold Badminton Championships, 19-24 lipca, Orange (Kalifornia, Stany Zjednoczone). Turniej kategorii Grand Prix Gold (level 3A). Pula nagród: 120 tys. dol. Strona organizatora. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)



WIKTORIA WIETNAMCZYKA W VICTORII. Melbourne. 18.07. Rozstawiony z numerem 1 Wietnamczyk Nguyen Tien Minh (fot.) zwyciężył w grze pojedynczej otwartych mistrzostw Australii w badmintonie zorganizowanych w stolicy stanu Victoria. Aż trzy tytuły mistrzowskie przypadły Korei. Natomiast Japończycy stanęli na najwyższym stopniu podium w grze podwójnej mężczyzn.
Polacy w Australii nie wystartowali. Nikt z szóstki Europejczyków, którzy wzięli udział w zawodach, nie dotarł do strefy medalowej.
Ciekawostkę może stanowić dla obserwatorów europejskich start - zresztą bez spektakularnego powodzenia - Nicka Kidda. Powrócił on jakiś czas temu do swych australijskich korzeni i gra w barwach swej pierwszej ojczyzny. Przypomnijmy, że rozkwit kariery tego zawodnika przypadł na okres, gdy pod nazwiskiem Nicholas Kidd grał w reprezentacji Anglii (do 2007 roku).
Prawdziwym dinozaurem turnieju był z kolei Ong Beng Teong. Malezyjczyk startował (też bez większych sukcesów) w grach podwójnych pod flagą Australii, kraju, gdzie obecnie mieszka. Apogeum kariery Onga przypadło na drugą połowę lat 80., kiedy jego deblowym partnerem był Cheah Soon Kit (późniejszy srebrny medalista Igrzysk w Atlancie w grze podwójnej).
Wyniki finałów (18.07)
Singel mężczyzn
Nguyen Tien Minh (Wietnam, 1) - Yogendran Krishnan (Malezja, 5/8) 21:14 21:11 (0:36).
Singel kobiet
Seo Yoon Hee (Korea) - Minatsu Mitani (Japonia) 22:20 14:21 21:19 (0:58).
Debel mężczyzn
Hiroyuki Endo/ Kenichi Hayakawa (Japonia) - Kang Woo Kyum/ Park Tae Sang (Korea) 21:15 21:16 (0:36).
Debel kobiet
Kim Min Seo/ Lee Kyung Won (Korea) - Kang Hae Won/ Seo Yoon Hee 21:17 21:17 (0:26).
Mikst
Cho Gun Woo/ Kim Min Seo (Korea) - Hajime Komiyama/ Sayuri Asahara (Japonia) 21:14 21:10 (0:31).
Yonex Australian Open Grand Prix 2010, 13-18 lipca, Melbourne (Australia). Turniej kategorii Grand Prix. Pula nagród: 50 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



WRZESIEŃ Z BADMINTONEM W ARENIE URSYNÓW. Warszawa. 18.07. Do kalendarza badmintonowych imprez w Polsce dołączyły Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych, które odbędą się w Warszawie w dniach 18-24 września 2010 r. Jedną z dyscyplin Igrzysk będzie badminton, rozgrywany w Arenie Ursynów przy ul. Pileckiego 122. Zaproszenia na imprezę będzie można odbierać bezpłatnie w sieciach EMPiK. Dariusz Nowicki, odpowiedzialny na Igrzyskach za sprawy związane z badmintonem, zaprasza do współpracy sędziów (kontakt mailowy dareknowicki@hotmail.com) oraz wolontariuszy (rejestracja pod następującym adresem). Więcej informacji znajduje się w komunikacie organizatorów (format doc) oraz na oficjalnej stronie internetowej.
Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych, 18-24 września, Warszawa, Arena Ursynów, ul. Pileckiego 122. (karpeek)
Logo: Edward Lutczyn.



COME BACK ZHU LIN. Richmond k. Vancouver. 18.07. Otwarte mistrzostwa Kanady w badmintonie rozgrywane w obiekcie znanym kibicom łyżwiarstwa szybkiego z tegorocznych zimowych Igrzysk Olimpijskich rozgrzały publiczność mimo braku reprezentantów Kanady w strefie medalowej. Wśród kibiców było wiele osób pochodzenia chińskiego osiadłych w Kanadzie, a 4 tytuły mistrzowskie przypadły ostatecznie zawodnikom z Tajpeju lub ChRL. Piąty tytuł zgarnął zaś Indonezyjczyk Taufik Hidayat, któremu było trudno opędzić się od fanów.
Jednak Taufik, największa gwiazda turnieju, były mistrz olimpijski i świata, był bliski sprawienia zawodu swoim sympatykom i organizatorom, kiedy w 1/8 finału stracił pierwszego seta i przegrywał w drugim 14:18 z Francuzem Matthieu Lo Ying Pingiem. Indonezyjczyk ruszył do odrabiania strat i w kolejnej akcji zaskoczył przeciwnika lobem. Matthieu rzucił się w tył kortu tak nieszczęśliwie, że skręcił kostkę. Od stanu 18:15 Francuz grał utykając, z zabandażowaną kostką. Nie zdołał wygrać drugiego seta, a tym bardziej trzeciego.
Po raz trzeci Hidayat zafundował sobie trzysetówkę w półfinale z Dieterem Domke (Niemcy), ale nie wyglądało to już tak dramatycznie jak z Lo Yin Pingiem. A w finale mistrz nie miał większych problemów ze świetnie się do tej pory spisującym Bricem Leverdezem (Francja).
W grze pojedynczej kobiet tytuł mistrzowski przypadł analogicznie byłej mistrzyni świata, Chince Zhu Lin (fot. wyżej). Kariera Zhu załamała się
właściwie tuż po osiągnięciu jej apogeum w postaci złotego medalu na światowym czempionacie w 2007 roku. W 2008 roku selekcjoner chińskiej kadry pominął ją w limitowanym regulaminem składzie na Igrzyska w Pekinie. Ostatnio Zhu mało udzielała się w wielkich turniejach międzynarodowych.
Nierozstawiona Zhu zagrodziła już w drugiej rundzie drogę do finału rozstawionej z numerem 1 Francuzce Pi Hongyan. W finale silny opór Chince stawiła Juliane Schenk (fot., Niemcy). W trzecim secie Niemce nie starczyło jednak sił: pojedynek trwał godzinę 12 minut.
Niemki mogły zdobyć mistrzostwo jeszcze w deblu pań. Będące w życiowej formie Sandra Marinello i Birgit Overzier także walczyły w trzech setach, ponad godzinę, by jednak ulec rozstawionym z numerem 1 znakomitym Tajwankom - Cheng Wen Hsing i Chien Yu Chin.
Pozostałe finałowe gry podwójne były także tryumfem Tajpeju. W deblu mężczyzn Fang Chieh Min i Lee Sheng Mu (fot. niżej) pokonali Singapurczyków Hendri Kurniawana Saputrę i Chayuta Triyacharta. Ci ostatni pokonali sensacyjnie w półfinale gwiazdy turnieju w osobach byłych mistrzów świata - Howarda Bacha i Tony'ego Gunawana (USA).
Finał miksta był wewnętrzną rozprawą Tajwańczyków. Górą byli rozstaweni z numerem 1 Lee Sheng Mu i Chien Yu Chin.
Wyniki półfinałów (17.07)
Singel mężczyzn
Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Dieter Domke (Niemcy, 16) 21:15 20:22 21:9 (0:53), Brice Leverdez (Francja, 7) - Rune Ulsing (Dania, 15) 21:16 21:19 (0:41).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Kim Moon Hi (Korea, 3) 21:19 21:11 (0:43), Juliane Schenk (Niemcy, 2) - Judith Meulendijks (Holandia, 5) 21:12 12:21 21:12 (0:50).
Debel mężczyzn
Hendri Kurniawan Saputra/ Chayut Triyachart (Singapur) - Howard Bach/ Tony Gunawan (USA, 1) 21:15 20:22 21:17 (1:02), Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu (Tajpej, 2) - Kim Ki Jung/ Shin Baek Cheol (Korea) 21:19 13:21 21:16 (0:37). Debel kobiet
Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Rie Eto/ Yu Wakita (Japonia, 4) 19:21 21:17 21:16 (0:53), Sandra Marinello/ Birgit Overzier (Niemcy) - Eom Hye Won/ Kim Ha Na (Korea) 21:14 16:21 21:16 (1:05).
Mikst
Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Shin Baek Cheol/ Yoo Hyun Young (Korea, 3) 21:15 18:21 21:18 (0:45), Chen Hung Ling/ Cheng Wen Hsing (Tajpej, 7) - Flandy Limpele/ Britta Andersen (Indonezja/Dania, 5) 21:8 21:18 (0:33).
Wyniki finałów (18.07)
Singel mężczyzn
Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Brice Leverdez (Francja, 7) 21:15 21:11 (0:35).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Juliane Schenk (Niemcy, 2) 21:19 17:21 21:10 (1:12).
Debel mężczyzn
Fang Chieh Min/ Lee Sheng Mu (Tajpej, 2) - Hendri Kurniawan Saputra/ Chayut Triyachart (Singapur) 21:16 21:16 (0:26). Debel kobiet
Cheng Wen Hsing/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Sandra Marinello/ Birgit Overzier (Niemcy) 21:16 18:21 21:17 (0:44).
Mikst
Lee Sheng Mu/ Chien Yu Chin (Tajpej, 1) - Chen Hung Ling/ Cheng Wen Hsing (Tajpej, 7) 21:16 11:21 21:15 (0:44).
Yonex Canada Open Grand Prix 2010, 13-18 lipca, Richmond, k. Vancouver (Kanada). Turniej kategorii Grand Prix. Pula nagród: 50 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com, Marcin Wisiorowski.



PORAŻKA WANG LINLING W KANADZIE. Richmond k. Vancouver. 11.07. Bez sukcesu zakończyła swój start w otwartych mistrzostwach Kanady Wang Linling (fot.), jedyna reprezentantka Polski w tym turnieju. W pierwszej rundzie przegrała z nierozstawioną Japonką Ayane Kuriharą 21:23 13:21.
20-letnia Kurihara (fot. niżej) to bardzo utalentowana zawodniczka, która zasłynęła niedawno zwycięstwem nad Ełłą Diehl w finale otwartych mistrzostw Rosji we Władywostoku. Porażka Diehl z Japonką bardzo zdenerwowała prezesa Narodowej Federacji Badmintona Rosji Siergieja Szachraja.
Szef rosyjskiego badmintona tłumaczył wtedy, że przecież Diehl jest wyraźnie silniejsza od Japonki. Jednak Kurihara pomimo dużo młodszego wieku potrafiła narzucić Rosjance swoją taktykę, w tym wszelkie psychologiczne chwyty. Diehl zamiast przejechać po Japonce niczym walec wdała się w grę w kotka i myszkę. Ku zdziwieniu prezesa gdzieś przepadły firmowe uderzenia Ełły, ścięcia, technika, a - co gorsza - jej trenerzy w trakcie pojedynku nie wnieśli poprawek.
W odróżnieniu od Rosjanki, której pomagali trenerzy, rezolutna Linling zapewne była pozostawiona sama sobie i - podobnie zresztą jak Diehl - nie dała rady.
Wang obecnie nie lubi grać z Azjatkami, ponieważ od dawna jest pozbawiona częstych konfrontacji z tym stylem gry. Japonka Kana Ito, z którą Linling przegrała w półfinale tegorocznych międzynarodowych mistrzostw Polski odpadła również w pierwszej rundzie Yonex Canada Open, ulegając rozstawionej z numerem 2 Juliane Schenk (Niemcy). Natomiast pogromca Przemka Wachy w Białymstoku, Japończyk Shuhei Hayasaki, w pierwszej rundzie turnieju w Kanadzie sensacyjnie wyeliminował rozstawionego z numerem 4 Tajwańczyka Hsieh Yu Hsinga. Jednak w 1/8 finału Hayasaki przegrał z Dieterem Domke (Niemcy, 16). Lepiej poszło wicemistrzowi Yonex Polish Open - Hiroyuki Saeki (Japonia). Dotarł do ćwierćfinału, gdzie ponad godzinę opierał się silnemu Duńczykowi Rune Ulsingowi. Ten ostatni jest w dobrej formie, wcześniej wyeliminował Dicky'ego Palyamę (Holandia,2).
Ciekawsze wyniki (14.07)
Singel mężczyzn
Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Alexander Pang (Kanada) 15:21 21:15 21:15 (0:56), Shuhei Hayasaki (Japonia) - Hsieh Yu Hsing (Tajpej, 4) 22:20 24:26 21:17 (1:04).
Singel kobiet
Ayane Kurihara (Japonia) - Wang Linling (Polska) 23:21 21:13 (0:47), Juliane Schenk (Niemcy, 2) - Kana Ito (Japonia) 22:20 21:19 (0:55), Hitomi Oka (Japonia) - Sung Ji Hyun (Korea, 4) 24:22 21:16 (0:55).
Ciekawsze wyniki (15.07)
Singel mężczyzn
Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Kai Dan (Kanada) 21:12 22:20 (0:31), Simon Maunoury (Francja) - Petr Koukal (Czechy, 10) 13:21 21:18 21:15 (0:50), Dieter Domke (Niemcy, 16) - Shuhei Hayasaki (Japonia) 21:9 19:21 21:12 (0:42), Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Matthieu Lo Ying Ping (Francja, 9) 13:21 21:19 21:16 (0:50), Rune Ulsing (Dania, 15) - Dicky Palyama (Holandia, 2) 21:18 21:10 (0:34).
Singel kobiet
Zhu Lin (ChRL) - Pi Hongyan (Francja, 1) 22:20 21:19 (0:45), Ayane Kurihara (Japonia) - Hitomi Oka (Japonia) 21:14 21:19 (0:40), Camilla Sorensen (Dania) - Jeanine Cicognini (Szwajcaria, 6) 19:21 21:13 23:21 (0:53), Juliane Schenk (Niemcy, 2) - Fu Mingtian (Singapur) 21:10 16:21 21:17 (0:52).
Mikst
Chen Hung Ling/ Cheng Wen Hsing (Tajpej, 7) - Michael Fuchs/ Birgit Overzier (Niemcy) 15:21 22:20 21:18 (0:55).
Ciekawsze wyniki ćwierćfinałów (16.07)
Singel mężczyzn
Brice Leverdez (Francja, 7) - Simon Maunoury (Francja) 21:12 22:20 (0:38), Taufik Hidayat (Indonezja, 1) - Christian Lind Thomsen (Dania, 12) 21:13 21:14 (0:42), Rune Ulsing (Dania, 15) - Hiroyuki Saeki (Japonia) 17:21 22:20 21:19 (1:07).
Singel kobiet
Judith Meulendijks (Holandia, 5) - Ayane Kurihara (Japonia) 21:19 21:7 (0:41), Juliane Schenk (Niemcy, 2) - Camilla Sorensen (Dania) 21:19 21:18 (0:36).
Debel kobiet
Sandra Marinello/ Birgit Overzier (Niemcy) - Nicole Grether/ Charmaine Reid (Niemcy/Kanada, 3) 21:9 24:22 (0:41).
Yonex Canada Open Grand Prix 2010, 13-18 lipca, Richmond, k. Vancouver (Kanada). Turniej kategorii Grand Prix. Pula nagród: 50 tys. dol. Strona turnieju. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. Paweł Staręga, © BadmintonPhoto.com.



CZY PREZESOWI MIROWSKIEMU UDAŁO SIĘ STORPEDOWAĆ ZJAZD NADZWYCZAJNY?. 15.07. Internetowa strona klubu Hubal Białystok wraca do sprawy wniosku do Zarządu Polskiego Związku Badmintona o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu delegatów.
Sprawę sygnalizowaliśmy w naszym serwisie 3 czerwca - "ZWOŁAĆ NADZWYCZAJNE WALNE ZEBRANIE DELEGATÓW PZBAD" i 2 lipca - "NADZWYCZAJNA SYTUACJA W POLSKIM ZWIĄZKU BADMINTONA".
W informacji, która ukazała się w czwartek, czytamy m.in., że w dniu 10 lipca 2010 r. w Warszawie odbyło się posiedzenie Zarządu PZBad. W projekcie porządku obrad nie uwzględniono wcześniej punktu wyznaczenia terminu Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Delegatów, niemniej jednak temat podjęto. Warto przypomnieć, iż na początku 30 czerwca 2010 r. został złożony zbiorczy wniosek z 46 uchwałami członków zwyczajnych Polskiego Związku Badmintona w oparciu o § 31 jego statutu.
Dalej czytamy, że Prezes Polskiego Związku Badmintona Michał Mirowski [na zdjęciu w środku, pierwszy z prawej prezes Hubala Białystok Lech Szargiej] zareagował na ten wniosek następująco: zaczął wydzwaniać do stowarzyszeń prosząc o wycofanie uchwały oraz zweryfikował, wspólnie z Komisją Rewizyjną, niżej wymienionym klubom jako uchwały nieważne: LUKS Amator Juchnowiec, AZS Kraków, UKS Bursztyn Gdańsk, MKGS Cukrownik Baborów, MKS Garwolin, MUKS2 Kietrz, Opolski OZBad, OTB Lotka Ostrów Wlkp., LKS Technik Głubczyce, UKS Piast Głubczyce, UKS Trójka Głubczyce, MMKS Kędzierzyn Koźle, UKS Lotka Lubiewo, ULKSU-2 Lotka Bytów.
W ten sposób Pan Prezes doprowadził do stanu, iż wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Delegatów PZBad. nie poparło co najmniej 1/3 członków zwyczajnych, tym samym Zarząd wniosek oddalił.

Następnie witryna Hubala zamieszcza opinię prawną Fundacji Szkoła XXI wieku w Białymstoku, z której wynika, że prezes PZBad dzwoniąc do stowarzyszenia lub klubu z prośbą o wycofanie uchwały wymusza na rozmówcy złamanie prawa, a eliminując wspólnie z Komisją Rewizyjną PZBad. [...] niektóre uchwały stowarzyszeń dopuścili się wkroczenia w nie swoje kompetencje, do których nie mają prawa. Stowarzyszenie figurujące w spisie członków zwyczajnych na dany moment jest nim tak długo, aż odpowiedni organ z tej listy go nie usunie, a niepłacenie składki członkowskiej w danym roku nie powoduje odebrania mu wszystkich praw.
Internetowy serwis klubu Hubal Białystok wzywa do nadsyłania opinii w tej sprawie pod adresem: zs6@um.bialystok.pl.
Dalej strona Hubala donosi, że na wspomnianym posiedzeniu zarządu 10 lipca powołano na wiceprezesów PZBad Dariusza Broja i Krzysztofa Ostrowskiego i zwraca uwagę, że Regulamin Zarządu Polskiego Związku Badmintona określa liczbę wiceprezesów jako dwóch. Tymczasem prezydium składa się już z 5 osób: Prezes Michał Mirowski, Wiceprezesi - Dariusz Czekan, Zdzisława Szałagan, Dariusz Broj i Krzysztof Ostrowski.
Rzeczywiście - jeśli informacja jest prawdziwa - wygląda na to, że złamano regulamin zarządu. Ale może jest coś o czym nie wiemy: na przykład dotychczasowi wiceprezesi, Czekan i Szałagan, ustąpili? (jr)
Fot. © Janusz Rudziński




UJAWNIAMY TOŻSAMOŚĆ BAUN. 15.07. Szybki rzut oka na ranking światowy w kategorii gier pojedynczych kobiet i wydawać by się mogło, że doszło tam do sytuacji bezprecedensowej. Bo jak to możliwe, żeby nikomu nieznana zawodniczka, której nazwisko nie wystąpiło dotąd na żadnej większej imprezie, znalazła się od razu na 5. miejscu światowej listy? Nie ma powodu do paniki, bo dowiedzieliśmy się, że jest to dobrze nam znana królowa duńskiego badmintona Tine Rasmussen, która wyszła niedawno za fizjoterapeutę duńskiej kadry narodowej Martina Bauna. Choć swą decyzją Tine rozstała się z nazwiskiem, które na duńskich kortach kojarzy się wyłącznie z sukcesem (kto nie słyszał o Peterze czy Jonasie?), to okazuje się, że nawet z anonimową tożsamością można się wedrzeć przebojem na badmintonowy parnas. (karpeek)
Fot. © Katarzyna Karpińska



RANKING ŚWIATOWY. 15.07.
Singel mężczyzn Singel kobiet Debel mężczyzn Debel kobiet Mikst

1. LEE Chong Wei
(Malezja)

1. WANG Yihan
(ChRL)

1. KOO Kien Keat
TAN Boon Heong (Malezja)

1. MA Jin
WANG Xiaoli
(ChRL)

1. Nova WIDIANTO
Liliyana NATSIR
(Indonezja)

2. Peter Hoeg GADE
(Dania)

2. Saina NEHWAL
(Indie)

2. Markis KIDO
Hendra SETIAWAN
(Indonezja)

2. DU Jing
YU Yang
(ChRL)

2. Thomas LAYBOURN
Kamilla RYTTER JUHL
(Dania)

3. CHEN Jin
(ChRL)

3. WANG Xin
(ChRL)

3. Mathias BOE
Carsten MOGENSEN
(Dania)

3. ZHAO Yunlei
CHENG Shu
(ChRL)

3. Robert MATEUSIAK
Nadieżda ZIĘBA
(Polska)

4. LIN Dan
(ChRL)

4. WANG Shixian
(ChRL)

4. GUO Zhendong
XU Chen
(ChRL)

4. Miyuki MAEDA
Satoko SUETSUNA
(Japonia)

4. Hendra Aprida GUNAWAN
Vita MARISSA
(Indonezja)

5. Taufik HIDAYAT
(Indonezja)

5. Tine BAUN
(Dania)

5. Alvent Yulianto CHANDRA
Hendra Aprida GUNAWAN
(Indonezja)

5. WONG Pei Tty
CHIN Eei Hui
(Malezja)

5. HE Hanbin
YU Yang
(ChRL)

37. Przemysław WACHA

70. Olga KONON

60. Adam CWALINA
Michał ŁOGOSZ

93. Małgorzata KURDELSKA
Agnieszka WOJTKOWSKA

41. Wojciech SZKUDLARCZYK
Agnieszka WOJTKOWSKA

247. Michał ROGALSKI

100. WANG Linling

81. Adam CWALINA
Wojciech SZKUDLARCZYK

103. Natalia POCZTOWIAK
Agnieszka WOJTKOWSKA

45. Adam CWALINA
Małgorzata KURDELSKA

314. Hubert PĄCZEK

184. Anna NAREL

95. Michał ŁOGOSZ
Robert MATEUSIAK

191. Natalia POCZTOWIAK
WANG Linling

122. Łukasz MOREŃ
Natalia POCZTOWIAK

450. Wojciech POSZELĘŻNY

247. Natalia POCZTOWIAK

221. Łukasz MOREŃ
Michał ROGALSKI

233. Monika BIEŃKOWSKA
Angelika WĘGRZYN

192. Michał ŁOGOSZ
Olga KONON

506. Adrian DZIÓŁKO

386. Aleksandra WALASZEK

223. Michał ŁOGOSZ
Łukasz MOREŃ

559. Maciej KOWALIK

420. Angelika WĘGRZYN

574. Rafał HAWEL

512. Małgorzata KURDELSKA

639. Patryk SZYMONIAK

660. Przemysław URBAN

701. Dariusz ZIĘBA

741. Łukasz BARSZCZEWSKI
(jr)


ANGLIA ODEBRAŁA DANII JONASSENA. 14.07. Po dwóch latach szkolenia między innymi najlepszego singlisty Starego Kontynentu - Petera Gade - Duńczyk Kenneth Jonassen, zwycięzca Korea Open 2003, Singapore Open 2004, kluczowy zawodnik duńskiej kadry narodowej przez ponad dekadę, zasilił w tym miesiącu sztab trenerski reprezentacji Anglii. Wyspiarze posiadają obecnie w składzie trzech singlistów w pierwszej "35" rankingu światowego. Są to Andrew Smith, Carl Baxter i Rajiv Ouseph. Ten ostatni zbliża się właśnie do pierwszej "20". Jak stwierdził na stronie internetowej szef Badminton England, Adrian Christy: Chcemy, by doświadczenie Kennetha przyczyniło się do poprawy wyników naszych singlistów, począwszy od Mistrzostw Świata w Paryżu pod koniec sierpnia oraz Commonwealth Games w Indiach w październiku. (...) Powołanie go stanowi potwierdzenie naszego nieprzerwanego zaangażowania w opracowanie światowej klasy programu dla gier pojedynczych, a Kenneth zapewni naszemu sztabowi trenerskiemu ogromną wiedzę. Posiada on prawdziwe wyczucie tego, co potrzeba, by stworzyć środowisko do zdobywania medali, co stanowi kluczową zasadę, jaką pragniemy stosować.
Jonassen postawił sobie za cel wprowadzenie singlistów na światowy szczyt, a w dalszej perspektywie odkrycie talentów, które będą w stanie konkurować z Chińczykami, Malezyjczykami, Indonezyjczykami, Koreańczykami i Duńczykami. Duński trener ma realizować swój plan przede wszystkim pod kątem Mistrzostw Świata 2011 i Igrzysk Olimpijskich 2012. (karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com



ZGON BYŁEGO PREZESA. 13.07. Światowa Federacja Badmintona (Badminton World Federation, BWF) poinformowała o śmierci jej byłego prezesa, Iana Palmera. Zmarły 4 lipca w wieku 86 lat Palmer stał na czele Międzynarodowej Federacji Badmintona (International Badminton Federation, IBF; poprzednia nazwa BWF) w latach 1987-90.
Palmer położył zasługi m.in. w dziedzinie światowego rankingu zawodników oraz wprowadzenia Nigerii i Afryki Wschodniej na tory rozwoju badmintona.
Jego zainteresowanie tą dyscypliną sportu datuje się od 1939 roku, ale wybuch drugiej wojny światowej spowodował, że powrócił do badmintona dopiero pod koniec lat 40. Wkrótce zaczął odnosić sukcesy na czele nowozelandzkich klubów, a następnie tamtejszego związku, którego prezesem był w latach 70.
Od 1973 r. wchodził w skład Rady IBF. Po przejściu w stan spoczynku otrzymał dożywotni tytuł honorowego wiceprezesa. (jr)


BADMINTON W SŁUSZNEJ SPRAWIE. New Delhi. 11.07. Gwiazda indyjskiego badmintona Saina Nehwal przyłączyła się w niedzielę do grupy 3000 uczniów, którzy w centrum Delhi uczestniczyli w biegu zorganizowanym z okazji Światowego Dnia Ludności (World Population Day). Ustanowiony pod koniec lat osiemdziesiątych Światowy Dzień Ludności ma na celu zwracanie uwagi na problemy światowej populacji, zwłaszcza w kontekście programów rozwoju. Tegoroczna edycja odbyła się pod hasłem Everyone Counts (Każdy się Liczy). Władze Indii zwróciły uwagę na konieczność opóźnienia urodzin pierwszego dziecka, podniesienia granicy wieku, w którym kobiety zawierają małżeństwo oraz na problem edukacji kobiet w kraju.
Badmintonistka z Indii nie jest jedyną przedstawicielką dyscypliny, która zaangażowała się w działalność społeczną. Takie gwiazdy jak Pi Hongyan, Taufik Hidayat, Koo Kien Keat, Nathan Robertson i Peter Gade za pośrednictwem francuskiej organizacji Solibad (o której pisaliśmy już w tekście Rakiety dla Haiti z 18.03) oddają na aukcje swoje koszulki i medale oraz organizują inne akcje, z których dochód przekazywany jest na budowę przytułków dla dzieci i pomoc młodym ofiarom trzęsienia ziemi.(karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com



ZWYCIĘSKI THRILLER ŁOGOSZA I CWALINY. Gatczyna k. Sankt-Petersburga. 11.07. Adam Cwalina i Michał Łogosz (fot.) postawili kropkę nad "i", zwyciężając w finale międzynarodowego turnieju "White Nights" rozgrywanego tradycyjnie w Rosji w aglomeracji petersburskiej. Przeciwnikami Polaków byli rozstawieni z numerem 1 reprezentanci gospodarzy, Witalij Durkin i Aleksandr Nikołajenko, którzy stawili zacięty opór.
W pierwszym secie Rosjanie podnieśli się mimo prowadzenia Biało-Czerwonych 13:8 i zdołali zdobyć sześć punktów z rzędu. Cwalina i Łogosz odzyskali kontrolę i wygrali przy drugim setbolu do 19.
Drugi set był jeszcze bardziej zacięty. Niemal cały czas minimalną przewagę utrzymywali Polacy, ale Rosjanie doprowadzili do remisu 18:18. Za chwilę Łogosz i Cwalina mieli dwa meczbole przy 20:18, ale Durkin i Nikołajenko wyrównali, po czym nie wykorzystali setbola. Długo grano na przewagi; Polacy obronili cztery lotki setowe, przy szóstym swoim meczbolu kończąc zwycięsko spotkanie smeczem, którego nie był już w stanie wybronić Nikołajenko.
W ten sposób, sformowany stosunkowo niedawno polski duet, po raz pierwszy - i zapewne nie ostatni - wygrał turniej.
Zaraz potem na kort wyszedł Przemek Wacha (fot., niżej) z zamiarem potwierdzenia swojej pierwszej pozycji w turnieju wynikającej z rozstawienia. Polscy kibice mogli mieć pewne obawy, mając w pamięci jak Wacha męczył się z leworęcznym Iwanem Sozonowem w otwartych mistrzostwach Polski dwa lata temu. Wówczas Polak wygrał w trzech setach, ale mógł to zawdzięczać m.in. zbyt nerwowej grze Rosjanina.
Pierwszy set miał początkowo pomyślny przebieg dla Wachy. Sozonow często posyłał lotkę w siatkę i nie radził sobie z silnymi smeczami Przemka, który do przerwy prowadził 11:8. Po przerwie obraz gry początkowo nie ulegał zmianie. Zdobywając punkty dzięki swoim atakom i niewymuszonym błędom Sozonowa Wacha prowadził 16:12. Jednak Polak nie potrafił zdruzgotać do końca rywala. Zamiast tego trwonił przewagę, np. serwując dwukrotnie w aut. Sozonow po sprytnym zwodzie przy siatce, którym zmylił Przemka, zdołał wyrównać na 18:18.
Wacha zmobilizowł się i po wymanewrowaniu Rosjanina (19:18) uzyskał lotkę setową zbijając sygnalizowany skrót Sozonowa (20:18). Nieoczekiwanie nastąpiła dekoncentracja mistrza Polski. Najpierw gra skrót w siatkę, za chwilę ten sam los spotyka jego return i przy tryumfalnej wrzawie publiczności Sozonow wyrównuje. Wacha gubi się zupełnie. Znowu gra w siatkę, a przy lotce setowej oddaje inicjatywę Sozonowowi, który wali wprost w Polaka, a ten bezradnie paruje lotkę na aut.
Łogosz stara się w przerwie uspokoić zdenerwowanego kolegę i udziela mu wskazówek. Druga partia ma początkowo podobny przebieg do pierwszej, chociaż widać, że Sozonow zachęcony trochę niespodziewanym zwycięstwem w poprzedniej odsłonie pojedynku, śmielej atakuje. Polak nie pozostaje dłużny i po ładnej grze osiąga prowadzenie 12:9.
Następuje przełomowy moment meczu. Sozonow zdobywa punkt po szczęśliwym zagraniu w taśmę. Wacha zaczyna popełniać seryjnie niewymuszone błędy. Wyrzuca lotkę w aut albo - przeciwnie - gra zbyt płytko, ułatwiając ataki Rosjaninowi. Przemek przegrywa wkrótce 12:17 i jeszcze próbuje rozpaczliwie odmienić losy spotkania. Silny smecz Przemka po przekątnej Sozonow broni desperackim rzutem na matę. Wacha, jakby zaskoczony, gra łatwą lotkę na boczny aut. To już praktycznie koniec. Polak nie potrafi odrobić straty do Rosjanina i przegrywa do 14.
Wacha przegrał, jak to się zwykło określać, na własne życzenie. Zabrakło m.in. odporności w kluczowych momentach. Duże znaczenie miała przegrana w pierwszym secie, w którym Polak miał dużą przewagę optyczną, tracił natmiast "głupie" punkty i zmarnował dwa setbole.
W pozostałych finałach tryumfowali rodacy Sozonowa. Na szczególną uwagę zasługuje gra podwójna pań. Petersburski turniej nie jest wydarzeniem na wielką skalę. Jego ranga odpowiada międzynarodowym mistrzostwom Polski (Polish Open, pula 15 tys. dol.). Tymczasem finał debla kobiet był rewanżem za finał tegorocznych indywidualnych mistrzostw Europy! W kwietniu w Manchesterze Waleria Sorokina i Nina Wisłowa (fot.) pokonały w dwóch setach Petię Nedelczewą i Anastazję Russkich. Obecnie wydawało się, że urodzona w Gatczynie i mająca wsparcie miejscowej publiczności Anastazja pokusi się o rewanż za Manchester. Jednak obraz gry był właściwie zbliżony do finału mistrzostw Europy. Nedelczewa i Russkich na tle Sorokiny i Wisłowej prezentowały wybitnie defensywną taktykę.
W widowisku wyróżniły się dwie zawodniczki: Sorokina i Russkich. Słabo grała Nedelczewa, która prawie nie próbuje w deblu przestawić się ze swojego singlowego stlu gry. Gdyby jednak nie popełniała mnóstwa niewymuszonych błędów, może udałoby się bułgarsko-rosyjskiej parze nawiązać wyrównaną walkę, tym bardziej że w nienajlepszej dyspozycji była Wisłowa.
Mecz zakończył się, jakże symbolicznie, kończącym zbiciem lotki przez najlepszą na korcie Sorokiną po niedokładnym skrócie najsłabszej - Nedelczewej.
Blondwłosej Anastazji pozostał na pocieszenie wywalczony wcześniej tytuł mistrzowski w grze mieszanej z Jewgienijem Driominem.
Wyniki finałów (11.07)
Singel mężczyzn
Iwan Sozonow (Rosja, 7) - Przemysław Wacha (Polska, 1) 22:20 21:14 (0:31).
Singel kobiet
Tatiana Bibik (fot., Rosja, 3) - Anastazja Prokopienko (Rosja, 4) 11:21 21:8 21:17 (0:49).
Debel mężczyzn
Adam Cwalina/ Michał Łogosz (Polska, 3) - Witalij Durkin/ Aleksandr Nikołajenko (Rosja, 1) 21:19 29:27 (0:47).
Debel kobiet
Waleria Sorokina/ Nina Wisłowa (Rosja, 2) - Petia Nedelczewa/ Anastazja Russkich (Bułgaria/Rosja, 1) 21:17 21:15 (0:34).
Mikst
Jewgienij Driomin/ Anastazja Russkich (Rosja, 5) - Walerij Atraszczenkow/ Olena Prus (Ukraina, 1) 21:17 21:14 (0:26).
White Nights 2010 (Biełyje Noczi 2010). Russian International Badminton Tournament, 7-11 lipca, Gatczyna k. Sankt-Petersburga (Rosja). Turniej kategorii International Challenge. Pula nagród: 15 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Marcin Wisiorowski, Janusz Rudziński.



NIE CAŁKIEM NOWY DUBLER NOVY SPEŁNIA NADZIEJE. Johor Baharu. 11.07. Lee Chong Wei (Malezja, 1) potrzebował trzech setów na odniesienie zwycięstwa nad swoim wracającym do czasów świetności rodakiem Wong Choong Hannem w finale Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold.
Lider rankingu światowego zbytnio się rozluźnił po swobodnym wygraniu pierwszej partii. Efektem były jego niewymuszone błędy w drugiej odsłonie finału. W decydującym secie Lee nie stracił koncentracji pomimo kontrowersyjnych wskazań sędziów liniowych.
Do tego się ograniczyły tryumfy gospodarzy, bo w rozegranym wcześniej finale debla pań siostry Ng Hui Ern i Ng Hui Lin mimo zażartej walki uległy w trzech setach wyżej notowanym Tajlandkom, Duang Anong Aroonkesorn i Kunchali Voravichitchaikul.
Wewnętrzne porachunki zawodniczek Hongkongu w finale singla przyniosły umiarkowaną niespodziankę w postaci zwycięstwa nieco niżej notowanej w rankingu Yip Pui Yin (fot.) nad zbliżającą się ku schyłkowi kariery gwiazdą - Zhou Mi.
W deblu mężczyzn - gdzie z kolei czerwono-biali grali międz sobą - hierarchia pozostała nienaruszona. Markis Kido i Hendra Setiawan (Indonezja, 2) mimo klęski w pierwszym secie pokonali ostatecznie Hendrę Apridę Gunawana i Alventa Chandrę Yulianto.
W mikście Devin Lahardi Fitriawan i Liliyana Natsir (Indonezja) także stracili pierwszego seta w starciu z renomowaną firmą światowych zmagań badmintonowych w grze mieszanej - duetem Sudket Prapakamol/ Saralee Thoungthongkam. Natsir zdobyła jeszcze świetniejsze niż Tajlandczycy wawrzyny mikstowe, jak dwukrotne mistrzostwo świata i olimpijskie srebro, ale z innym partnerem - Novą Widianto. Fitriawan to od pewnego czasu jego młody, niedoświadczony dubler. O ile w duecie z Novą Liliyana jest pełnoprawną partnerką, to wobec Devina pełni na korcie rolę szefa. Partnerów zmienia w zależności od kategorii turnieju. Na przykład w Super Series startuje ze "starym" Novą, a w Grand Prix z żółtodziobem Devinem.
Po przegranym pierwszym secie "szefowa" zarządziła poprawę gry, co przyniosło ostatecznie tytuł mistrzowski.
Wyniki finałów (11.07)
Singel mężczyzn
Lee Chong Wei (Malezja, 1) - Wong Choong Hann (Malezja, 4) 21:8 14:21 21:15 (0:47).
Singel kobiet
Yip Pui Yin (Hongkong, 3) - Zhou Mi (Hongkong, 2) 21:16 14:21 21:19 (0:57).
Debel mężczyzn
Markis Kido/ Hendra Setiawan (Indonezja, 2) - Hendra Aprida Gunawan/ Alvent Chandra Yulianto (Indonezja) 8:21 21:17 21:12 (0:47).
Debel kobiet
Duang Anong Aroonkesorn/ Kunchala Voravichitchaikul (Tajlandia, 4) - Ng Hui Ern/ Ng Hui Lin (Malezja) 12:21 21:17 21:13 (0:43).
Mikst
Devin Lahardi Fitriawan/ Liliyana Natsir (Indonezja) - Sudket Prapakamol/ Saralee Thoungthongkam (Tajlandia 3) 13:21 21:16 21:17 (0:48).
Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold 2010, 6-11 lipca, Johor Baharu (Malezja). Turniej kategorii Grand Prix Gold. Pula nagród: 120 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



CZY BIAŁE NOCE BĘDĄ BIAŁO-CZERWONE? Gatczyna k. Sankt-Petersburga. 10.07. Ze zmiennym szczęściem grali Polacy w sobotę w międzynarodowym turnieju "White Nights". Wielki sukces w ćwierćfinale odnotowali rozstawieni z numerem 8 Adam Cwalina i Małgorzata Kurdelska, eliminując w dwóch setach wyżej notowany mikst Witalij Durkin/ Nina Wisłowa (Rosja, 3).
Jednak w tej samej fazie turnieju odpadł drugi polski mikst, Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska. Rozstawieni z siódemką Polacy przegrali z duetem Baptiste Carême/ Laura Choinet (Francja, 4).
Przemek Wacha (fot.), jak przystało na turniejową jedynkę, nie dał wiele pograć groźnemu Finowi, Ville Langowi. Cwalina i Michał Łogosz odprawili mniej znanych Ukraińców.
Wieczorem Polacy stanęli do półfinałów. Cwalina i Kurdelska mieli szansę ograć rozstawionych z numerem 1 Ukraińców, Olenę Prus i Walerija Atraszczenkowa (fot. niżej). W pierwszym secie mocne ataki Cwaliny i wyśmienita gra Kurdelskiej przy siatce zdawały się zniechęcać przeciwników do podjęcia wyzwania. Atraszczenkow był nieco ospały, a jego partnerka raziła niewymuszonymi błędami.
W drugiej partii początkowo Biało-Czerwoni sprawiali lepsze wrażenie. Jednak Ukraińcy wzmocnili swoją grę, podczas gdy Kurdelska zaczęła popełniać dużo błędów przy siatce, a Cwalina wciąż imponujący atakami wykazywał braki szybkościowe z tyłu kortu. Końcówka drugiego seta należała do Ukraińców, którzy ze stanu remisowego 14:14 stopniowo uciekli Polakom na kilka punktów i wygrali partię do 17.
W czasie przerwy przed trzecim setem naszym miksistom rady udzielił (trenera oczywiście nie było) zaniepokojony obrotem sytuacji Przemek Wacha.
W decydującej partii po kiku minutach lekką przewagę uzyskali Ukraińcy, Polacy starali się ich gonić. Niestety główne mankamenty w grze biało-czerwonych trwały nadal. Ich najgorszym elementem gry był serw; Kurdelska często zagrywała w siatkę, a serw jej partnera stwarzał zagrożenie swą niedokładnością. Polka nie wróciła do wysokiego poziomu gry przy siatce prezentowanego w pierwszej części meczu, a Cwalina miał kłopoty z oceną trafności lotek posyłanych przez rywali w okolice linii ograniczających pole gry.
Dobra gra Cwaliny w ataku i słabsze momenty Prus pozwalały zachować szanse Polaków. Po smeczu Cwaliny w Ukrainkę nasi zawodnicy przegrywali już tylko 18:19. Wróciły jednak błędy; w efekcie Cwalina nie odebrał returnu Atraszczenkowa, a Kurdelska spóźniła atak przy siatce i nie pozostało jej nic poza ciśnięciem ze złością rakietą. 21:18 dla Ukraińców, którzy pomimo przebudzenia się Atraszczenkowa w połowie meczu byli niewątpliwie do ogrania.
Być może porażka miksta zbiła z pantałyku Przemka Wachę, który początkowo dał nadzieje gospodarzom, przegrywając pierwszego seta z niżej notowanym Władymirem Małkowem. Jednak mistrz Polski kontrolował sytuację i w kolejnych setach zdławił zakusy Rosjanina. W finale Wacha zmierzy się z innym zawodnikiem gospodarzy, bardzo dobrze dysponowanym Iwanem Sozonowem, który ograł w półfinale rozstawionego z numerem 2 Estończyka Raula Musta.
Szansy na grę w finale nie zmarnowali Cwalina i Łogosz. Ich przeciwnikami byli Baptiste Carême i Sylvain Grosjean (Francja, 2). Polacy prezentowali się znacznie lepiej, dyktowali warunki gry, ale w końcówce pierwszego seta, popełniwszy w nadmiarze niewymuszone błędy pozwolili rywalom wyrównać. Wyglądało to tak, jakby się zbytnio śpieszyli na obejrzenie rozpoczynającej się transmisji z meczu o trzecie miejsce na piłkarskim Mundialu, Niemcy - Urugwaj.
Na szczęście grający z dużą pewnością siebie Polacy zakończyli pierwszą partię przy czwartym setbolu. W drugim secie nie pozwolili już sobie na chwilę dekoncentracji i wygrali zdecydowanie. W niedzielę będą mieli mocniejszych rywali od Francuzów w osobach rozstawionych z numerem 1 Rosjan - Witalija Durkina i Aleksandra Nikołajenki. Wprawdzie są oni wypoczęci, bo półfinał wygrali walkowerem, ale zwycięstwo Polaków wydaje się bardzo realne.
Największą sensacją półfinałów było zwycięstwo Tatiany Bibik (Rosja, 3) nad Petią Nedelczewą (Bułgaria, 1). Wprawdzie Bułgarka w pierwszym secie krytykowała sędziów liniowych, twierdząc, że w niektórych przypadkach mylą boczne linie deblowe z singlowymi (wezwała nawet na kort sędziego głównego Dirka Kellermanna), ale swoją drogą grała nazbyt schematycznie wobec szybkiej i upartej Rosjanki. W dodatku pod koniec drugiej partii popełniła dużo prostych błędów i spóźniony zryw przy obronie meczboli (obroniła trzy) był nieskuteczny: przegrała do 19. Na Rosjance zrewanżowała się co prawda potem w półfinale debla.
Wyniki Polaków w 1/4 finału (10.07)
Singel mężczyzn
Przemysław Wacha (Polska, 1) - Ville Lang (Finlandia, 5) 21:15 21:14 (0:29).
Debel mężczyzn
Adam Cwalina/ Michał Łogosz (Polska, 3) - Giennadij Natarow/ Artiom Pocztariew (Ukraina) 21:8 21:10 (0:16).
Mikst
Adam Cwalina/ Małgorzata Kurdelska (Polska, 8) - Witalij Durkin/ Nina Wisłowa (Rosja, 3) 21:11 21:14 (0:23), Baptiste Carême/ Laura Choinet (Francja, 4) - Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska (Polska, 7) 21:19 21:16 (0:29).
Wyniki półfinałów (10.07)
Singel mężczyzn
Przemysław Wacha (Polska, 1) - Władymir Małkow (Rosja, 4) 14:21 21:17 21:11 (0:48), Iwan Sozonow (Rosja, 7) - Raul Must (Estonia, 2) 21:17 21:15 (0:33).
Singel kobiet
Tatiana Bibik (Rosja, 3) - Petia Nedelczewa (Bułgaria, 1) 21:19 21:19 (0:51), Anastazja Prokopienko (Rosja, 4) - Larisa Griga (Ukraina, 2) 15:21 21:14 21:14 (0:52).
Debel mężczyzn
Adam Cwalina/ Michał Łogosz (Polska, 3) - Baptiste Carême/ Sylvain Grosjean (Francja, 2) 23:21 21:15 (0:31), Witalij Durkin/ Aleksandr Nikołajenko (Rosja, 1) - Gieorgij Natarow/ Jewgienij Pocztariew (Ukraina, 4), walkower.
Debel kobiet
Petia Nedelczewa/ Anastazja Russkich (Bułgaria/Rosja, 1) - Tatiana Bibik/ Olga Gołowanowa (Rosja) 21:12 21:13 (0:25), Waleria Sorokina/ Nina Wisłowa (Rosja, 2) - Anna Kobcewa/ Olena Prus (Ukraina, 4) 21:12 21:12 (0:24).
Mikst
Walerij Atraszczenkow/ Olena Prus (Ukraina, 1) - Adam Cwalina/ Małgorzata Kurdelska (Polska, 8) 14:21 21:17 21:18 (0:40), Jewgienij Driomin/ Anastazja Russkich (Rosja, 5) - Baptiste Carême/ Laura Choinet (Francja, 4) 21:9 18:21 21:15 (0:38).
White Nights 2010 (Biełyje Noczi 2010). Russian International Badminton Tournament, 7-11 lipca, Gatczyna k. Sankt-Petersburga (Rosja). Turniej kategorii International Challenge. Pula nagród: 15 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Marcin Wisiorowski, Janusz Rudziński.



TRYUMF GOSPODARZY W SINGLU MĘŻCZYZN. Johor Baharu. 10.07. Lee Chong Wei (Malezja, 1) nie spotka się w finale Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold z Taufikiem Hidayatem (Indonezja, 2). Indonezyjczyk odpadł w półfinale po porażce z rodakiem Lee - Wong Choong Hannem.
Taufik - po przegraniu pierwszej partii - w drugiej prowadził wysoko, ale nie wykorzystał czterech lotek setowych i przegrał przy pierwszym meczbolu. Kluczem do zwycięstwa Wonga była jego zdumiewająca przewaga przy siatce.
Oprócz singla panów satysfakcji gospodarzom może ewentualnie jeszcze dostarczyć finał debla pań, gdzie zamiast rozstawionych z numerem 1 Malezyjek - Wong Pei Tty/ Chin Eei Hui - dotarły ich mniej znane rodaczki, siostry Ng Hui Ern i Ng Hui Lin. Będą miały wsparcie miejscowych kibiców przeciwko wyżej notowanym Tajlandkom, Duang Anong Aroonkesorn i Kunchali Voravichitchaikul.
W singlu pań w półfinale odpadła reprezentantka Francji Pi Hongyan, co automatycznie oznacza całkowity brak przedstawicieli Europy w finałach turnieju. Zawód spotkał też gospodarzy, ponieważ ich pupilka Wong Mew Choo nie podołała rozstawionej z numerem 2 zawodniczce Hongkongu Zhou Mi (fot.). Tym samym finał będzie wewnętrzną rozgrywką Hongkongu: wspomniana Zhou Mi zagra z Yip Pui Yin.
Trzecim jednolitym narodowościowo finałem będzie debel mężczyzn w wykonaniu Indonezyjczyków. W mikście rutyniarze z Tajlandii, Sudket Prapakamol i Saralee Thoungthongkam spotkają się z duetem indonezyjskim, Devin Lahardi Fitriawan/ Liliyana Natsir. Fitriawan to niejako dubler Novy Widianto.
Wyniki półfinałów (10.07)
Singel mężczyzn
Wong Choong Hann (Malezja, 4) - Taufik Hidayat (Indonezja, 2) 21:15 24:22 (0:40), Lee Chong Wei (Malezja, 1) - Ajay Jayaram (Indie, 14) 21:16 21:13 (0:31).
Singel kobiet
Yip Pui Yin (Hongkong, 3) - Pi Hongyan (Francja, 1) 10:21 21:10 21:11 (0:47), Zhou Mi (Hongkong, 2) - Wong Mew Choo (Malezja, 4) 19:21 21:12 21:15 (0:54).
Debel mężczyzn
Markis Kido/ Hendra Setiawan (Indonezja, 2) - Yohan Hadikusumo Wiratama/ Wong Wai Hong (Hongkong, 8) 21:6 21:16 (0:20), Hendra Aprida Gunawan/ Alvent Chandra Yulianto (Indonezja) - Mak Hee Chun/ Tan Wee Kiong (Malezja) 21:13 21:11 (0:26).
Debel kobiet
Duang Anong Aroonkesorn/ Kunchala Voravichitchaikul (Tajlandia, 4) - Nadya Melati/ Vita Marissa (Indonezja) 13:21 21:17 21:17 (0:42), Ng Hui Ern/ Ng Hui Lin (Malezja) - Zhang Dan/ Zhang Zhibo (Makau, 5) 21:10 21:11 (0:20).
Mikst
Sudket Prapakamol/ Saralee Thoungthongkam (Tajlandia 3) - Markis Kido/ Lita Nurlita (Indonezja) 15:21 21:12 21:15 (0:53), Devin Lahardi Fitriawan/ Liliyana Natsir (Indonezja) - Ong Jian Guo/ Chong Sook Chin (Malezja) 21:13 21:16 (0:27).
Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold 2010, 6-11 lipca, Johor Baharu (Malezja). Turniej kategorii Grand Prix Gold. Pula nagród: 120 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



BEZ MĘŻCZYZN POLKOM TRUDNIEJ. Gatczyna k. Sankt-Petersburga. 9.07. Od czwartku Biało-Czerwoni grają w głównym turnieju "White Nights". Wydawało się, że dojdą bez żadnych strat do ćwierćfinałów. Jednak w 1/8 finału Małgorzata Kurdelska i Agnieszka Wojtkowska przegrały z Anną Kobcewą i Oleną Prus. Wprawdzie Ukrainki - w odróżnieniu od Polek - rozstawiono (z numerem 4), ale były zdecydowanie w zasięgu naszych reprezentantek.
Znacznie lepiej obie Polki radzą sobie w towarzystwie panów. Kurdelska z Adamem Cwaliną i Wojtkowska z Wojciechem Szkudlarczykiem (fot.) dotarły do 1/4 finału gry mieszanej bez uronienia seta.
Bez problemów awansują także - po łatwych potyczkach z rosyjskimi młodzieżowcami i juniorami - rozstawiony z numerem 1 Przemek Wacha i debel Cwalina/ Michał Łogosz (numer 3).
Wyniki Polaków (8.07)
Singel mężczyzn
Przemysław Wacha (Polska, 1) - Iwan Miedwiediew (Rosja) 21:11 21:14 (0:22).
Mikst
Adam Cwalina/ Małgorzata Kurdelska (Polska, 8) - Dmitrij Bałandin/ Karina Nazarowa (Rosja) 21:16 21:12 (0:19), Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska (Polska, 7) - Iwan Miedwiediew/ Maria Pozdiejewa (Rosja) 21:15 21:10 (0:20).
Wyniki Polaków (9.07)
Singel mężczyzn
Przemysław Wacha (Polska, 1) - Siergiej Szczopietkow (Rosja) 21:12 21:8 (0:18).
Debel mężczyzn
Adam Cwalina/ Michał Łogosz (Polska, 3) - Siergiej Cybakow/ Wiaczesław Turczak (Rosja) 21:8 21:7 (0:16).
Debel kobiet
Małgorzata Kurdelska/ Agnieszka Wojtkowska - Romina Gabdullina/ Natalia Pierminowa (Rosja) 21:11 21:11 (0:25), Anna Kobcewa/ Olena Prus (Ukraina, 4) - Małgorzata Kurdelska/ Agnieszka Wojtkowska 13:21 21:10 21:17 (0:41).
Mikst
Adam Cwalina/ Małgorzata Kurdelska (Polska, 8) - Wasilij Kuzniecow/ Anastazja Paniuszkina (Rosja) 21:16 23:21 (0:25), Wojciech Szkudlarczyk/ Agnieszka Wojtkowska (Polska, 7) - Denis Graczow/ Daria Żurba (Rosja) 21:15 21:17 (0:24).
White Nights 2010 (Biełyje Noczi 2010). Russian International Badminton Tournament, 7-11 lipca, Gatczyna k. Sankt-Petersburga (Rosja). Turniej kategorii International Challenge. Pula nagród: 15 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © Marcin Wisiorowski.



OŚMIORNICA MUSI POMÓC EKSPERTOM ŚWIATOWEGO BADMINTONA. Johor Baharu. 9.07. Do kolejnej sensacji doszło na otwartych mistrzostwach Malezji. Po odpadnięciu w pierwszej rundzie rozstawionych z numerem 1 deblistek gospodarzy (Wong Pei Tty/ Chin Eei Hui), z kolei plamę dali liderzy rankingu światowego, również reprezentanci Malezji, Koo Kien Keat i Tan Boon Heong (fot.). Ich ćwierćfinałowa porażka nie stanowi jednak całkowitej klęski gospodarzy, ponieważ ulegli swoim młodszym kolegom, duetowi Mak Hee Chun/ Tan Wee Kiong.
Wprawdzie jeden z ich pogromców, Mak Hee Chun, to wielki talent, deblowy mistrz świata juniorów z 2008 roku, ale widać zarazem, że ostatnie miesiące to marny okres w karierze liderów rankingu BWF. Po zwycięstwie na własnym terenie w styczniowej superserii odnotowali sporo zaskakujących porażek, ostatnio w otwartych mistrzostwach Singapuru i Indonezji.
Kibice badmintona zaskoczeni kolejnymi niespodziankami domagają się, by ośmiornica Paul (osławiona trafnymi prognozami podczas piłkarskich mistrzostw świata - Mundialu 2010) zaczęła typować wyniki w światowym badmintonie.
Ciekawsze wyniki ćwierćfinałów (9.07)
Singel mężczyzn
Wong Choong Hann (Malezja, 4) - Muhammad Hafiz Hashim (Malezja, 6) 19:21 21:17 21:11 (0:49), Taufik Hidayat (Indonezja, 2) - Hu Yun (Hongkong, 5) 21:13 9:21 21:11 (0:46).
Singel kobiet
Pi Hongyan (Francja, 1) - Salakjit Ponsana (Tajlandia, 5) 21:12 14:21 21:10 (0:47), Zhou Mi (Hongkong, 2) - Misaki Matsutomo (Japonia) 21:14 21:9 (0:24).
Debel mężczyzn
Markis Kido/ Hendra Setiawan (Indonezja, 2) - Candra Wijaya/ Luluk Hadiyanto (Indonezja) 21:10 21:17 (0:21), Mak Hee Chun/ Tan Wee Kiong (Malezja) - Koo Kien Keat/ Tan Boon Heong (Malezja, 1) 21:19 21:19 (0:40), Hendra Aprida Gunawan/ Alvent Chandra Yulianto (Indonezja) - Gan Teik Chai/ Tan Bin Shen (Malezja, 6) 21:6 16:5, krecz (0:18).
Debel kobiet
Nadya Melati/ Vita Marissa (Indonezja) - Lotte Jonathans/ Paulien Van Dooremalen (Holandia, 8) 21:19 21:10 (0:27), Zhang Dan/ Zhang Zhibo (Makau, 5) - Savitree Amitapai / Vacharaporn Munkit (Tajlandia, 2) 21:15 21:18 (0:29).
Mikst
Markis Kido/ Lita Nurlita (Indonezja) - Hendra Aprida Gunawan/ Vita Marissa (Indonezja, 1) 10:21 21:18 21:15 (0:39).
Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold 2010, 6-11 lipca, Johor Bahru (Malezja). Turniej kategorii Grand Prix Gold. Pula nagród: 120 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



NIESPODZIEWANA AKCJA Z LOTKĄ. Paryż. 8.07. Wśród miejsc, w których raczej nie spodziewalibyśmy się natknąć na lotkę można wymienić choćby takie paryskie Pole Marsowe. To właśnie w stolicy i kilku innych miastach Francji zorganizowano pierwszy w historii badmintonowy flash mob. Flash mob to sztuczny tłum ludzi, którzy gromadzą się w określonym miejscu i czasie, by przeprowadzić krótką akcję, która przypadkowych świadków zaskakuje swą absurdalnością i skalą.
W ubiegłym miesiącu, za pomocą Facebooka i Twittera, udało się Francuzom zgromadzić ponad 200 osób, które w cieniu Wieży Eiffla, pod przewodnictwem Pi Hongyan przez minutę wykonywały prosty układ z rakietą, zakończony symultaniczną długą zagrywką. Po tym znaku, który dla statystycznego badmintonisty z reguły oznacza początek gry, wszyscy uczestnicy, zgodnie z formułą przedsięwzięcia, szybko ulotnili się z miejsca zdarzenia.
Organizatorzy tego nietypowego projektu zamierzają w przyszłym roku pójść o krok, a wręcz o wielki sus dalej i zwerbować do akcji cały glob, aranżując kolejny badmintonowy flash mob już nie tylko we Francji, ale i w innych państwach błękitnej planety. Zatem badmintoniści całego świata: trzymajcie rakiety i lotki w pogotowiu! Na przykład w okolicy Pola Mokotowskiego... (?)
Zobacz wideoklip z akcji na stronie L'Equipe (karpeek)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA... Johor Baharu. 8.07. Wielki zawód sprawiły swojej publiczności rozstawione na Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold z numerem 1 Wong Pei Tty/ Chin Eei Hui. Już w 1. rundzie, w 1/16 finału debla kobiet, Malezyjki przegrały z Nadyą Melati i Vitą Marissą (fot.) z Indonezji. Faworytki nie wykorzystały w pierwszej partii trzech lotek setowych, przegrały i całkem się rozkleiły.
W singlu panów zanosiło się na kalkę wydarzenia z poprzedniego dnia, które opisywaliśmy niżej (zob. "NA MALAJACH MOŻE DOJŚĆ DO REWANŻU LEE - HIDAYAT", 7.07). Malezyjczyk Yogendran Krishnan ograł wtedy rozstawionego Ananda Pawara (Indie). Krishnan w następnej rundzie łatwo wygrał z Anglikiem Harrym Wrightem, ale w 1/8 finału odgrywał na nowo dramat zaczerpnięty ze scenariusza meczu z Hindusem. W pojedynku z Hu Yunem (Hongkong) stracił pierwszego seta, a w drugim obronił cztery meczbole i wygrał. Jednak nie potrafił odegrać swojej roli do końca, przegrywając ostatecznie z rozstawionym z numerem 5 Chińczykiem.
Ciekawsze wyniki (8.07)
Singel mężczyzn
Chan Yan Kit (Hongkong, 7) - Hans-Kristian Vittinghus (Dania, 9) 21:17 21:12 (0:31), Hu Yun (Hongkong, 5) - Yogendran Krishnan (Malezja) 21:12 22:24 21:16 (0:56), Taufik Hidayat (Indonezja, 2) - Tan Chun Seang (Malezja, 13) 23:21 22:20 (0:44).
Singel kobiet
Salakjit Ponsana (Tajlandia, 5) - Maria Kristin Yulianti (Indonezja) 13:21 21:17 21:18 (0:53), Pi Hongyan (Francja, 1) - Xing Aiying (Singapur) 21:17 16:21 21:15 (0:56).
Debel mężczyzn
Candra Wijaya/ Luluk Hadiyanto (Indonezja) - Choong Tan Fook/ Lee Wan Wah (Malezja, 5) 21:17 21:17 (0:28).
Debel kobiet
Nadya Melati/ Vita Marissa (Indonezja) - Wong Pei Tty/ Chin Eei Hui (Malezja) 25:23 21:12 (0:39).
Mikst
Devin Lahardi Fitriawan/ Liliyana Natsir - Flandi Limpele/ Jonathans Lotte (Indonezja/Holandia, 5) 21:3 17:21 21:12 (0:41).
Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold 2010, 6-11 lipca, Johor Bahru (Malezja). Turniej kategorii Grand Prix Gold. Pula nagród: 120 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



NA MALAJACH MOŻE DOJŚĆ DO REWANŻU LEE - HIDAYAT. Johor Baharu. 7.07. W Malezji rozpoczął się w środę turniej główny drugich w tym roku otwartych mistrzostw tego kraju. W zawodach (kategorii Grand Prix Gold) nie startują m.in. Chińczycy (z ChRL), Koreańczycy i Polacy, a największe gwiazdy to Lee Chong Wei (fot., Malezja, BWF 1.), Taufik Hidayat (Indonezja, BWF 5.), Koo Kien Keat/ Tan Boon Heong (Malezja, BWF 1.), Markis Kido/ Hendra Setiawan (Indonezja, BWF 4.), Wong Pei Tty/ Chin Eei Hui (Malezja, BWF 4.), Hendra Aprida Gunawan/ Vita Marissa (Indonezja, BWF 4.).
Na razie nie doszło do sensacji, chociaż rozstawiony z numerem 10 Anand Pawar (Indie) na pewno nie spodziewał się porażki, gdy po wygraniu pierwszego seta prowadził w drugim z Malezyjczykiem Yogendranem Krishnanem 20:16. Jednak to przedstawiciel gospodarzy awansował do następnej rundy.
Ciekawsze wyniki (7.07)
Singel mężczyzn
Yogendran Krishnan (Malezja) - Anand Pawar (Indie, 10) 18:21 22:20 21:16 (0:56).
Singel kobiet
Tee Jing Yi (Malezja) - Fransisca Ratnasari (Indonezja, 7) 21:17 7:21 21:17 (0:44), Misaki Matsutomo (Japonia) - Maria Febe Kusumastuti (Indonezja, 6) 19:21 21:11 21:15 (0:57).
Mikst
Hendra Aprida Gunawan/ Vita Marissa (Indonezja, 1) - Glenn Warfe/ Kate Wilson-Smith (Australia) 16:21 21:4 21:10 (0:29), Gan Teik Chai/ Ng Hui Lin (Malezja) - Yohan Hadikusumo Wiratama/ Tse Ying Suet (Hongkong, 6) 18:21 21:16 21:4 (0:37), Fitriawan Devin Lahardi/ Liliyana Natsir - Wong Wai Hong/ Chau Hoi Wah (Hongkong) 21:19 21:9 (0:24).
Yonex-Sunrise Malaysia Open Grand Prix Gold 2010, 6-11 lipca, Johor Bahru (Malezja). Turniej kategorii Grand Prix Gold. Pula nagród: 120 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com.



BADMINTON, CZYLI JAK WZBUDZIĆ PODZIW W MIEJSCU PRACY. 4.07. Uprawianie badmintona jest nie tylko modne, ale - jak wiadomo - wpływa dobrze na sprawność fizyczną. Może to wzbudzić zainteresowanie, a nawet podziw otoczenia.
Tak się stało w przypadku zawodniczki Amatorskiej Sekcji Badmintona AZS UW - Katarzyny Karpińskiej, znanej nie tylko z kortów, ale także niusów i reportaży publikowanych na naszych łamach. Z pozoru spokojna pracowniczka intrygowała koleżeństwo nie tylko swoją gigantyczną czerwoną sportową torbą na plecach. Do tego stopnia, że redaktorka branżowego periodyku nie wytrzymała i "to" pytanie z jej strony (a raczej stwierdzenie) musiało paść: - Pracujesz na czwartym piętrze i nigdy nie korzystasz z windy.
Kasia chwali badminton jako sport, w którym jesteś zdana tylko na siebie i ewentualnie na pomoc jednej osoby, który uczy pewności siebie, strategicznego myślenia i odwagi i oczywiście daje niebywałą sprawność i kondycję... Badminton ujmuje ją także tym, że stwarza szansę na poznanie fantastycznych ludzi.
Wywiad opublikowany w "Kwartalniku Urzędu Patentowego RP" (nr 2/2010) stanowi także wyzwanie dla boiskowych rywalek Kasi, która w odpowiedzi na cytowane stwierdzenie o zbędnej windzie prostolinijnie i bez fałszywej skromności przyznaje: - To prawda. Ja się w ogóle nie męczę!
Redaktor rozważa ufundowanie nagrody dla przeciwniczki, która zdoła jednak w regularnym meczu zmęczyć Kasię. Wszak ta ostatnia wyznała jednak w tymże wywiadzie: - Ubóstwiam się męczyć. Wyjaśnienie pozornej sprzeczności obu stwierdzeń można znaleźć w tekście publikacji zatytułowanej Uzależniona od badmintona (Życie z pasją). (jr)
Źródło ilustracji: "Kwartalnik Urzędu Patentowego RP".



SAMURAJE LEPSI W POJEDYNKĘ NIŻ W KOLEKTYWIE. Władywostok. 4.07. Japońscy zawodnicy licznie przybyli na otwarte mistrzostwa Rosji (Grand Prix, pula 50 tys. USD) rozgrywane na Dalekim Wschodzie, we Władywostoku. Jednak lepsi w kolektywnej grze okazali się gospodarze, którzy zgarnęli zwycięstwa w deblach i mikście.
Japonii przypadły tryumfy w grach pojedynczych. W singlu kobiet rozstawiona z numerem 8 20-letnia Ayane Kurihara (fot.) pokonała w finale turniejową jedynkę, doświadczoną Rosjankę Ełłę Diehl. Mogło to stanowić niespodziankę, ponieważ Rosjanka okupuje obecnie 14. pozycję na świecie, podczas gdy Japonka jest w tymże rankingu BWF na 97. miejscu. Jednak Kurihara ma zaniżony ranking w stosunku do swoich możliwości. Ponadto Diehl zabrakło - jak sama przyznała - cierpliwości w grze przeciwko pracowitej Japonce.
W finale singla spotkali się dwaj nierozstawieni badmintoniści. W japońsko-rosyjskim pojedynku tu także lepszy okazał się Azjata. Takuma Ueda ograł Stanisława Puchowa głównie dzięki mniejszej liczbie popełnionych niewymuszonych błędów.
Jako się rzekło, gry podwójne były domeną reprezentantów Rosji. Zwraca uwagę sukces tegorocznych międzynarodowych mistrzów Polski, Władymira Iwanowa i Iwana Sozonowa. Polacy w dalekowschodnim turnieju nie startowali.
Wyniki finałów (4.07)
Singel mężczyzn
Takuma Ueda (Japonia) - Stanisław Puchow (Rosja) 21:17 21:17 (0:45).
Singel kobiet
Ayane Kurihara (Japonia, 8) - Ełła Diehl (Rosja, 1) 21:19 21:19 (0:54).
Debel mężczyzn
Władymir Iwanow/ Iwan Sozonow (fot., Rosja, 2) - Witalij Durkin/ Aleksandr Nikołajenko (Rosja, 1) 21:17 10:21 21:18 (0:40).
Debel kobiet
Waleria Sorokina/ Nina Wisłowa (Rosja, 1) - Yuriko Miki/ Koharu Yonemoto (Japonia, 3) 21:18 21:18 (0:39).
Mikst
Aleksandr Nikołajenko/ Waleria Sorokina (Rosja, 1) - Witalij Durkin/ Nina Wisłowa (Rosja, 2) 8:21 21:14 21:16 (0:41).
Russian Open Grand Prix 2010, 29 czerwca - 4 lipca, Władywostok (Rosja). Turniej kategorii Grand Prix. Pula nagród: 50 tys. dol. Zobacz wyniki na tournamentsoftware.com. (jr)
Fot. © BadmintonPhoto.com, Janusz Rudziński



NADZWYCZAJNA SYTUACJA W POLSKIM ZWIĄZKU BADMINTONA. 2.07. Internetowa strona klubu Hubal Białystok zamieściła informację o złożeniu wniosku do Zarządu Polskiego Związku Badmintona o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu delegatów. Sprawę sygnalizowaliśmy w naszym serwisie 3 czerwca w wiadomości "ZWOŁAĆ NADZWYCZAJNE WALNE ZEBRANIE DELEGATÓW PZBAD".
Zgodnie z prawem sportowym - donosi teraz witryna podlaskiego klubu - prawo do zwołania tego gremium ma co najmniej 1/3 członków zwyczajnych i ten warunek został spełniony. Podano też statystykę nt. wyrażanego przez członków zwyczajnych stanowiska wobec zwołania zjazdu i wobec obecnych władz PZBad.
Mamy nadzieję, że do Polskiego Związku Badmintona powróci normalność, która stworzy szansę na rozwój - wzywa się w tekście podpisanym przez Fundację Szkoła XXI wieku w Białymstoku. (jr)



RANKING ŚWIATOWY. POLACY BLISKO POZYCJI LIDERÓW W GRZE MIESZANEJ! 1.07. Mikst Robert Mateusiak/ Nadia Zięba wspiął się na bezprecedensowe - w dziejach polskiego badmintona - wyżyny rankingu światowego. Po wygraniu turnieju Djarum Indonesia Open Super Series 2010 Polacy (reprezentujący w kraju Hubal Białystok) awansowali na trzecią pozycję rankingu BWF. Poprzednio, od 27 maja br., byli sklasyfikowani na piątej pozycji w tym rankingu, czym ustanowili poprzedni rekord w dziejach polskiego badmintona.
Smaczku dodaje fakt, że polski duet ma korzystny (3:1) bilans spotkań z liderami rankingu, parą indonezyjską, Nova Widianto/ Liliyana Natsir.
W rankingu Super Series Mateusiak i Zięba również zajmują wysoką, czwartą pozycję.
Singel mężczyzn Singel kobiet Debel mężczyzn Debel kobiet Mikst

1. LEE Chong Wei
(Malezja)

1. WANG Yihan
(ChRL)

1. KOO Kien Keat
TAN Boon Heong (Malezja)

1. MA Jin
WANG Xiaoli
(ChRL)

1. Nova WIDIANTO
Liliyana NATSIR
(Indonezja)

2. Peter Hoeg GADE
(Dania)

2. WANG Xin
(ChRL)

2. Mathias BOE
Carsten MOGENSEN
(Dania)

2. DU Jing
YU Yang
(ChRL)

2. Thomas LAYBOURN
Kamilla RYTTER JUHL
(Dania)

3. CHEN Jin
(ChRL)

3. Saina NEHWAL
(Indie)

3. GUO Zhendong
XU Chen
(ChRL)

3. ZHAO Yunlei
CHENG Shu
(ChRL)

3. Robert MATEUSIAK
Nadieżda ZIĘBA
(Polska)

4. LIN Dan
(ChRL)

4. WANG Shixian
(ChRL)

4. Markis KIDO
Hendra SETIAWAN
(Indonezja)

4. WONG Pei Tty
CHIN Eei Hui
(Malezja)

4. Hendra Aprida GUNAWAN
Vita MARISSA
(Indonezja)

5. Taufik HIDAYAT
(Indonezja)

5. YANJIAO Jiang
(ChRL)

5. Alvent Yulianto CHANDRA
Hendra Aprida GUNAWAN
(Indonezja)

5. Miyuki MAEDA
Satoko SUETSUNA
(Japonia)

5. HE Hanbin
YU Yang
(ChRL)

41. Przemysław WACHA

71. Olga KONON

74. Adam CWALINA
Michał ŁOGOSZ

106. Natalia POCZTOWIAK
Agnieszka WOJTKOWSKA

50. Wojciech SZKUDLARCZYK
Agnieszka WOJTKOWSKA

243. Michał ROGALSKI

101. WANG Linling

80. Adam CWALINA
Wojciech SZKUDLARCZYK

109. Małgorzata KURDELSKA
Agnieszka WOJTKOWSKA

54. Adam CWALINA
Małgorzata KURDELSKA

315. Hubert PĄCZEK

187. Anna NAREL

100. Michał ŁOGOSZ
Robert MATEUSIAK

194. Natalia POCZTOWIAK
WANG Linling

125. Łukasz MOREŃ
Natalia POCZTOWIAK

445. Wojciech POSZELĘŻNY

245. Natalia POCZTOWIAK

220. Łukasz MOREŃ
Michał ROGALSKI

231. Monika BIEŃKOWSKA
Angelika WĘGRZYN

200. Michał ŁOGOSZ
Olga KONON

500. Adrian DZIÓŁKO

385. Aleksandra WALASZEK

223. Michał ŁOGOSZ
Łukasz MOREŃ

556. Maciej KOWALIK

421. Angelika WĘGRZYN

568. Rafał HAWEL

512. Małgorzata KURDELSKA

632. Patryk SZYMONIAK

651. Przemysław URBAN

689. Dariusz ZIĘBA

729. Łukasz BARSZCZEWSKI
(jr)




Wcześniejszych informacji szukaj na naszej stronie w dziale "Archiwum. Wiadomości archiwalne. Rok 2010".
Uniwersytet Warszawski
Aktualizacja:
2.09.2010
Statystyka

Jesteś naszym 588187 Gościem od 01 05 2004.

Sponsor sekcji

Yonex
 
Partnerzy





ProActiv
 
Redakcja
Monika Plata
Janusz Rudziński
Współpraca
Katarzyna Karpińska
Info o aktualizacji?
podaj e-mail

Change language
English
Pomysł: Janusz Rudziński
Logo: Monika Plata (C) Copyright
Rozdzielczość: 800x600